Przegląd rynku

Hybrydowy SUV, który nie kosztuje fortuny – którego wybrać?

Przegląd rynku 26.10.2021 154 interakcje

Hybrydowy SUV, który nie kosztuje fortuny – którego wybrać?

Piotr Barycki
Piotr Barycki26.10.2021
154 interakcje Dołącz do dyskusji

Paliwo jest drogie, SUV-y/crossovery przeważnie palą więcej niż zwykłe auta, a jeździć jakoś trzeba, jednocześnie siedząc wysoko. Nic więc dziwnego, że hybrydowy SUV jest obecnie jednym z najgorętszych towarów. Którego wybrać?

O dziwo, przy naszych założeniach, tj. klasyczna hybryda i cena, która nie urywa głowy, oferta nie jest tak wielka, jak można byłoby oczekiwać. Pełno jest tzw. miękkich hybryd, trochę jest hybryd plug-in (choć te są już raczej z wyższego segmentu), ale tych zwykłych, które faktycznie mało palą i nie trzeba ich ładować – już nie. Ale spokojnie – jest w czym wybierać.

Co mamy zatem do wyboru?

Kia Niro (od 98 990 zł)

Stonowany, klasyczny crossover. Żadnych wydumanych przetłoczeń, udziwnień na siłę. I takie podejście chyba podoba się klientom, bo to prawdopodobnie jeden z niewielu modeli, którego sprzedaż w 2020 r. znacząco wzrosła – przynajmniej w Europie.

Zalety? Na start – cena. To jeden z tańszych hybrydowych crossoverów, bo wersja podstawowa kosztuje mniej niż 100 000 zł. Mocy może nie ma tu za dużo (141 KM) i nie będzie to demon przyspieszenia (11,5 s do setki), ale hej – miało palić mało, więc będzie palić mało. Przy okazji – jednostka napędowa ma 1,6 l pojemności skokowej i 4 cylindry – jak na dzisiejsze standardy to nie tak znowu mało.

Niro jest przy tym najmniejszym autem w zestawieniu, mierząc sobie zaledwie 4,36 m. Taki rozmiar przekłada się niestety na niezbyt wielki bagażnik (356 l), ale o ile nie mamy gigantycznych potrzeb przewozowych, to na co dzień powinien wystarczyć.

Czy warto zdecydować się na najtańszą wersję wyposażenia? W standardzie mamy m.in. światła LED do jazdy dziennej, automatyczną klimatyzację, 16-calowe felgi aluminiowe, relingi dachowe, czujniki parkowania z tyłu i 8-calowy wyświetlacz z CarPlay i Android Auto. Jeśli ktoś chce do tego czujnik deszczu, LED-owe reflektory czy chociażby podgrzewaną kierownicę i fotele, to musi dopłacić do wersji L i niestety będzie to dość spora dopłata, bo Kia życzy sobie za takie Niro już 113 900 zł. Za to w zestawie dostaniemy też m.in. większy wyświetlacz, nawigację, elektrycznie składane lusterka, materiałowo-skórzaną tapicerkę, przyciemniane szyby z tyłu i adaptacyjny tempomat.

Alternatywa: jeśli ma być jeszcze taniej, ale dalej hybrydowo, to za 90 900 zł jest hybrydowy Yaris Cross. Przy czym to auto mniejsze o rozmiar (4180 mm długości). Jest też Kona Hybrid – mniejsza (4,2 m), ale już za 106 500 zł.

Toyota C-HR (od 109 200 zł)

Toyota C-HR

Toyota wprawdzie twierdzi, że ten model jest napędzany zachwytem, ale nie dam się nabrać, bo nim jeździłem i wiem, że niestety wymagał regularnego tankowania paliwa. Albo może nie zachwycałem się dostateczne.

W każdym razie C-HR spełnia podstawowe kryterium – jest hybrydowym SUV-em/crossoverem. Kiedyś można było kupić wariant niehybrydowy, ale aktualne w ofercie jest już tylko i wyłącznie wariant bardziej eko – z benzynowym silnikiem 1.8 albo 2.0.

Ten pierwszy spokojnie wystarczy do codziennej (i nie tylko) jazdy (11 s do setki), ten drugi jest natomiast względnie szybki (8,2 s). Różnica w cenie? W aktualnej promocji 1.8 122 KM kosztuje co najmniej 109 200 zł, natomiast 2.0 184 KM – 123 000 zł i dodatkowo jest w lepszej wersji wyposażenia. Spalanie w mocniejsze wersji nie powinno być przesadnie wysokie (według producenta – różnica około 0,5 l). Pewnie dopłaciłbym dla świętego spokoju – różnica w racie nie powinna raczej zabijać.

Przy okazji w wersji Style (czyli najtańszej z 2.0) dostajemy też przednie i tylne czujniki parkowania, 18-calowe felgi przyciemniane szyby tylne, podgrzewane przednie fotele i kierownicę, automatycznie przyciemniające się lusterko wsteczne, automatyczne wycieraczki, a do tego automatyczną klimatyzację, kamerę cofania, LED-owe reflektory, Android Auto i CarPlay. Czyli większość tego, co niezbędne.

Wady? To nie jest wielkie auto (mniej niż 4,4 m długości), nie ma największego w klasie bagażnika (377 l), a widoczność po skosie do tyłu jest dramatyczna. No i z tyłu jest przytłaczająco ciemno, ale to akurat nie nasz problem, bo my będziemy siedzieć z przodu, a tam jest OK.

Renault Arkana (od 121 900 zł)

SUV coupe? A dlaczego nie – spełnia w końcu wszystkie wymagania i nie jest też jakoś szokująco drogi.

Przy okazji Arkana jest autem wyraźnie większym od poprzednich propozycji – mierzy sobie aż 4,6 m długości, co przekłada się m.in. na więcej miejsca w środku i większy bagażnik (480 l w wersji hybrydowej).

Silniki? Do wyboru jest niestety tylko jeden – ma 145 KM i 1,6 l pojemności skokowej, a na sprint do 100 km/h będziemy potrzebować 10,8 s. Odrobinę mniej niż w C-HR z najsłabszą hybrydą pod maską. Na plus – 1.6 jest kolejnym silnikiem w tym zestawieniu, który ma 4 cylindry.

Nie jest też źle, jeśli chodzi o wyposażenie, nawet najbardziej podstawowych wersji. Jest automatyczna klimatyzacja, Android Auto i CarPlay, systemy bezpieczeństwa, reflektory LED, czujnik deszczu i światła, karta Renault Hands Free, kamera cofania i 7-calowy wyświetlacz sytemu multimedialnego. Za to lusterko trzeba sobie przyciemniać ręcznie.

Alternatywa: Honda HR-V. Podobna cena, ale dużo bardziej klasyczno-SUV-owy wygląd, nawet pomimo mocno ściętej klapy bagażnika.

Ford Kuga (od 140 300 zł)

Tutaj miało być jakieś auto niemieckie, żeby było z czego utrzymać Autobloga różnorodnie, ale znalezienie prawdziwej, słusznej hybrydy wśród marek niemieckich było do tego stopnia skomplikowane, że uznajemy Forda za niemiecką markę – w końcu tam Ford Europe ma swoją główną siedzibę.

Kuga jest przy tym najdroższa z zestawienia, bo zaczyna się od 140 300 zł – i to w promocji. Ale spokojnie, spokojnie, są ku temu powody.

Po pierwsze – Ford wygrywa to zestawienie, jeśli chodzi o pojemność skokową stosowanego silnika. W przypadku Kugi jednostka ma aż 2,5 l, a do tego generuje 190 KM – również najwięcej w tym porównaniu.

Po drugie – Kugę można mieć z napędem na obie osie, czego nie można powiedzieć o Niro, C-HR czy Arkanie w hybrydowych wersjach. Przy czym trzeba za to dopłacić ok. 9000 zł.

Po trzecie – Kuga jest tutaj największa (choć bez nokautu – 4614 mm) i ma największy bagażnik. Wariant Hybrid z kołem dojazdowym, po przesunięciu kanapy maksymalnie do przodu, ma 590 l. Z zestawem naprawczym ta wartość rośnie do 645 l.

Jaka natomiast Kuga nie jest? Porażająco szybka. Hybryda rozpędzi się do setki w 9,4 s, jeśli wybierzemy wariant FWD, albo w 9,8 s, jeśli wybierzemy AWD. Po prostu nie ścigajmy się z C-HR 2.0 spod świateł i będzie w porządku.

Alternatywa: Toyota RAV4 2.5 Hybrid. Podobna cena (139 900 zł w ramach promocji) i również za dopłatą (ok. 10 000 zł) dostaniemy wersję z napędem na obie osie. Silnik Toyoty też ma 2,5 l pojemności, ale za to ma 222 KM i do setki rozpędzi się w 8,4 s.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać