Ciekawostki

Węgrzy uważają Suzuki za markę węgierską i kupują je na potęgę. U nas słabo z patriotyzmem

Ciekawostki 07.08.2019 144 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 07.08.2019

Węgrzy uważają Suzuki za markę węgierską i kupują je na potęgę. U nas słabo z patriotyzmem

Piotr Barycki
Piotr Barycki07.08.2019
144 interakcje Dołącz do dyskusji

Co łączy Polskę z Węgrami? Ok, trochę ryzykowne pytanie, ale załóżmy, że chodzi o to, że żaden z tych krajów nie ma narodowego producenta samochodów. A jednak Węgrzy z upodobaniem kupują właśnie węgierskie samochody.

Jakie jest to prawdziwie węgierskie auto i prawdziwie węgierska marka, które zanotowało właśnie (w ujęciu miesięcznym rok do roku) wzrost sprzedaży na poziomie 200 proc.?

Uwaga: to Suzuki.

Dokładniej to przede wszystkim dwa modele tego producenta – Vitara, a także SX4 S-Cross, które zajmują odpowiednio pierwsze i drugie miejsce na liście najlepiej sprzedających się samochodów na Węgrzech. Żeby było jeszcze lepiej, 6. miejsce zajmuje Swift, więc poza TOP10 jest tylko Jimny (raczej do przewidzenia), Ignis (również dość łatwe do przewidzenia) i Baleno (to akurat ciekawe). Że to niby połowa gamy modelowej Suzuki? Tak, ale z drugiej strony – żaden inny producent nie wcisnął do tamtejszego TOP10 więcej niż jednego swojego modelu. A tutaj mamy aż trzy.

Suzuki oczywiście zajmuje bezdyskusyjnie pierwsze miejsce w rankingu najpopularniejszych na Węgrzech producentów, sprzedając w lipcu prawie 4000 samochodów. Drugi w zestawieniu, Opel, sprzedaje ich ledwo ponad 1100, a trzecia Toyota nie przekracza nawet tej granicy.

To pewnie jakiś przypadek.

suzuki vitara lifting

Do tego drugiego wniosku można dojść, jeśli przyjrzymy się wzrostowi SX4 S-Cross. Ten model zanotował w lipcu, w porównaniu z zeszłym rokiem, ponad… 11-krotny wzrost. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może jakaś promocja, może moda.

To jednak, że nie mamy do czynienia z przypadkiem, sugerują historyczne dane. Kto był liderem miesiąc temu? Suzuki. Kto w lutym? Ano, też Suzuki (i SX4 S-Cross też był liderem z ogromnym zyskiem). Moment, kiedy rok temu liderem stał się Volkswagen, określony został mianem niespodzianki.

Możemy się zresztą cofnąć nawet do 2016 r. Kto rządził? Suzuki, przy czym także i wtedy SX4 S-Cross był w ścisłej czołówce.

Zawędrowałem nawet do 2009 r., żeby przekonać się, że był to – uwaga – 12 rok z rzędu, kiedy Suzuki było najpopularniejszą marką na Węgrzech. Czyli to jednak nie jest przypadek. Tak samo nie jest przypadkiem, że Suzuki zanotowało w zeszłym miesiącu kolejny spory wzrost sprzedaży – o prawie 26 proc., biorąc pod uwagę ten sam okres w zeszłym roku.

A jak niby Suzuki jest węgierskim producentem?

Nie jest, jest oczywiście marką i producentem japońskim. Ale ma w Esztergom swoją fabrykę, w której składa się – uwaga:

Suzuki Vitarę i Suzuki SX4 S-Cross.

Czyli dwa samochody, które budują trzon sprzedaży japońskiej marki na Węgrzech. I w zasadzie dwa samochody, które przez miejsce produkcji stają się przynajmniej odrobinę węgierskie, co najwyraźniej starcza, żeby napędzać lokalny patriotyzm motoryzacyjno-zakupowy.

Oczywiście delikatną rolę w tym wszystkim może odgrywać cena (przykładowo Baleno jest zauważalnie tańsze od Fabii, u nas nie ma aż tak dużej różnicy), ale to wciąż nie tłumaczyłoby takiej popularności marki i aż trzech z sześciu oferowanych modeli.

Zresztą Węgry to nie jedyny przykład.

Na Słowacji znajdują się fabryki m.in. Volkswagena, PSA i Kii. Co znajduje się w ścisłej czołówce? Jeśli chodzi o producentów, to kolejno Skoda, Volkswagen, Kia, Hyundai i Peugeot. Jeśli natomiast chodzi o modele, to wysoko na liście jest Ceed, od generacji produkowany właśnie w tym kraju.

I tak – Słowenia, podobnie jak Polska, też nie ma swojego narodowego producenta samochodów na skalę masową. Zamiast tego chętnie sięga po to, co wyprodukowano na miejscu. Albo po to, co ma logo marki, która produkuje lokalnie.

Najłatwiej oczywiście patriotyzm motoryzacyjny dostrzec tam, gdzie krajowi producenci samochodów występują. We Włoszech sprzedaje się chyba wszystko, co jest choć trochę włoskie, wliczając w to nawet Lancię Ypsilon. W czołówce jest oczywiście Fiat i Jeep, natomiast na liście poszczególnych modeli króluje Panda, wspominany Ypsilon, Renegade, a piąte miejsce w TOP10 zajmuje 500x. Tak, pierwsza piątka to w 80 proc. auta włoskie.

Szwecja? Nie ma wątpliwości – Volvo, ze wzrostem w lipcu o niemal 200 proc. TOP3? Volvo serii 60 (V i S), Volvo serii 90 (V i S) i XC60.

Hiszpania? Niby najpopularniejszym autem w lipcu była Dacia Sandero, ale marką numer jeden pozostaje Seat, który w TOP3 ma Aronę i Leona.

Francja? Trzy pierwsze miejsca – Peugeot, Renault, Citroen. Piąta jest Dacia, którą w jakiś sposób można uznać za francuską. Najpopularniejsze modele? Pierwszych 8 (o ile liczyć Sandero) w TOP10 to właśnie modele z Francji.

O Dacii i Renault w Rumunii nawet nie ma co pisać – łatwo się domyślić.

A w Polsce?

Oczywiście bardzo chcielibyśmy mieć narodowego producenta samochodów, z którego moglibyśmy być dumni. Nic innego nie tłumaczy bowiem faktu, dla którego każde pojawienie się nawet najgłupszej wzmianki o wskrzeszeniu narodowej motoryzacji staje się sensacją (a po chwili – powodem do śmiechu). Pewnie Węgrzy i Słowacy też chcieliby mieć własną, potężną markę. Ale nie mają, więc kupują to, co produkuje się u nich.

W myśl tej zasady w Polsce listy bestsellerów powinny okupować Fiat 500 i Opel Astra, a obie te marki powinny plątać się gdzieś w czołówce listy najpopularniejszych.

Czy tak jest? Nie, ani trochę. Może po części przez to, że o kształcie naszego rynku decydują zakupy flotowe, które za nic mają narodowość kupowanego produktu? Też nie – przecież nawet wśród klientów indywidualnych rządzą takie modele jak Duster, Yaris, Fabia czy Tipo. A może Astra i 500 to złe samochody? Nie, też nie. To bardzo przyzwoite auta, dobrze sprawdzające się w naszych warunkach, do tego z ceną raczej nie z kosmosu.

I to prowadzi do prostego wniosku – kupujemy to, co opłaca nam się kupić, co nam się podoba i tak dalej. Miejsce produkcji nie ma przesadnie wielkiego znaczenia.

Co z kolei prowadzi do innego, trudniejszego pytania: czy gdyby istniał prawdziwy polski producent samochodów, to bez patrzenia na wszystko inne – wzorem Włochów czy Francuzów – kupowaliśmy polskie samochody?

Patrząc na te dane, które mamy obecnie – bardzo wątpię.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie