Testy aut nowych

Miesiąc z elektrycznym motocyklem. Super Soco TC Max miło mnie rozczarował

Testy aut nowych 22.05.2020 70 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 22.05.2020

Miesiąc z elektrycznym motocyklem. Super Soco TC Max miło mnie rozczarował

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz22.05.2020
70 interakcji Dołącz do dyskusji

Jestem psychofanem skuterów o pojemności 125 ccm. Czy miesiąc z ich elektryczną wersją sprawił, że się w niej zakochałem? Nie do końca, ale Super Soco TC Max na pewno znajdzie wielbicieli.

Przez miesiąc miałem pod domem elektryczny motocykl Super Soco TC Max. Miałem nim jeździć do pracy, ale wiadomo jak jest, sytuacja jest wyjątkowa. Trudno jest jeździć do pracy, jak pracuje się w domu. TC Max też jest wyjątkowy, nie tylko dlatego, że jest elektryczny. Wprawdzie na rynku znajdziemy inne jednoślady z takim napędem, ale takiego, który ma osiągi równe pojazdom spalinowym o pojemności 125 ccm, trzeba ze świecą szukać. TC Max je ma i żeby nim jeździć trzeba mieć prawo jazdy kategorii B od trzech lat lub kategorię A1. Elektryczny to zły – powiadacie? To opowiem, jak było.

Było miło, choć nawyobrażałem sobie kompletnie co innego od tego co elektryczny motocykl mi zaoferował. Nawet nie chodzi mi o to, że ten pojazd radośnie łączy wady i zalety skutera oraz motocykla. Wyobrażałem sobie, że większa od motorowerów prędkość maksymalna, spory zasięg na papierze i możliwość ładowania w bloku uczynią z niego pojazd równoważny jednośladom spalinowym. Tak się nie stało, ale przestało mi to przeszkadzać.

super soco tc max test

Super Soco TC Max dla mieszkańców bloku

Z samochodami elektrycznymi jest taki kłopot, że większość mieszkańców bloków nie może korzystać z dobrodziejstwa ładowania ich we własnym garażu. TC Max rozwiązuje ten problem, bo akumulator możemy wyjąć i korzystając z zamocowanej na nim rączki, zanieść do domu i tam go naładować z domowego gniazdka.

Tu moja wyobraźnia nieco zetknęła się z ciężką rzeczywistością. Da się faktycznie tak żyć, ale potencjalnym zainteresowanym polecam jednak blok z windą i parkowanie blisko klatki. Po kilku wejściach na drugie piętro trochę mi się elektromobilności odechciało. Na szczęście nie trzeba robić tego codziennie, bo zasięgu może wystarczyć nawet na kilka dni, ale do tego zaraz dojdziemy.

super soco tc max test

Czyli garaż wciąż jest najlepszy dla pojazdów elektrycznych, bo TC Maxa można też ładować bez wyjmowania baterii. Wtedy zawsze mamy go naładowanego rano do pełna i nie trzeba się zastanawiać, ile będziemy jutro jeździć i czy trzeba wyjąć aku do podładowania w domu.

super soco tc max test

Gdybyśmy jednak przypadkiem wybrali się za daleko i byłby problem z powrotem, TC Max ma rozwiązanie, które początkowo wydawało mi się bez sensu.

Trzy tryby jazdy w TC Maxie

Prawym kciukiem możemy wybrać jeden z trzech trybów jazdy, których nie należy mylić z samochodowymi biegami, choć każdy z nich ma inną maksymalną prędkość. Najszybciej, czyli w trzecim trybie, pojedziemy 95 km/h. Wprawdzie miałem problem by taką prędkość osiągnąć, ale podobno jestem jedynym takim przypadkiem, a inni, nawet dużo ciężsi kierowcy, osiągali ją bez kłopotu. A to przecież prędkość maksymalna, w mej głowie przed rozpoczęciem testu, miała stanowić wielką przewagę nad elektrycznymi motorowerami. Tymczasem korzystałem z niej rzadko.

super soco tc max test

Po wybraniu dwójki nasze Vmax będzie oscylować w granicach 70 km/h, przy jedynce TC Max będzie udawał motorower i nie wzniesie się wiele powyżej 45 km/h. Początkowo pomyślałem, że to jakiś nonsens, bo kto chciałby wybierać inne tryby niż trzeci. Tymczasem większość czasu jeździłem na dwójce, a czasami przełączałem się na jedynkę. Jedynka niesie ratunek, gdy obawiamy się bliskiego końca naszego zasięgu.

Po naładowaniu do pełna w pierwszym trybie, wyświetlacz pokazywał 150 km zasięgu, na dwójce spadał do 90, a przy wybraniu trójki, do około 75 kilometrów. Jeśli zbytnio poszaleliśmy w trybie 3, wystarczy wybrać inny i bez lęku powrócić do domu. Jeżdżenie w innym trybie niż 3 w ogóle nie było kłopotem.

super soco tc max test

Trójkę i tak można polecić głównie mieszkańcom wielkich miast z dużą liczbą szybkich tras przelotowych. Na nich prędkość maksymalna się przyda by nie jechać dużo wolniej od innych. Ja potrzeby osiągania wielkich prędkości nie miałem i nie jest to też styl jazdy, do którego ten pojazd stworzono. Uczucie jest dziwne, bo w czasie jazdy słychać głównie szum powietrza, który zależy od tego, w jakim kasku się jedzie. Ja mam dość głośny, co nieco później doceniłem.

Wycieczki za miasto

Katalogowo zasięg TC Maxa określono na 110 kilometrów. Dlatego wyobrażałem sobie, że nada się do podmiejskich wycieczek. Lecz musiałby być to wycieczki bardzo krótkie. Motocykl, w przeciwieństwie pozostałych pojazdów z oferty Super Soco, nie obsługuje szybszego ładowania. Jeśli chcemy odwiedzić w weekend babcię, to raczej trzeba zanocować i pojazd w tym czasie naładować, a ładowania do pełna trwa kilka godzin. Drogę do babci odbędziemy głównie w trzecim trybie, więc 110 kilometrów pewnie nie osiągniemy, chyba że pomożemy sobie przełączając się na 1 i 2 wtedy, kiedy sytuacja drogowa sprawi, że ma to sens.

super soco tc max test

A skoro o sensie mowa, to płynnym ruchem manetki przejdźmy do przeznaczenia tego pojazdu elektrycznego.

TC Max – elektryczny motocykl do miasta

TC Max to pojazd miejski, a ja żywię najgłębsze przekonanie, że do miasta najlepszy jest skuter. Na skuter się wygodnie wsiada, ma więcej pojemnych schowków i przede wszystkim nie trzeba zmieniać biegów. TC Max likwiduje tylko jedną wadę motocykla.

Wprawdzie wsiadanie jest bardzo łatwe, ale stanie się trudniejsze, bo przy dojazdach do pracy obowiązkowo trzeba dokupić akcesoryjny kufer. Wtedy już tak łatwo nie przerzucimy od tyłu jednej nogi. TC Max ma tylko jeden schowek, tam gdzie normalnie znajduje się bak i jest to schowek bardzo płytki. Jest jeszcze przestrzeń pod kanapą, ale to nie schowek, tylko dostęp do linek i kabelków, a kask albo laptopa trzeba gdzieś schować.

super soco tc max test

Sporą zaletą TC Maxa jest to, że nie trzeba zmieniać w nim biegów, a trybów jazdy jadąc wcale nie musimy dotykać. Nogi trzymamy na dwóch składających się podpórkach, ale nie pełnią one żadnej innej roli. Brak jest hamulca pod prawą stopą, a tam gdzie motocykliści spodziewają się znaleźć pod lewą ręką sprzęgło, jest hamulec. Tak samo jak po prawej stronie, zupełnie jak w spalinowym skuterze. Odblokowując pojazd czerwonym przyciskiem, który zazwyczaj oznacza start rozrusznika, likwidujemy literę P na wyświetlaczu i ruszamy w drogę.

I tu pojawia się pewna cecha TC Maxa, która nie przypadła mi do gustu. Wyrywa ręce.

Sposób oddawania mocy jest do poprawy

Nie mogę się do tego przyzwyczaić, jak zerojedynkowo i czule działa manetka gazu. Bardzo trudno jest utrzymać stałą prędkość, bo pojazd cały czas lekko poszarpuje, gdy nie odkręcamy jej do oporu. Czyni go to w sumie idealną maszyną dla fanów przyspieszenia, ale w zakręcie, gdy trafimy trochę piachu i niechcący ruszymy ręką, może nie być tak śmiesznie. Jeśli nie chcemy przyspieszając osiągać pełnej prędkości, to lepiej wybrać niższy tryb. Na przejazd w korku pierwszy może okazać się znacznie lepszy od trzeciego, nie tylko ze względu na zasięg. Na nim dobijemy do niższej prędkości maksymalnej i motocykl nie będzie poszarpywał.

tc max test

Poza tym, TC Max zachęca do składania się w zakrętach i jeździ bardzo przyjemnie. Przyspieszenie jest dobre, ale porównywalne ze spalinowymi jednośladami, zaś tarczowe hamulce działają bardzo dobrze. Byłem zaskoczony tym, jak zabawowy charakter ma ta maszyna. Nawet bardziej widzę w niej pojazd rekreacyjny, niż taki na dojazdy do pracy. Całkiem chętnie wychodziłem wieczorem po prostu się przejechać i pokręcić ósemki. Spalinowym skuterem, osiołkiem do dojeżdżania do pracy, raczej się tego nie robi.

Wieczorne przejażdżki jedną z cech TC Maxa uczyniły zaletą. Dzięki cichej jeździe wynikającej z elektrycznego napędu, w trakcie jazdy słychać ćwierkanie ptaków. Nie jest całkiem bezgłośny, ale bardzo chętnie założyłbym do TC Maxa opony z bardziej agresywnym bieżnikiem i jeździłbym po łąkach, lasach i polach. Miękkie zawieszenie na pewno na to pozwoli.

super soco tc max test

Cicha jazda przez wielu może zostać uznana za wadę. Wprawdzie nie jestem zwolennikiem teorii, że głośne wydechy ratują życie, ale rura wydechowa spalinowego jednośladu jednak często sprawia, że znajduje się dla nas miejsce w korku. Na tę bolączkę producent wprowadza do oferty głośnik do zamontowania w pojeździe, którego dźwiękiem będzie można sterować za pomocą aplikacji. Widziałem już nagranie z wyposażoną w niego sztuką w akcji, jest nieźle, będzie go słychać.

I tym samym widać, a z wyglądem jest nieźle.

Zbiorniczki najlepsze

TC Max na żywo prezentuje się trochę gorzej niż na zdjęciach w katalogu. Jest nieźle, ale kilka rzeczy bym poprawił. Za koła ze szprychami można dopłacić, ale tych rzeczy wam nie wymienią.

Da się zrobić ładny elektryczny pojazd, TC Max jest na to dowodem, ale przełącznik kierunkowskazów i otaczający go niskiej jakości plastik, z którego wyrasta też niezbyt drogocenne lusterko, to mogliby wymienić. W dodatku, żeby wyłączyć kierunkowskaz trzeba przełącznik przesunąć, zamiast wcisnąć. To kojarzy się z najtańszymi rozwiązaniami. Dobrze, że w pobliżu są dwa zbiorniczki z płynem hamulcowym, one robią znakomitą robotę. Przyjemnie się na nie patrzy.

super soco test

Właściwie to nawet wkleję wam link do konkurencji, której wyszły bardzo ładne zdjęcia Super Soco TC (bez Max), czyli odpowiednika motoroweru. A popatrzcie sobie na cudze, niech stracę.

Mniej dobrą robotę robi wyświetlacz. Rozumiem wprawdzie, że to nawiązanie do Cafe Racerów, a analogowy prędkościomierz i LCD zapewne stanowią udany mariaż tradycji z nowoczesnością, ale wyświetlacz jest zbyt skromny i wyraźnie mówi, że nie każdy pojazd elektryczny to Tesla. Nie dość, że nie znajdziemy tu żadnych kosmicznych funkcji i gadżetów, które lubią miłośnicy elektrycznych pojazdów, ani integracji ze smartfonem, to w ogóle niewiele tu znajdziemy. Nie ma licznika dziennego przebiegu, a jedyną zmianą jaką można wprowadzić jest wyświetlanie temperatury otoczenia, zamiast pozostałego zasięgu. A chciałoby się więcej, bo cena jest słuszna, jak to w pojazdach elektrycznych bywa.

Maxi cena

19 900 zł trzeba zapłacić za TC Maxa by cieszyć się odpowiednikiem mocy ze 125 ccm silnika spalinowego. O jeden tysiąc więcej kosztuje wersja ze szprychami. Dlatego zapewne większą popularnością cieszy się model CUx, który odpowiada pojemności 50 ccm i który zapewne można sobie odblokować i nielegalnie jeździć koło 70 km/h, czyli tak jak ja większość czasu TC Maxem.

super soco test

Czy więc elektryczny napęd się opłaca? Nawet nie staram się odpowiedzieć na to pytanie, bo jeśli ktoś wybiera swój sprzęt na kategorię B z plikiem w Excelu, to na pewno znajdzie tańsze rozwiązania. Szczególnie, że zużycie paliwa na poziomie 3 litrów wśród spalinowych 125 nie jest niczym nadzwyczajnym, co sprawia, że jeździ się bardzo tanio. To jest pojazd dla miłośników pojazdów elektrycznych, którzy na razie nie wybrali się kupić Tesli. A także dla osób prowadzących działalność gospodarczą, bo projekt dopłat do zakupu pojazdów elektrycznych zakładał możliwość dopłat do elektrycznych jednośladów, w przeciwieństwie do projektu dotyczącego osób fizycznych.

Dopłat nie ma, a taka cena stawia TC Maxa w jednym rzędzie z maszynami takimi, jak Yamaha XMax, która zapewnia szerszą gamę zastosowań i która jest reklamowana jako jednośladowa klasa premium. W kupowaniu TC Max niekoniecznie chodzi więc o to, jak szybko zwróci się nam jeżdżenie na prądzie. Trzeba go kupić z potrzeby jeżdżenia elektrycznym pojazdem. W chłodnej kalkulacji raczej wygra pojazd spalinowy, chyba że ktoś prąd ma prawie za darmo i zamierza przejechać tym jednośladem wiele tysięcy kilometrów, czego zazwyczaj tą klasą pojazdów się nie robi.

W TC Maxie trzeba docenić to, że wjeżdżając w boczną drogę nie płoszymy ptaków. Poważnie, kiedy ostatni raz słyszeliście ptaki, jadąc pojazdem, na którym nie musicie pedałować? Mnie ta możliwość się spodobała, mimo że pojazd okazał się inny niż się spodziewałem.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać