Felietony

Czy śmieszny opis w ogłoszeniu pomaga sprzedać auto? Raczej nie

Felietony 08.04.2019 210 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 08.04.2019

Czy śmieszny opis w ogłoszeniu pomaga sprzedać auto? Raczej nie

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski08.04.2019
210 interakcji Dołącz do dyskusji

Co jakiś czas natykam się na rozbudowane, śmieszne opisy samochodów na sprzedaż. Szybko stają się one „viralami”, ale czy pomagają sprzedać auto?

Znajomy poprosił mnie ostatnio, żebym pomógł mu napisać opis do samochodu na sprzedaż. Spytałem więc – a co stoi na przeszkodzie, żebyś napisał sam? Chyba lepiej znasz swój własny samochód niż ja. Nie, on chciałby, żeby opis był taki ciekawy, przyciągający i żeby ludzie go klikali i przekazywali sobie dalej, bo wtedy trafi do większej liczby potencjalnych klientów. Pomęczyłem się nad tym trochę i poddałem się, bo nie wiedziałem, co napisać poza standardowymi treściami.

W kombi jeżdżą zombie

Wielokrotnie widziałem w internecie „śmieszne opisy samochodów używanych”. Sprzedający dopisywali do nich całe historie, przedstawiając je w zabawnym świetle, wykonywali nawet fotomontaże, dodawali wierszyki z rymami. Do historii przejdzie opis Alfy 156 Sportwagon pióra pisarza Szczepana Twardocha i jego niezapomniany rym „w kombi jeżdżą zombie”. To był naprawdę znakomity kawałek motoryzacyjnej prozy. Niestety, teraz Szczepan Twardoch przemieszcza się autami niemieckimi, więc na heheszki z niemieckiej motoryzacji już nie bardzo może sobie pozwolić.

O ile po opisie Twardocha mogłem uznać, że naprawdę jest niezłym pisarzem, o tyle nie zachęcił mnie on do zakupu Alfy Romeo. Podobnie mam z „zabawnymi opisami”, które fajnie się czyta, ale zupełnie nie mam ochoty kupować takiego samochodu. Chętniej skontaktuję się z takim sprzedającym, żeby napisał dla nas tekst na naszą stronę, niż żeby kupić od niego auto. A już najgorsze co może się zdarzyć, to jak opis auta używanego „pójdzie viralowo”, czyli ludzie zaczną go sobie masowo przesyłać i go komentować. Opis zrobi 100 tys. wyświetleń, a samochód dalej będzie stał w oczekiwaniu na klienta. Każdy pomyśli „fajne, fajne, ale wszyscy już widzieli, a auto dalej niesprzedane. Pewnie nie warto”.

Dobre samochody sprzedają się, zanim trafią do klientów

To specyfika nie tylko polskiego rynku. Jeśli masz dobry wóz, zapewne kupi go znajomy albo znajomy znajomego. Nie musisz trafiać do dużej liczby klientów, wystarczy że trafisz do osób zainteresowanych. A te osoby nie potrzebują ani beki, ani gigabajtów informacji.

Znajomy ostatnio przysłał mi opis, który napisał do swojego samochodu. Przeczytałem go i usunąłem 3/4 treści, bo po prostu było jej zbyt dużo. Opis był za dokładny. Z moich bogatych doświadczeń z autami używanymi wynika, że klient jest najbardziej zachęcony, kiedy sądzi, że trafił na okazję. Wtedy nerwowo wybiera numer telefonu i już dzwoni, żeby się umówić. Jeśli samochód jest opisany super precyzyjnie, to też nie za dobrze. Spora grupa klientów doceni szczegółowy opis, ale równie duża uzna wyliczenie napraw i usterek za coś odstręczającego. Sprzedający w aucie coś naprawiał lub wymieniał? Pewnie się psuło. Sprzedający opisuje co jest jeszcze do zrobienia? Czyli „samochód wymaga wkładu finansowego”. Pewnie nie warto.

A zatem jak pisać opis?

Napisz od siebie. Nie pisz żadnych ogólników, typu „piękny”, nie rozpisuj się o tym czego w aucie nie ma (np. nie ma rdzy, nic nie stuka w zawieszeniu, wnętrze nieprzetarte). Napisz ile czasu nim jeździłeś, jaki olej wlewałeś i jak często, w jakim stanie są opony i czy masz dokumenty potwierdzające przebieg. Pisz krótkimi zdaniami w pierwszej osobie. „Sprzedam Forda Fiestę 1.3, jestem drugim właścicielem w Polsce, samochód użytkuję na co dzień. Przebieg 140 tys. km, zeszłoroczne opony, malowany 1 błotnik i zderzak. Klimatyzacja sprawna. Zadrapanie z tyłu”. I to już prawie wszystko, można oczywiście dodać jeszcze parę słów o innych elementach wyposażenia czy historii auta, jeśli ma to uzasadnienie. Ale ani rozpisywanie się, ani opis z kategorii „bekowe” nie pomoże w sprzedaży. A w końcu o sprzedaż tu chodzi.

Czasem dobrze się bawię, czytając śmieszne opisy

A potem idę poszukać czegoś innego, bo nie ma co śmieszkować ze sprzedawania samochodów. Chyba, że mogę zapłacić sprzedającemu jakimiś śmiesznymi pieniędzmi, na przykład z gry „Fortuna”.

O tym, jak zrobić zdjęcia do ogłoszenia, pisaliśmy tutaj.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie