Wiadomości

W Polsce jak w Szwajcarii… tylko że wcale nie. Ktoś tu nagina fakty, a Szwajcarzy i tak mają to gdzieś

Wiadomości 14.06.2021 60 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 14.06.2021

W Polsce jak w Szwajcarii… tylko że wcale nie. Ktoś tu nagina fakty, a Szwajcarzy i tak mają to gdzieś

Piotr Szary
Piotr Szary14.06.2021
60 interakcji Dołącz do dyskusji

Szwajcaria okupuje niechlubne ostatnie miejsce w europejskim rankingu średniej emisji CO2 wśród nowo rejestrowanych samochodów. I nie bardzo zamierza z tym coś robić.

Szwajcaria to taki kraj, który kojarzy się z zielonymi łąkami pełnymi krów, pięknymi górami, smacznymi serami i, oczywiście, stertami pieniędzy (pewnie ukrywają je w tych górach). Motoryzacyjny krajobraz tego państwa nie jest jednak zbyt bogaty – na dobrą sprawę najbardziej znanymi szwajcarskimi samochodami pozostają modele marki Monteverdi, która blisko 20 lat temu zniknęła z motoryzacyjnej mapy świata.

Szwajcaria CO2
Monteverdi Hai 650 F1 – ostatni model w historii marki

Choć po Monteverdi dziś za bardzo nie ma śladu – wliczając w to muzeum marki, które zamknięto w 2016 r. – to mam wrażenie, że Szwajcarów nadal ciągnie do aut klasy wyższej.

Wszystko przez emisję CO2

Jak informuje francuski serwis Caradisiac.com, Szwajcaria okupuje ostatnie miejsce w europejskim rankingu dotyczącym średniej emisji CO2 w nowo rejestrowanych samochodach. Tamtejsza średnia w 2019 r. wyniosła 137,7 g/km, co według Caradisiaca oznacza, że jest tam tak źle, jak w Polsce. No ja tam nie wiem, ale z tego co widzę w rankingu ACEA, to pomiędzy Polską (132 g/km) a Szwajcarią są jeszcze Litwa (także 132 g/km), Luksemburg (133 g/km), Słowacja (133,4 g/km) i Bułgaria (137,6 g/km). Może im się po prostu myli Polska z Bułgarią, powszechnie wiadomo, że i jedno i drugie należy obecnie do ZSRR i po obu krajach biegają niedźwiedzie polarne. Czy coś. Kto by się tam przejmował. Pewnie to zemsta za to nasze gadanie, że Francuzi uczyli się od nas obsługi noża i widelca.

Mem niezwiązany z tematem, ale zasłużony.

Ale mniejsza z tym – nie to jest tu najważniejsze. Psikus w tym, że w zasadzie wszystkie kraje należące do Unii Europejskiej planują prędzej czy później drastycznie ograniczyć emisję CO2 związaną z transportem samochodowym. Szwajcaria również miała takie plany – zakładano tam, że do 2030 r. uda się ograniczyć ten parametr o 50 proc. w porównaniu z rokiem 1990. Ba – był to jeden z punktów podpisanego w Paryżu porozumienia na rzecz poprawy stanu klimatu. Porozumienia, które Szwajcaria także podpisała.

Plan właśnie poszedł w diabły

Wszystko przez to, że w Szwajcarii przeprowadzono referendum, w którym obywatele mieli się wypowiedzieć na temat wdrożenia w życie ustawy ograniczającej emisję CO2 – tj. ustawy przygotowanej w oparciu o ustalenia z Paryża. I wiecie co? 51 proc. Szwajcarów stwierdziło, że w sumie to po co im to ograniczenie emisji, u nich jest spoko i ogólnie to czekają na pojawienie się nowego 8-cylindrowego Monteverdi.

A mówiąc bardziej serio – uważa się, że za taki, a nie inny wynik referendum w dużej mierze odpowiadają ci mieszkańcy, którzy mieszkają z dala od komunikacji miejskiej i muszą polegać przede wszystkim na własnych czterech kołach (czyli np. mieszkańcy wsi, rolnicy itd.). Wejście w życie ustaleń z Paryża oznaczałoby bowiem najprawdopodobniej sporą podwyżkę cen paliw, co z kolei mogłoby mieć wpływ na ceny… no, wszystkiego innego.

Mówiąc szczerze, wcale mnie zdanie mieszkańców Szwajcarii nie dziwi. Nie spodziewałem się jednak, że dojdzie do referendum i zakończy się ono w taki sposób. No i z jednej strony fajnie, że ludzie nie dają sobie w kaszę dmuchać, ale z drugiej – w taki sposób to sobie możemy walczyć z ociepleniem klimatu do znudzenia.

Albo do końca życia, jak kto woli.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać