Wiadomości

Ładowanie Tesli będzie droższe. Firma doliczy energię zużytą m.in. na grzanie akumulatorów

Wiadomości 13.01.2020 46 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 13.01.2020

Ładowanie Tesli będzie droższe. Firma doliczy energię zużytą m.in. na grzanie akumulatorów

Piotr Barycki
Piotr Barycki13.01.2020
46 interakcji Dołącz do dyskusji

Ile kosztuje naładowanie Tesli z wykorzystaniem Superchargera? Cóż, od teraz… więcej.

Tesla zdecydowała się bowiem na zmianę swojej polityki, jeśli chodzi o rozliczanie poboru energii podczas ładowania.

Do tej pory ci, którzy musieli płacić, płacili tylko za energię, która trafiała do akumulatora samochodu.

Proste – zatankowaliśmy np. 60 kWh, to 60 kWh mamy w akumulatorach, za 60 kWh zapłaciliśmy i nasz zasięg wzrósł proporcjonalnie do tego, co pokazał dystrybutor. Od teraz jednak, jak podaje Electreck, każdy rachunek za ładowanie z wykorzystaniem Superchargera będzie wyższy, podobnie jak ilość pobranej energii. Natomiast nie cała trafi ona do akumulatora.

Skąd ta różnica? Z tego, że do tej pory Tesla rozliczała użytkowników wyłącznie za energię wykorzystywaną do ładownia akumulatora – nie za całość zużytej energii. Nie uwzględniała w ogóle energii pobieranej np. na potrzeby ogrzewania zespołu akumulatorów, ani np. na ogrzewanie kabiny, jeśli ktoś nie miał gdzie się podziać podczas ładowania, a pogoda na zewnętrz nie dopisywała.

Tesla Supercharger Radom

O ile mogą wzrosnąć rachunki? Tego Tesla niestety nie precyzuje, ale na rynkach z ekstremalnymi warunkami różnica może wynieść 10-25 kWh. Oczywiście w zależności od tego, co będzie działać w naszym aucie, jak długo będziemy je ładować, jak duży mamy akumulator i tak dalej. Co jednak nie zmienia faktu, że wizja tankowania wspomnianych 25 kWh w powietrze jest przynajmniej odrobinę niepokojąca.

Bardziej jednak dziwi fakt, dlaczego nie było tak od początku. A może raczej – od dłuższego czasu.

W końcu pobrana energia to pobrana energia – nie ma znaczenia, na co zostanie zużyta. Nikt jakoś nie ma problemów z tym, że w samochodzie z silnikiem spalinowym zatankowane paliwo może być zużyte np. do ogrzania auta podczas postoju albo innych niezwiązanych z jazdą rzeczy. Fakt, że Tesla zaczęła rozliczać użytkowników z faktycznego zużycia energii jest więc dziwny tylko dlatego, że stało się to dopiero teraz.

Z drugiej strony, na miejscu użytkownika Tesli, pewnie byłbym tą sytuacją niespecjalnie zachwycony. Przez tygodnie, miesiące, a może i lata ładuję auto na określonych warunkach, po czym nagle te warunki się zmieniają i nagle okazuje, że – potencjalnie i w określonych sytuacjach, ale jednak – podładowanie do tego samego zasięgu będzie kosztowało więcej. A że ceny oleju napędowego czy benzyny też zmieniają się w czasie? A kto zagwarantuje stałą cenę za 1 kWh? No właśnie, też nikt.

Aczkolwiek…!

Czytam komentarze pod tekstem na Electreku, gdzie wypowiadają się posiadacze Tesli i – wbrew mojej nie-teslowej symulacji oceny tego kroku – nikt nie wydaje się specjalnie tym faktem poruszony. Wręcz przeciwnie – większość głosów stwierdza, że tak powinno być i że Tesla powinna dorzucać jakąś większą marżę, żeby zarabiała i dobrze jej się żyło.

Jak widać można i tak…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać