Wiadomości

Hybrydowy Superb i Passat GTE nie zaliczyły testu łosia. Minimalnie, ale jednak

Wiadomości 29.05.2020 308 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 29.05.2020

Hybrydowy Superb i Passat GTE nie zaliczyły testu łosia. Minimalnie, ale jednak

Adam Majcherek
Adam Majcherek29.05.2020
308 interakcji Dołącz do dyskusji

Jadąc nimi przez „załosione” tereny lepiej się specjalnie nie rozpędzać.

Pamiętam, jak dziecięciem będąc, zaczytywałem się w Moto Magazynie i w którymś numerze zaskoczył mnie tekst o tym, jak groźnym zwierzęciem potrafi być łoś. Było to ze 20 lat temu, a mi do dziś wryło się w głowę, że w Skandynawii temat jest na tyle ważny, że tamtejsi producenci specjalnie przygotowują pojazdy na spotkanie z tymi zwierzętami. 

Taki ważący parę setek kg łoś może być śmiertelnie groźny.

Gdy oślepiony światłami samochodu stanie jak wryty na środku drogi na tych swoich długich nogach, na nic poduszki powietrzne i kontrolowane strefy zgniotu. Nurkująca przy hamowaniu osobówka wjeżdża pod niego, a całą siłę uderzenia przyjmują przednie słupki. I często w takim starciu pregrywają. O tak:

Volvo i Saab miały specjalne procedury testowe i waliły samochodami w „symulatory łosi”, utworzone z gumowych kręgów, by sprawdzić jak zachowa się górna część kabiny pod naporem ciała zwierzęcia. 

Ktoś jednak stwierdził, że zamiast walić w łosia, być moze lepiej byłoby sprawdzić, czy dałoby się go ominąć.  W tym celu wymyślono tzw. test łosia. Polega on na nagłej, dwukrotnej zmianie pasa ruchu. Widzimy łosia – robimy unik, a po minięciu go wracamy szybko na swój pas ruchu, by uniknąć kolizji z autami nadjeżdżającymi z przeciwka. 

Dziś to jeden z podstawowych testów, wykonywanych przez wszystkich producentów i niezależne instytucje. 

I wciąż jedne auta radzą sobie z nim lepiej niż inne. Oczywiście można się spodziewać, że wyższe i wąskie samochody będą mialy z tym większy kłopot niż niższe i szerokie, ale sprawa nie jest taka prosta. 

Ostatnio wpadkę zaliczyły dwa hybrydowe modele z Grupy Volkswagena. 

Dociążony elektryką Superb już przy 65 km/h zahaczył pachołki wyznaczające krawędź pasa ruchu, a przy 72 km/h kierowca testowy nie był w stanie wrócić na pas, z którego zaczął próbę. 

Passat GTE poradził sobie tylko odrobinę lepiej.

Bez zarzutu przeszedł test tylko do prędkości 68 km/h. Od 70 wzwyż również strącał słupki. 

W obu przypadkach można zauważyć tendencję do podsterowności na wejściu i nadsterowności na wyjściu z próby. Przy okazji można zobaczyć, jak ważnym elementem wyposażenia jest układ stabilizacji jazdy ESP. Widać, że by podążyć w kierunku wyznaczonym przez koła maszyna musi walczyć z prawami fizyki, pchającymi rozpędzone auto w kierunku, w którym podążało wcześniej. A także jak istotna jest nawet minimalna różnica prędkości, z jaką trafia sie na przeszkodę.

Dla porównania, przeprowadzający testy Teknikens Varld pokazał wyniki prób Peugeota 508 i Mercedesa Klasy C, które mimo podobnych gabarytów, radziły sobie z tymi próbami znacznie lepiej.

Czy to powinno skreślać Superba i Passata z listy modeli godnych polecenia?

W moim odczuciu nie. Podobnie, jak nie skreślamy aut po gorszych wynikach w testach Euro NCAP, czy IIHS. To testy, które pokazują zachowanie pojazdów w konkretnych sytuacjach, w identycznych warunkach, tak by można było porównać wyniki różnych modeli.  Tu w obu przypadkach kierowcy poradzili sobie z przeszkodami, ale nie na tyle, by można uznać, że auta zaliczyły ten test. Albo gorzej niż konkurenci. 

W „prawdziwym świecie” warunki na drodze są różne, umiejętności kierowców również, jedni będą próbowali ominąć łosia bez hamowania, inni z hamowaniem, a jeszcze inni wduszą pedał hamulca na maksa i zamkną oczy. I może okazać się, że test łosia najlepiej przeszła ciężarówka, która po prostu go staranowała. Ale ja i tak wolałbym wtedy jechać nowym „niezatwierdzonym” Superbem i go ominąć, niż 20-letnim autem na łysych oponach, które kiedyś tam dawno temu ten test psim swędem zaliczyło.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać