Wiadomości

Odsłonięte tablice rejestracyjne na zdjęciach w internecie nie naruszają RODO – stanowisko sądów

Wiadomości 14.06.2021 738 interakcji

Odsłonięte tablice rejestracyjne na zdjęciach w internecie nie naruszają RODO – stanowisko sądów

Paweł Grabowski
Paweł Grabowski14.06.2021
738 interakcji Dołącz do dyskusji

Odsłonięte tablice rejestracyjne nie naruszają RODO i dóbr osobistych. Nie ma potrzeby ich zamazywania na zdjęciach w internecie, a nawet w publikacjach, które trafiły do druku. Zdrowy rozsądek vs internetowi prawnicy 1:0. 

Spór o to czy tablice rejestracyjne są danymi osobowymi i jako takie podlegają pod przepisy o RODO toczy się od dawna. Jedni twierdzą, że tak bo da się po nich zidentyfikować właściciela auta. Po stronie zwolenników uznawania numerów tablic rejestracyjnych za dane osobowe stanął również prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Jego zdaniem są to jak najbardziej dane podlegające ochronie RODO, a potwierdzeniem tego stanowiska są m.in. rozwiązania z krajów zachodnich. W niektórych z państw europejskich doszło do takiej paranoi, że nawet numer VIN jest uznawany przez tamtejsze organy jako dana osobowa. W Niemczech utarło się stanowisko mówiące o tym, że twarze i tablice rejestracyjne na zdjęciach zamieszczanych w internecie powinny być zamazane.

małe tablice rejestracyjne

Przeciwnicy uznawania tablic rejestracyjnych za dane osobowe wskazują na jeden istotny aspekt – żeby zidentyfikować właściciela po tablicach rejestracyjnych zazwyczaj potrzebny jest dostęp do specjalistycznej bazy, tj. do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Nie jest łatwo go uzyskać, a każde zapytanie w bazie jest odnotowywane i musi mieć uzasadnienie. Taki pogląd wyraził Naczelny Sąd Administracyjny. Według niego bez nakładu kosztów, wysiłku nie da się powiązać numeru rejestracyjnego z osobą fizyczną. W związku z czym tablice nie podlegają ochronie RODO. Właśnie ukazał się wyrok sądu cywilnego, który również podziela ten pogląd. To nowość w polskim orzecznictwie, która może mieć duży wpływ na inne rozstrzygnięcie. I to pomimo tego, że w Polsce nie obowiązuje prawo precedensowe.

Na szczęście nasze sądy mają trochę więcej RiGCzu, więc uważają, że odsłonięte tablice rejestracyjne nie naruszają przepisów RODO

Sąd rozpatrywał pozew właściciela samochodu, który zobaczył zdjęcia swojego auta w magazynie dla kolekcjonerów, do którego załączono modele aut. Samochód powoda był dosyć charakterystyczny, bo w trakcie renowacji właściciel dodał mu napis boczny oraz taśmę izolacyjną pod prawym lusterkiem. Powód chciał 50 tys. złotych tytułem odszkodowania za użycie zdjęć jego auta i 25 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia za straty moralne. Straty te miały polegać na tym, że pozywającemu bardzo pogorszyło się zdrowie, gdy zobaczył zdjęcie swojego samochodu na okładce magazynu, a do tego jego rodzina i znajomi chcieli żeby podzielił się z nimi pieniędzmi, które w ich mniemaniu zarobił za użycie fotografii. Ponadto domagał się przeprosin za naruszenie przepisów RODO. Tym naruszeniem było opublikowanie zdjęć tablicy rejestracyjnej.

Sąd pochylił się nad ostatnią kwestią i uznał, że:

Brak możliwości powiązania numerów rejestracyjnych pojazdów, bez nadmiernego wysiłku i kosztów, z osobami fizycznymi, które dają się zidentyfikować, sprawia, że numer rejestracyjny pojazdu nie ma statusu danych osobowych.

Słusznie zauważył, że ani wydawca albumu, ani jego nabywca i czytelnik nie mają możliwości zidentyfikowania właściciela po samym numerze rejestracyjnym. Nie mają przecież dostępu do CEPiK-u. Żeby poznać właściciela musieliby złożyć wniosek o udostępnienie danych z bazy, ale bez solidnej podstawy prawnej nikt im tego wniosku nie rozpatrzy pozytywnie. Czym innym jest sytuacja, w której powoda rozpoznali znajomi. Oni nie potrzebowali tablic rejestracyjnych, bo auto było na tyle charakterystyczne, że bez trudu je rozpoznali. Tym samym nie doszło do naruszenia przepisów RODO, bo to nie tablice były sposobem na rozpoznanie auta. Nie doszło do przetwarzania danych osobowych. W związku z tym nie można żądać odszkodowania za naruszenie danych osobowych.

Właściciel auta jednak miał trochę racji w innej kwestii

Jak wspomniałem wyżej zdjęcie auta wystąpiło trzykrotnie, w tym raz na okładce. Sąd uznał, że skoro wydawca zarobił na publikacji ponad 27 tys. złotych, to 9 tys. zl wraz z odsetkami powinno trafić do właściciela samochodu. W ocenie sądu miniatura zdjęcia na okładce mogła zachęcić młodszych czytelników do nabycia albumu. A mówią, że młodzi w ogóle nie interesują się motoryzacją.

W pozwie właściciel auta chciał żeby sąd uznał jego auto za utwór

Właściciel samochodu twierdził, że wprowadzone przez niego przeróbki spowodowały, że auto stało się wyjątkowe. Dlatego w jego odczuciu miało cechy pozwalające uznać je za utwór, a korzystanie z utworu wymaga zgody jego twórcy. Tym samym wydawca albumu powinien był otrzymać taką zgodę. Wartość swoich strat właściciel oszacował na 50 tys. złotych. Jednak sąd uznał, że litości, znaj proporcje, mocium panie. Samochód po renowacji nadal nie jest indywidualnym tworem. Położenie nowej farby, odtworzenie, czy też dodanie czegoś do przedmiotu produkowanego seryjnie nie nadają mu charakteru utworu. Szkoda, już miałem coś dodać do BMW i pobierać opłaty za oglądanie tego dzieła sztuki użytkowej. Wychodzi na to, że będę musiał skorzystać z tradycyjnych metod, czyli zaparkować E39 obok basenu i krzyczeć alfabet od tyłu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać