Felietony

Rząd ma pomysł, jak sprawdzać czy w aucie jest DPF. Wyjaśniam, o co w tym chodzi

Felietony 14.02.2019 455 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 14.02.2019

Rząd ma pomysł, jak sprawdzać czy w aucie jest DPF. Wyjaśniam, o co w tym chodzi

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski14.02.2019
455 interakcji Dołącz do dyskusji

Na stronie Sejmu można znaleźć odpowiedź na interpelację marszałka Marka Kuchcińskiego w sprawie zanieczyszczonego powietrza. Jest bardzo rozbudowana, ale zawiera wyjątkowo ciekawy fragment dotyczący samochodów.

Obecny stan prawny jest następujący: podczas obowiązkowego badania technicznego samochodu z silnikiem Diesla wyprodukowanego po 2008 r. (Euro 4 i więcej) diagnosta powinien sprawdzić zadymienie w taki sposób, że trzykrotnie wprowadzi silnik na maksymalne obroty na biegu jałowym i będzie utrzymywać je przez co najmniej 1,5 sekundy. Teoretycznie brzmi świetnie, wystarczy dusić gaz i sprawdzić na mierniku przepuszczalności świetlnej czy wartość mieści się w normie.

W rzeczywistości diagności nie wykonują tego badania z dwóch powodów. Po pierwsze – przeraża ich ryzyko uszkodzenia silnika, który z natury nie jest dostosowany do piłowania bez obciążenia do odcinki. Jeśli jest zużyty, coś może w nim „puścić” i diagnosta będzie miał problem, bo jest od sprawdzania, a nie od psucia. Po drugie – coraz ważniejsze – nowoczesne samochody na biegu jałowym mają odcięcie obrotów i wbijanie trampka w parkiet nic nie da, ponieważ elektronika nie pozwoli na przekroczenie np. 3000 obr/min. Nie wspominając już o tym, że coraz częściej na biegu jałowym samochód po prostu automatycznie gaśnie, a odpala samoczynnie jak przełączysz na „D”. Procedura jest więc niezbyt dostosowana do realiów.

Co planuje rząd?

Planuje zmienić wszystko.

Po pierwsze – procedura. Nie będzie już konieczności wprowadzania silnika na maksymalne obroty. Zadymienie będzie mierzone w warunkach swobodnego przyspieszenia silnika. To znaczy, że diagnosta będzie wciskał gaz stopniowo, aż uzna że pomiar został dokonany. Wydaje się to mieć więcej sensu niż aktualna koncepcja pamiętająca czasy dinozaurów i Stara 28.

Po drugie – pomiar będzie musiał być wpisany do raportu z badania technicznego, przez co nie będzie można go pominąć. Teraz diagności po prostu go olewają.

Po trzecie i najważniejsze – zmieni się dopuszczalna norma zadymienia z 1,5 m-1 do 0,2 m-1, czyli dopuszczalna przepuszczalność świetlna emitowanych spalin będzie musiała być ponad siedmiokrotnie większa. Przy okazji, ta tajemnicza jednostka „metr do minus jeden”  lub dokładniej odwrotność metra wynika z opisanego tutaj Prawa Bouguera. Nam wystarczy wiedzieć, że im wyższy jest ten wskaźnik, tym mniejsza jest przepuszczalność światła. Dla typowego przezroczystego szkła absorpcja światła wynosi ok. 1 m-1 (jedną odwrotność metra). Obrazowo mówiąc, spaliny z auta ze sprawnym DPF powinny mieć pięciokrotnie większą przepuszczalność światła niż szyba okienna. Czyli naprawdę nie będzie można zostawiać chmury sadzy za autem.

Jak na 100% sprawdzić czy auto ma DPF?

To proste, wymontować układ wydechowy i rozciąć puszkę, w której powinien być filtr. Tyle że diagnosta tego zrobić nie może. Wtedy badanie techniczne trwałoby jakiś tydzień i kosztowało ponad 1000 zł (antysamochodowi aktywiści drżą z ekscytacji). Jest inny sposób, który wymyśliłem po konsultacji ze specjalistą od filtrów sadzy. Należałoby wpiąć się w układ diagnostyki samochodowej OBD, który pokazuje stopień zapełnienia filtra, a następnie wykonać jazdę próbną trwającą od 15 do 20 minut. Jeśli stopień zapełnienia filtra nie zmieni się nawet o 1%, to zapewne filtra nie ma. Ponadto wycinacze dość powszechnie ustawiają dla komputera „bezpieczną” wartość 20% zapełnienia. Oczywiście samo 20% przy starcie nie jest żadnym dowodem na wycięcie filtra, ale ta wartość powinna zmieniać się w trakcie jazdy, przeważnie rosnąc. Niestety, ta metoda nie ma stuprocentowej wiarygodności i jest czasochłonna oraz wymaga posiadania testera OBD. Ale pozwala przynajmniej powziąć podejrzenie. 

Kto powinien się bać nowych przepisów?

Na pewno nie ci, którzy mają samochód sprzed września 2010 r., który miał DPF, ale go wycięto. Tu nowe przepisy nic nie zmienią, auto bez DPF w dobrym stanie nadal spełnia aktualną normę zadymienia. Martwić mogą się właściciele aut wyprodukowanych w drugiej połowie 2010 r. i później z usuniętym filtrem sadzy. W tym przypadku zapewne nie uda się spełnić nowej normy zadymienia i jedynym wyjściem będzie… przywrócenie filtra. Ciekawe czy firmy wycinające DPFy i reklamujące swoje usługi niedługo dołączą do oferty „ponowny montaż filtra sadzy”? Ciekawe też, skąd będą się brać DPFy do przywrócenia. Choć może tej ostatniej rzeczy wolałbym nie wiedzieć.

Kiedy przepisy wejdą w życie?

Tego nie wiadomo, ale przynajmniej coś się w tej sprawie ruszyło.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie