Klasyki

Subaru Leone Coupe na czarnych tablicach za 5600 zł. Co tu jeszcze robicie, fani japońszczyzny?

Klasyki 12.09.2018 389 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 12.09.2018

Subaru Leone Coupe na czarnych tablicach za 5600 zł. Co tu jeszcze robicie, fani japońszczyzny?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski12.09.2018
389 interakcji Dołącz do dyskusji

Często narzekam, że w Polsce nie ma ciekawych youngtimerów w normalnych cenach. Albo graty, albo pięciocyfrowe kwoty z trójką na początku. Chyba czas przestać, bo oto pojawił się wyjątek: Subaru Leone Coupe za 5600 zł. I to na czarnych tablicach.

Naprawdę nie mogę już oglądać tych Mercedesów, Polonezów i Mustangów w ogłoszeniach wystawianych za jakieś horrendalne pieniądze. Mój wzrok się po nich prześlizguje. Ale i tak tracę mnóstwo czasu na codzienne oględziny nowych ogłoszeń ze starymi samochodami oraz uważnie czytam i oglądam oferty, które czytelnicy do mnie przysyłają. A wśród nich – ta oto perełka, czyli Subaru Leone w wersji coupe.

Subaru Leone
Taki trochę Polonez. Po-leone-z.

Japońskie samochody są w Europie skrajnie niedocenione, ale to tylko dobra wiadomość.

Gdyby to był jakiś europejski wóz w dobrym stanie z 1987 r. i z tyloma ciekawymi rozwiązaniami, pewnie kosztowałby pięć razy tyle. A tych ciekawych rozwiązań jest tu mnóstwo. Przede wszystkim silnik bokser już z wielopunktowym wtryskiem paliwa – w 1987 r. Po drugie – napęd 4×4 dołącza się przyciskiem umieszczonym na gałce dźwigni biegów. Świetne miejsce. Można wcisnąć ten przycisk całkiem niechcący i nagle spiąć napęd. Ciekawe czy działa to też przy większych prędkościach, czy tylko na postoju.

Subaru Leone

Na tym nie koniec ciekawostek. Spójrzcie na tę przyciskologię po lewej stronie kierownicy. Na to fantastyczne, oryginalne radio Subaru z mechaniczną skalą. A także na te wybitne kołpaki w stylu lat 80., kiedy wszystko musiało być kanciasto-futurystyczne. To prawda, linia tego auta nie jest jakoś szczególnie atrakcyjna, a mały rozstaw osi nie poprawia sylwetki. Ale coś Wam powiem: ok. 7 lat temu kupiłem sobie samochód japoński z 1984 r. w idealnym stanie i do dziś nadal okazjonalnie nim jeżdżę na różne rajdy, zloty i inne takie. W 2012 czy 2013 r. jeszcze budził on raczej odczucia typu „dziwne, stare, nieciekawe”. Gdzieś ok. 2016 r. zaczęło się to zmieniać, i teraz niemal podczas każdej przejażdżki ktoś macha mi ręką, pokazuje kciuk w górę albo pyta przez okno „który rok?”. Wystarczyło tylko poczekać.

Cena 5600 zł wydaje się śmiesznie niska

Sprzedający wymienia kilka wad auta, które nie są dyskwalifikujące, ale boję się, że niektóre części do tego samochodu są już kompletnie niedostępne nawet w Japonii i trzeba uciekać się do dorabiania. Najgorsza ta pęknięta przednia szyba. Ale i tak 5600 zł to okazja (zapewne do negocjacji).

Subaru Leone

Najbardziej jednak martwię się, że to Subaru trafi w ręce handlarza w typie, o którym wielokrotnie pisałem. Czyli człowieka głęboko gardzącego miłośnikami klasyków. Wystawi je on za 29 900 zł, opisane w oryginalnym ogłoszeniu wady przemilczy, a w razie ewentualnych wątpliwości klienta na miejscu będzie mówił „NOWE SĄ W SALONIE”. Co oczywiście nie jest prawdą, bo już dawno w salonach nie ma takich fajnych, kanciastych wozów jak to Subaru.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie