Felietony

Mam swoje sposoby na upały w samochodzie. Niestety pasażerowie mnie nie lubią

Felietony 13.06.2019 120 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 13.06.2019

Mam swoje sposoby na upały w samochodzie. Niestety pasażerowie mnie nie lubią

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz13.06.2019
120 interakcji Dołącz do dyskusji

W końcu jest przyjemnie cieplutko, lecz niektórzy malkontenci wciąż narzekają. Specjalnie dla nich zeznaję, jak radzę sobie z upałami w samochodzie.

Przejeżdżam ostatnio spore dystanse. Do przedstawicieli handlowych mi sporo brakuje, ale na braki w przebiegu nie narzekam. Często też przesiadam się z samochodu do samochodu, z upału w zimno, z zimnego w upał. Mam swoje sposoby jak nie kończyć każdej podróży zapaleniem płuc i wysiadać z samochodu względnie nieugotowanym.

Jak radzić sobie w samochodzie w upał, wie każdy przeciętny Kowalski. Trzeba rozkręcić klimę na maksa aż skarpety przymarzną do sandałów. Ja klimatyzację traktuję zupełnie inaczej, przez co niektórzy nie lubią ze mną podróżować. Zanim napiszę jak ich do siebie zrazić, mała porada dla całej masy użytkowników, którzy istnienie klimatyzacji odkrywają dopiero jadąc na czyjąś komunię.

Sprawdź czy masz klimę.

I nie mówię tu o skrajnych przypadkach, gdy sprzedający zamiast zaślepki zamontował przycisk AC i powiedział, że wszystko działa tylko klima jest nienabita. Większość ludzi klimatyzację uruchamia dopiero w maju, wcześniej nie interesując się jej stanem. I nagle okazuje się, że coś słabo zimnym dmucha. A kolejka do serwisu jest długa i w dodatku zwykłe nabicie czynnika nie wystarczy, bo któryś nieużywany element układu większość czynnika puszcza bokiem. Wtedy faktycznie robi się ciepło, gdy pieczołowicie przygotowany weselno-komunijny makijaż spłynie żonie prosto w dekolt.

Lepiej sprawnością układu zainteresować się dużo wcześniej i nie łudzić się, że jak nie dmucha wyraźnie zimnym powietrzem to tak ma być, bo samochód jest stary. Jeśli trzeba się zastanawiać, czy klimatyzacja chłodzi, to znaczy, że nie chłodzi wcale.

Układ klimatyzacji działa w obiegu zamkniętym i nie wymaga specjalnego serwisowania. Zapach worka odkurzacza wynika z nieużywania, nie z usterek. Ale i tak, warto na upały przygotować się wcześniej, nawet już kupując samochód.

Czarny samochód nagrzewa się szybciej niż biały.

Czarne samochody są ładne, ale nie odbijają światła tak jak białe. Temperatura wewnątrz czarnego pojazdu wzrośnie na słońcu dużo szybciej niż w innych kolorystycznych przypadkach.

A jeśli już wybraliśmy sobie czarny pojazd, to lepiej przywiązywać wagę do miejsca parkowania. Najlepiej poszukiwać cienia nie tylko w czasie parkowania pojazdu, ale przewidując, gdzie po kilku godzinach i jak długo będzie znajdował się cień. Lepiej pozostawić auto na pełnym słońcu, jeśli niedługo na wiele godzin zostanie objęte cieniem.

Ja mam czarny samochód, z czarną skórzaną tapicerką w środku i muszę z tą konfiguracją żyć. Dlatego mam swój rytuał rozpoczynania jazdy nagrzanym pojazdem.

Wietrzenie pojazdu wszystkimi otworami.

Jeśli mam więcej czasu, opuszczam szyby i otwieram wszystkie drzwi. Podobno za używanie klimatyzacji w zaparkowanym pojeździe można dostać mandat, więc nie włączam jej od razu. Co prawda jest to możliwość raczej tylko teoretyczna i nie słyszałem by ktoś taki mandat otrzymał, ale w imię praworządności silnik odpalam dopiero tuż przed ruszeniem. Jeśli czasu mi brak, siadam na gorącej skórze i ruszam z opuszczonymi szybami. To najlepszy sposób na szybkie wietrzenie. A potem następuje część, za którą jestem nielubiany przez domowników.

Włączam ogrzewanie na maksymalną temperaturę. Pokrętło regulacji temperatury ustawiam w maksymalne położenie. W moim samochodzie po przekroczeniu 28 stopni wyświetla się już tylko napis Hi. Tą kontrowersyjną czynność podpieram włączeniem obiegu zamkniętego przy opuszczonych maksymalnie szybach.

Nawiew dmucha wtedy jak oszalały, ale jeszcze nie obciążam kompresora klimatyzacji. Z kanałów wentylacyjnych wydmuchuje się wtedy nagromadzone ciepłe powietrze i wylatuje otwartymi oknami. Tak samo da się zrobić nie posiadając automatycznej klimatyzacji, trzeba tylko oprócz regulacji temperatury, ręczenie zwiększyć siłę nawiewu. Po chwili okna zamykam i obniżam temperaturę.

Ale wciąż nieznacznie, nie do wartości jakie można uznać za komfortowe. Stopniowo zmniejszam temperaturę i po krótkim czasie wyłączam wewnętrzny obieg powietrza. Łatwiej było chłodzić wciąż to samo powietrze, a nie napływające z zewnątrz. Potem zostaje już tylko kolejna rzecz, której większość pasażerów nie akceptuje.

Nawiewy skierowane mam do góry i na boki.

Przy manualnej klimatyzacji lepiej ustawić kierunek nawiewu na nogi i szyby. Niezależnie od tego jaki rodzaj klimatyzacji mamy, kratki nawiewu nie muszą być wycelowane w naszą klatkę piersiową, czy głowę. Ja swoje wycelowałem w sufit.

Ciepłe powietrze jest lżejsze niż zimne, unosi się i zbiera pod dachem, czyli w okolicach głów pasażerów. Śmiało można wypychać je więc zimnym powietrzem u samej góry samochodu, oszczędzając swoje drogi oddechowe. I tu pojawia się problem dla wielu osób nie do przejścia. Jeśli na mnie nie wieje, to znaczy, że nie chłodzi.

Chłodzi, ale zadaniem klimatyzacji jest obniżeniem temperatury powietrza wewnątrz pojazdu a nie zapewnienie rozgrzanemu ciału uczucia odświeżenia. Trudno jest się powstrzymać przed wejściem do pojazdu i dmuchaniem na siebie pełną mocą. Jest to świetny sposób na zwiększone zużycie paliwa, obciążanie kompresora i swojego organizmu.

Kompresorem i paliwem przejmuję się mniej, ale siebie oszczędzam. Dlatego nigdy nie ustawiam temperatury niższej niż 21 stopni.

Samochód to nie komora kriogeniczna.

Jedną z porad jaką można znaleźć w internecie, jest taka by nie ustawiać temperatury niższej niż 6 stopni Celsjusza od panującej na zewnątrz. Porada jest dobra, ale tylko tak z grubsza. Nie będziemy czuli się dobrze, gdy z upału będziemy wchodzić do lodowatego wnętrza samochodu i z lodówki z powrotem w upał.

Tylko, że przy manualnej klimatyzacji trudno jest wybrać odpowiednią wartość na niebieskim pasku wokół pokrętła, a w automatycznej wartość na wyświetlaczu jest raczej umowna. Powietrze wylatujące z nawiewów i tak ma temperaturę kilku stopni Celsjusza, a układ klimatyzacji nie jest w stanie precyzyjnie osiągnąć wyświetlanej temperatury i jej utrzymywać. Wyświetlacz wszak pokazuje zadaną temperaturę, a nie osiągniętą.

Najlepiej, po schłodzeniu wnętrza, nawiewy ustawić by nie dmuchały na nas i z najniższą możliwą siłą.

Klimatyzacji trzeba używać rozsądnie.

Tak by po wyjściu z pojazdu gorące powietrze nie podcięło nam nóg. Trzeba też dostosować się do długości podróży. W dłuższej trasie możemy pozwolić sobie na więcej chłodu, ważne by przed dotarciem do celu stopniowo zwiększać temperaturę. Trudno się do tego zmusić, ale ograniczymy wielką falę potu czekającą na nas na zewnątrz wraz z upałem, a niektórym pasażerom możemy oszczędzić omdlenia.

Jeżdżąc po mieście, gdy wciąż wsiadamy i wysiadamy najlepiej ustawić nawiew na niskich obrotach z niską temperaturą. Automatyczna klimatyzacja nie bardzo się sprawdzi, bo wciąż będzie chciała wnętrze intensywnie chłodzić. Na krótkich odcinkach lepiej wspomóc się otwartym oknem, zamykając je tylko na czas postoju w korku. Ciągła i radykalna zmiana temperatura nie pomoże nam opanować uczucia zmęczenia.

To oczywiście porady dla lamerów, prawdziwi twardziele przyjmują na klatę lodowate powietrze bez zająknięcia i wyciskają z klimy ostatnie krople. A już na pewno nie korzystają z takich zabawnych sposobów jak osłony termiczne na szybę.

Osłona na szybę spowalnia nagrzewanie się wnętrza.

Ja nie posiadam, bo nie chce mi się bawić z przytrzaskiwaniem troczków przy bokach by maty nie porwał wiatr lub sąsiad. A jest to niezły sposób by wzrost temperatury w środku pojazdu spowolnić. Oczywiście jeśli w zaparkowanym samochodzie słońce świeci w przednią szybę.

Maty nie mam, ale połowę szyb mam przyciemnionych. To pomaga nie smażyć się dzieciom w środku. Często też zostawiam nieznacznie uchylone szyby. Nikt mi jeszcze niedogaszonego papierosa do środka nie wrzucił, ale i tak tęsknię za szyberdachem. Uchylane okienko pomaga ciepłemu powietrzu unieść się ponad nasz samochód zamiast stopniowo robić piekarnik w środku.

Unoszą się też brwi niektórych czytających, że klima na maksa to nie jedyny sposób na obniżenie temperatury w samochodzie. Lecz co mają zrobić Ci co nie posiadają klimy?

Upały w samochodzie bez klimatyzacji.

Nic, poddać się. Jeździć tylko na krótkich dystansach po mieście. Stosować wszystkie możliwe sposoby na schłodzenie wnętrza, nie kupować czarnych samochodów, trzymać się cienia, uchylać szyby, wywiewać ciepłe powietrze z nawiewów i kupić odbijającą światło słoneczne matę. W mieście pozostaje uchylona szyba, a w dłuższych podróżach – godziny przejazdu.

Bez klimatyzacji w upały lepiej jest podróżować nocą, w dłuższej podróży wszystkie sprawdzone sposoby na niewiele się zdadzą. Wszelkie wiatraczki przyczepiane do przedniej szyby niewiele różnią się od ruchu powietrza, które są w stanie zapewnić nam nawiewy.

Majsterkowiczom polecam sprytny patent z pojemnikiem termicznym na żywność, butelkami z zamrożoną wodą i wiatraczkiem wpinanym do gniazda zapalniczki. To działa tak długo jak w środku pojemnika utrzymuje się lód.

Tym, którzy klimatyzację mają już na pokładzie, polecam ustawiać ją tak by podróżować w lekkim uczuciu dyskomfortu. Choć nie jest to popularny sposób.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie