Ciekawostki

Z tym Subaru Sambar mógłbym być strażaczkiem i gasić malutkie pożarki

Ciekawostki 06.04.2020 2024 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 06.04.2020

Z tym Subaru Sambar mógłbym być strażaczkiem i gasić malutkie pożarki

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski06.04.2020
2024 interakcje Dołącz do dyskusji

Podobno we wsi płonie niedopałek. Ochotnicza Strażka Pożarna już pędzi na ratuneczek!

W Japonii naprawdę jest bardzo wąsko. Trudno sobie to nawet wyobrazić, dopóki się tam nie pojedzie. O ile na wsi, tzn. z dala od dużych aglomeracji, wszystko wydaje się względnie normalne (choć i tak według europejskiego standardu jest tam ciasno), o tyle wjeżdżając do dowolnego miasta mamy nagle do czynienia z niesłychanym zagęszczeniem zabudowań i znikomą szerokością ulic. To dlatego w Japonii oferowano zwężone wersje aut eksportowanych poza ten kraj – Toyota produkowała np. model Previa na rynek japoński pod nazwą Lucida/Estima o mniejszej szerokości. Są też dwie serie Toyoty Corolli – szeroka, na eksport i wąska, na rynek wewnętrzny.

subaru sambar
Typowa ulica w Japonii. Taka normalna, na osiedlu.

Teraz wyobraźcie sobie, że na tej uliczce wybucha mały pożarek. To i tak nieźle, bo teraz domy w większości są z twardych i litych materiałów, a jeszcze po II wojnie światowej dominowały drewniane, które płonęły jak pochodnie. Oczywiście wjazd na tę ulicę dużym wozem bojowym nie jest możliwy, bo zaklinowałby się między domami przy skręcie. Dlatego musiał powstać wozik pożarniczy, kei-fire-truck, czyli Subaru Sambar w takiej postaci:

subaru sambar

Jest gaśniczka, jest ławeczka dla małych strażaczków-ochotniczków (tzw. rotkę lub założkę ochotniczej strażki pożarnej), widać jedna że wiele elementów wyposażenia zostało zdemontowanych. Brakuje wężyka, toporków, łopatek i innego wyposażonka przydatnego w walce z pożarkiem. Jest za to napędzik na cztery kółka, który zapewnia umieszczony poprzecznie za tylną osią trzycylindrowy silniczek. Oczywiście wozik jest w idealnym stanie, bo Japończycy bardzo dbają o autka i ma przebieżek zaledwie 26 tys. km, nakręcony od roku 1991.

subaru sambar

W razie pożarku, Subaru Sambar popiskując małą syrenką na dachu, popędzi wąskimi uliczkami na miejsce, żeby czym prędzej podjąć akcyjkę ratunkową. Przejedzie tam, gdzie żadne inne auto nie da rady, a dzięki napędowi 4×4 podjedzie również pod stromą górkę, których w Japonii nie brakuje. Strumyczek środka gaśniczego z wężyka zdoła ugasić pożarek, zanim się rozprzestrzeni i przekształci się w ogromny pożar. Nie, tu wcale nie chodziło o nawiązanie do aktualnej pandemii, przypadkiem mi tak wyszło.

Subaru Sambar niestety jest na sprzedaż w USA

Amerykanie mają ogromne zamiłowanie do kei-cars. Obserwuję parę amerykańskich grup z dziwnymi samochodami na fejsie i ogłoszenia o sprzedaży kei-cars, kei-vans i kei-trucks najróżniejszego sortu pojawiają się tam regularnie. Co więcej, mają one dość wygórowane ceny rzędu 5-8 tys. dolarów i kupujący płacą je, żeby mieć małego busika. W Europie ofert właściwie nie ma, a jeśli się pojawiają, to są o wiele tańsze – a i tak trudno je sprzedać. To pewnie dlatego, że w Europie mieliśmy już epizod z kei-cars w latach 90. i wiemy z czym to się je, a dla Amerykanów to tak niesłychana egzotyka, jak dla nas pickupy na bliźniakach z tyłu. 6500 dolców za pożarniczego Sambara wydaje się całkiem realną ceną jak na tamtejszy rynek, choć z uwagi na bezużyteczność pożarniczej zabudowy obstawiam, że ktoś po prostu ją wytnie i zrobi sobie malutkiego kamperka. Będą w nim mogły siedzieć dwie osoby, ale raczej się nie położą, chyba że przetnie się gródź i zrobi miejsce na nogi w kabinie.

Tymczasem jednak Subaru Sambar przypomina nam o prostej prawdzie: nieważne jak mały jest pożarek, warto go ugasić. Niech się nie tli, bo jak zawieje wiaterek, to wszystko spłonie szybciej niż zdąży przyjechać wielki MAN albo Scania.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać