Klasyki / Przegląd rynku

Superb i Insignia za 200 tys.? Przecież za tę cenę można mieć Ferrari

Klasyki / Przegląd rynku 17.04.2019 164 interakcje
Piotr Szary
Piotr Szary 17.04.2019

Superb i Insignia za 200 tys.? Przecież za tę cenę można mieć Ferrari

Piotr Szary
Piotr Szary17.04.2019
164 interakcje Dołącz do dyskusji

Moi koledzy powariowali. Prześcigali się ostatnio w chwaleniu Skody Superb i Opla Insignii za przeszło 200 tys. zł. Przecież za takie pieniądze można kupić Ferrari. Sprawdziłem, da się!

Jasne, ja wiem, człowiek przeglądający cenniki Skody i Opla ma w głowie inne cechy samochodu, niż ten kto marzy o Ferrari. Reprezentacyjny wygląd, fotel, z którego można wysiąść wypoczętym po przejechaniu połowy kraju, żwawy, ale jednocześnie oszczędny silnik i pewnie spory bagażnik, by w weekend wyskoczyć z rodziną za miasto. Takiego Ferrari kupić się nie da. Ale z drugiej strony, jakbym miał firmę i miał wydać swoje ciężko zarobione 200+ tysięcy złotych na nudne kombi, a wiedziałbym, że w tej samej cenie mogę mieć Ferrari, to być może…

No dobrze, a może jestem mitomanem i za te pieniądze nie da się kupić nic sensownego? Sprawdźmy!

Polska

Nie da się ukryć, że nasz kraj nie jest rajem dla fanów Cavallino Rampante. Pomijając replikę Ferrari F355 zbudowaną na bazie Toyoty MR-2 za 74 tys. zł, najtańszym modelem jest Ferrari 308 GTS. Kosztuje 99 tys. zł i pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. To w zasadzie tyle, co wiadomo z opisu, więc my też nie będziemy się zanadto skupiać na tej propozycji.

Wspomniane zaznaczenie, że auta mają być bezwypadkowe i nieuszkodzone, prowadzi do bardzo szybkiego wzrostu cen. Ale można to wybaczyć, biorąc pod uwagę, że za 219 tys. zł oferowane jest piękne Ferrari 456 GT. Co więcej, jego stan wydaje się być naprawdę dobry – w połączeniu z niezłą ceną pozwala to przymknąć oko na fakt, że nie jest to auto w specyfikacji europejskiej. No i w tym przypadku mamy do czynienia z pełnokrwistym silnikiem V12 i z manualną skrzynią biegów – a to połączenie, które jest już dziś praktycznie niespotykane.

Ferrari ceny
źródło: otomoto.pl. Fot. Grzegorz. Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu.

Dalej jest już tylko drożej. Znacznie drożej. Na sprzedaż oferowane są m.in. California (352 tys. zł) i 488 GTB (400 tys. zł) – choć to ostatnie ma opis równie lakoniczny co wspomniane wyżej 308 GTS i na dodatek jest w specyfikacji amerykańskiej, z brzydkimi lampami obrysowymi. Jest też F430 Spider Scuderia 16M (300 tys. zł), ale i tu mamy średnio zachęcające zdjęcia, które nie bardzo chcą potwierdzić, że auto jest w kraju. No i to raczej ceny bliższe Insigni i Superbowi łącznie.

Włochy

W Polsce wybór nie był zbyt imponujący, pora wybrać się do ojczyzny Ferrari. Jak można się spodziewać, wybór jest tu znacznie większy – choć po chwili okazuje się, że uwaga ta dotyczy przede wszystkim droższych aut. Pomijając błędnie wystawione pod marką Ferrari Citroeny, Land Rovery czy traktory, najtańsze oferty dotyczą modelu Mondial w różnych wersjach. Na takie auto będzie trzeba przeznaczyć co najmniej 34-35 tys. euro, czyli niespełna 150 tys. zł. W niemal tej samej cenie czeka na nas niespodzianka w postaci… 18-konnego Fervesa Ranger. A co robi on w tym przeglądzie? Ano czeka na oferty jak gdyby nigdy nic, ponieważ Ferves to skrót od Ferrari Veicoli Speciali.

Jeśli 150 tys. zł na 18-konnego Fervesa to za dużo, to w niewiele wyższej cenie (165 tys. zł) można sobie też kupić Dino 208 GT4. Jeśli interesuje nas podobny samochód, ale z 3-litrowym silnikiem zamiast 2-litrowego – będzie trzeba wyłożyć już 44 tys. euro, czyli prawie 190 tys. zł.

Ferrari ceny
źródło: autoscout24.it

Próg 200 tys. zł przekroczymy decydując się na model 348, który – ze względu na charakterystyczne „żaluzje” w drzwiach – kojarzyć się może z kultową Testarossą. Najtańsze egzemplarze 348 kosztują odrobinę poniżej 50 tys. euro, ale potem ich ceny szybko rosną. Na otarcie łez pozostaje spory wybór takich aut.

Odrobinę ponad 200 tys. kosztuje też ciekawy egzemplarz 208 GTB Turbo. To model z 2-litrowym, turbodoładowanym silnikiem V8, zbudowanym ze względu na ówczesne włoskie przepisy podatkowe, które przewidywały wyższy podatek VAT na auta z silnikami o pojemności skokowej wyższej niż 2 litry.

Ferrari ceny
źródło: autoscout24.it

Czechy

Chwilami mam wrażenie, że w Czechach łatwiej zauważyć Ferrari, niż w Polsce. Może i jest błędne, ale stwierdziłem, że warto sprawdzić, co ciekawego jest na sprzedaż u naszych sąsiadów. Najtańszym oferowanym Ferrari jest Mondial z 1981 r. – można go kupić za ok. 127,5 tys. zł. Później ceny wzrastają wręcz lawinowo do poziomu ponad 230 tys. zł, ale w tej kwocie mamy już wybór pomiędzy modelami 456 GT, 348 oraz F355.

Ferrari ceny
źródło: sportovnivozy.cz / ooyyo.com

Za 265 tys. zł można nabyć 4-osobowe 612 Scaglietti z 540-konnym V12 pod maską. Ale pora przyhamować z przeglądaniem dalszych ofert, bo wchodzimy na poziom zbyt odległy od ceny wypasionej Insigni…

Hiszpania

Hiszpanie to naród, który uwielbia tuning wizualny – stąd zapewne zamiłowanie także do różnorakich replik. Do tego najwidoczniej nie przywiązują wagi do takich drobiazgów jak wystawianie tych replik w odpowiednich działach, w związku z czym pierwszych kilka-kilkanaście ogłoszeń mijamy bez zatrzymywania się, bo za 18 tys. euro wolelibyśmy oryginalną Toyotę MR-2 niż skorupę przypominającą włoskie auto marzeń.

To prowadzi nas do ogłoszenia z – a jakże – modelem Mondial. Za, uwaga, 190 tys. zł. Dalej jest jeszcze gorzej, ponieważ kolejne Mondiale przekraczają już 200 tys. zł i mają ceny w zasadzie takie same, jak modele 348 i 360 Modena. Jak za Modenę, to akurat bardzo przyzwoita cena, ale wtedy przypominamy sobie, że portal ogłoszeniowy Milanuncios.com nie umożliwia wyszukiwania aut bezwypadkowych, więc nasz entuzjazm odrobinę maleje.

Ferrari ceny
źródło: milanuncios.com. Zwróćcie uwagę, że model 348 tak naprawdę nie ma nic interesującego za kratką udającą wlot powietrza do chłodnicy – wyścigowe egzemplarze mogły tej kratki w ogóle nie mieć.

Niemcy

Rynek niemiecki wita nas bogatą ofertą. Na wstępie nasz wzrok przykuwa… Ferrari 348 za wyjątkowo skromne 12,7 tys. euro (54 tys. zł). Po chwili okazuje się jednak, że cena bynajmniej nie jest skromna, a wręcz przeciwnie – chodzi bowiem o dziecięcy samochodzik o mocy 4 KM.

Ferrari ceny
źródło: mobile.de

Samochody „w skali 1:1” zaczynają się od okolic 18 tys. euro, czyli 75-80 tys. zł. Mowa oczywiście o niezbyt lubianym modelu Mondial, ale po dokładniejszym zapoznaniu się z ogłoszeniami okazuje się, że mowa albo o autach zmęczonych życiem, albo w specyfikacji amerykańskiej. Za europejskiego Mondiala zapłacimy co najmniej 120 tys. zł, co i tak jest całkiem niezłą ceną na tle Włoch. Podobna sytuacja ma miejsce przykładowo z modelem 348 – najtańszy egzemplarz kosztuje zaledwie 140 tys. zł, ale także jest sprowadzony z USA. Za 348 w specyfikacji europejskiej trzeba zapłacić blisko 200 tys. zł.

200 tys. zł kosztować nas będzie także model 456 GT, 2-litrowe Dino 208 GT4 oraz amerykańska wersja 308 GTB. Po dołożeniu do tego kolejnych 40-60 tys. zł, w ogłoszeniach zaczniemy znajdować pierwsze egzemplarze modeli F355 oraz 360 Modena, a także klasycznego grand tourera pod postacią modelu 400 GT z automatyczną skrzynią biegów.  Można? Można!

Ferrari ceny
źródło: mobile.de

Niestety również w Niemczech okazuje się, że w zakładanym budżecie nie da się spełnić marzenia o Testarossie. Ten model wymaga wydania co najmniej 325 tys. zł. To może chociaż F430, albo California? Bez 330 tys. nie podchodź.

Szwajcaria

W przypadku przeglądu ogłoszeń z Porsche 911 w roli głównej, Szwajcaria okazała się być zaskakująco dobrym kierunkiem poszukiwań wymarzonego auta. Czy tak samo jest w przypadku Ferrari? Zerknijmy: najtańsze Mondiale kosztują ok. 30-32 tys. CHF, czyli 110-120 tys. zł. Ceny są więc odrobinę lepsze niż w Niemczech. Oznaczone jako bezwypadkowe Ferrari 348 ts będzie nas kosztować ok. 185 tys. zł – czyli znowu nieco taniej niż w Niemczech.

Ferrari ceny
źródło: autoscout24.ch

Niemal tyle samo kosztują najtańsze egzemplarze modelu 360 Modena, co jest wyjątkowo przystępną ceną na tle innych rynków. Dorzucamy do worka trochę pieniędzy, dobijając do 200 tys. zł – to pozwala na zakup dowodu zbrodni, czyli Ferrari 456 GT bez otwieranych przednich reflektorów. Auto wygląda przez to jak Fiat Coupe po tuningu.

Kwota 225 tys. zł wystarczy na model 612 Scaglietti. Fani F355 muszą zagryźć zęby, gdyż w rejonach zbliżonych do 230 tys. zł trudno o takie auto – większość egzemplarzy wymaga wydania co najmniej 260 tys. zł. W tej samej klasie cenowej znajdziemy też np. modele 308 GTBi oraz 575M Maranello. Mrówkojad Ferrari F430 to kolejne 20 tys. zł więcej.

Ferrari ceny
źródło: autoscout24.ch

Szwecja

Szwedom nie można odmówić miłości do motoryzacji. Choć tamtejszy rynek jest niewielki, to i tak Ferrari jest na sprzedaż znacznie więcej niż w Polsce. Po odrzuceniu Dino GT4 z kierownicą po prawej stronie, najtańszą ofertą jest Ferrari Mondial T za niespełna 185 tys zł. Ok. 205 tys. zł pozwoli natomiast na zakup modelu 456, co jest zaskakująco przyzwoitą ceną, na poziomie niemieckiej. Na najtańsze Ferrari 348 będzie trzeba wydać o 20 tys. zł więcej.

Ferrari ceny
źródło: blocket.se

W przedziale 240-250 tys. zł pojawiają się już pierwsze egzemplarze 360 Modeny, ale także ciekawy egzemplarz modelu 308 GTSi, który na innych rynkach często ma wyższe ceny minimalne. Tyle trzeba będzie wydać także na Ferrari F355. Dobra, stop – znowu przekroczyłem budżet.

Ferrari ceny
źródło: blocket.se

Tak czy inaczej – da się.

Dobra, Testarossę, 612 Scaglietti, czy 599 GTB Fiorano trzeba pozostawić w sferze marzeń, ale za niewiele ponad 200 tys. zł da się spełnić marzenia trochę mniejsze. Do tego trzeba pamiętać, że jeśli takie auto będzie zadbane, ryzyko utraty wartości jest w przypadku większości starszych modeli relatywnie niewielkie. Przyznam jednak, że wysokie ceny niektórych egzemplarzy 328 GTB/GTS wyglądają nieco niepokojąco, zwłaszcza na tle starszych 208 czy 308 GTB/GTS. Jeśli gdzieś miałbym upatrywać „pęknięcia bańki”, to chyba właśnie tam – choć równie dobrze mogę się mylić.

Jedno, czego się obawiam, to zdrowy rozsądek. Akcyza na silniki powyżej pojemności 2.0 znacznie podniesie cenę egzemplarzy ściąganych z Zachodu. Do tego szkoda by mi było męczyć takiego auta na co dzień w pracy. I pewnie wymagałoby większej troski i wyższych kosztów obsługi niż nawet najdroższa Insignia. Może jednak Piotrek i Tymon nie zwariowali…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie