Przegląd rynku

Skoda Scala, Ford Focus, Toyota Corolla czy Kia Ceed? Kto daje najwięcej w rozsądnej cenie?

Przegląd rynku 15.05.2019 344 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 15.05.2019

Skoda Scala, Ford Focus, Toyota Corolla czy Kia Ceed? Kto daje najwięcej w rozsądnej cenie?

Piotr Barycki
Piotr Barycki15.05.2019
344 interakcje Dołącz do dyskusji

70 000 zł – z jednej strony to spora kwota, która pozwala nam wyjechać z salonu nowym autem klasy kompaktowej. Z drugiej – nie pozwoli raczej na wielkie szaleństwa, jeśli chodzi o silniki czy wyposażenie. I teraz pytanie: do salonu którego producenta najlepiej pójść, żeby za te pieniądze dostać jak najwięcej?

Wielkie szaleństwa są przy tym i tak nadmiernie optymistycznym określeniem. Jeśli nie liczyć rabatów, których i tak wielkich nie dostaniemy – większość z modeli w zestawieniu to auta świeże – za te 70 000 zł możemy kupić najwyżej bazową wersję z pojedynczymi, niezbyt drogimi dodatkami. Ale żyjemy w czasach, w których nawet Fabię da się skonfigurować za ponad 100 000 zł, więc i tak powinniśmy się cieszyć, że kompakta da się nabyć sporo poniżej tej kwoty.

Tylko co znajdziemy w tym kompakcie poza kołami i karoserią?

Skoda Scala – cena od 66 500 zł

Skoda Scala
Nasza Skoda Scala zdecydowanie nie będzie tak wyglądać.

3500 zł – tyle zostanie nam do rozdysponowania przy zakupie absolutnie bazowej Skody Scali. I to przy założeniu, że zdecydujemy się na jedyny darmowy lakier, czyli niezbyt efektowny Błękit Energy Niemetalizowany.

Jedyną wersją wyposażenia, która mieści się w założonym przedziale cenowym, jest najuboższa – Active. W standardzie znajdziemy w niej m.in.:

  • 4 głośniki
  • reflektory LED Basic
  • Bluetooth
  • komputer pokładowy z Maxi Dot
  • podłokietnik z przodu
  • centralny zamek ze zdalnym sterowaniem
  • elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka boczne
  • regulację wysokości fotela kierowcy
  • manualną klimatyzację
  • elektrycznie sterowane szyby z przodu (tak, z tyłu już nie)
  • składane oparcie kanapy (60:40)

Na dokładkę czarne lusterka, czarne klamki i stalowe felgi 16 cali. No i oczywiście wielki napis Skoda, biegnący przez środek klapy bagażnika – za to na szczęście nie trzeba dopłacać.

Co pod maską? 1-litrowy, 3-cylindrowy silnik TSI o mocy 115 KM, połączony z 6-biegową, manualną skrzynią biegów. I nawet jeśli chcielibyśmy dopłacić do czegoś mocniejszego, to i tak nie ma opcji – dla wersji Active przewidziano tylko jeden silnik i jeden rodzaj przekładni.

Na pocieszenie – taka Scala może nie będzie zrywać asfaltu, ale przyspieszenie do 100 km/h w 9,8 s jest wynikiem w najgorszym przypadku rozsądnym.

Na co można wydać pozostałe 3500 zł? Lista opcji dla odmiany Active jest wręcz szokująco krótka i skromna. Dobrałbym z niej tempomat (800 zł), Smart Link+ (750 zł), podgrzewane fotele przednie i podgrzewane dysze spryskiwaczy (1000 zł), a potem o 50 zł przekroczył zakładany budżet, żeby trzymać w trakcie jazdy w rękach kierownicę obszytą ceratą skórą, zamiast oblepioną gumą. Czujniki parkowania niestety nie trafiają na listę, ale to w końcu niewielki kompakt, a nie 5-metrowa limuzyna, więc nie powinno to stanowić problemu.

Przyjrzyjmy się jeszcze wersji Ambition. Kosztuje wprawdzie 71 650 zł, czyli powyżej naszego budżetu, ale jest to dopłata równa ok. 2 proc. zakładanego wydatku, więc może warto naciągnąć budżet?

Ambition w wyposażeniu standardowym przewiduje dodatkowo:

  • 8 głośników (zamiast 4)
  • Fotel kierowcy i pasażera z regulowanym podparciem lędźwiowym
  • elektrycznie sterowane szyby z przodu i z tyłu
  • radio Swing z dwoma gniazdami USB-C
  • czujniki parkowania z tyłu
  • sygnalizację niezapiętych pasów
  • parasolkę w drzwiach kierowcy
  • 16-calowe felgi aluminiowe
  • wielofunkcyjną kierownicę
  • lusterka i klamki w kolorze nadwozia

Czyli kilka opcji bezużytecznych i kilka naprawdę ciekawych. Dorzuciłbym do tego jeszcze pakiet Comfort (automatyczna klimatyzacja, Smart Link+, radio 8″, przyciemniane tylne szyby), czyli w sumie koło 75 000 zł, i nawet nie oglądał się więcej na wersję Active.

A zanim ktoś napisze, że artykuł sprzedany, bo miało być maksymalnie 70 000, a dla Skody zrobiliśmy wyjątek, przejdźmy do…

Ford Focus – od 73 000 zł

Ford Focus IV 2019 test

Tak, Forda Focusa – przynajmniej według oficjalnego cennika – nie kupimy taniej niż za 73 000 zł. Tyle właśnie kosztuje wersja Trend bez jakiejkolwiek dodatkowo płatnej opcji.

A co mamy w standardzie? M.in.:

  • radio z ekranem 4,2″
  • manualną klimatyzację
  • skórzaną kierownicę
  • centralny zamek z pilotem
  • trzy tryby jazdy
  • 16-calowe felgi stalowe
  • elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka
  • lusterka w kolorze nadwozia
  • światła do jazdy dziennej LED
  • elektrycznie sterowane szyby przednich i tylnych drzwi (!)
  • asystenta pasa ruchu
  • inteligentny ogranicznik prędkości
  • system wspomagający kierowcę w uniknięciu lub zmniejszeniu skutków kolizji z poprzedzającym pojazdem, pieszymi lub rowerzystami

Do tego dochodzi 1-litrowy, 3-cylindrowy, 100-konny silnik EcoBoost, łączony – podobnie jak w Scali – z 6-biegową, manualną przekładnią. Niestety niższa moc przekłada się też na gorsze osiągi – Focus na sprint do 100 km/h potrzebuje 12,1 s. Jeśli chcemy, żeby robił to samo w 10 s, musimy dopłacić do wersji 125 KM, ale wtedy cena wyniesie co najmniej 76 500 zł. Bez dodatkowych opcji.

Na co wydać pozostałe 2 tys. zł (skoro celujemy w okolice Scali)? Z 22 dostępnych opcji stawiałbym na ‌Ręczną regulację położenia przednich foteli w 18 kierunkach, w ramach czego otrzymamy m.in. regulację podparcia lędźwiowego (1800 zł). Ewentualnie, gdyby fotele okazały się niesatysfakcjonujące, zamiast nich sięgnąłbym pewnie po dwustrefową klimatyzację, choć kosztuje ona tyle (2500 zł), że po raz kolejny przekraczamy budżet.

To może znów uratuje nas wyższa wersja? Focus Trend Edition kosztuje… 78 000 zł (początkowe założenie zestawienia przewidywało próg 65 000 zł) i dorzuca do wyposażenia m.in.:

  • 8-calowy wyświetlacz
  • elektrycznie sterowany hamulec postojowy
  • konsolę centralną Premium (cokolwiek, grunt, że pojawia się podłokietnik środkowy)
  • asystenta utrzymania pasa ruchu
  • immobiliser
  • fotel lędźwiowy z manualną regulacją podparcia odcinka lędźwiowego
  • przednie fotele w sportowym stylu
  • 16-calowe felgi aluminiowe
  • przednie światła z funkcją doświetlania zakrętów

I kilka dodatków stylistycznych. Ponownie – wolałbym jednak dopłacić te 5 tys. zł, niż turlać się aż takim golasem, jakim jest Trend. Z drugiej strony, w ten sposób szybko możemy dojść do auta kompaktowego za ponad 100 000 zł, a wiadomo, że takie byłoby oczywiście najprzyjemniejsze.

Toyota Corolla – od 75 900 zł

Toyota Corolla 2019 test

Focus był drogi? To Corolla jest jeszcze droższa. Za absolutnie najtańszą wersję, bez niczego dodatkowo, zapłacimy 75 900 zł! Tak, dalej mówimy o pojeździe z segmentu aut kompaktowych.

Corolla wyróżnia się przy tym zdecydowanie faktem posiadania w standardzie adaptacyjnego tempomatu. Do tego dochodzi też elektryczny hamulec postojowy.

Reszta wyposażenia Corolli jednak nie rzuca na kolana. Mamy tu m.in.:

  • manualną klimatyzację,
  • 15-calowe felgi stalowe,
  • elektrycznie regulowane szyby z przodu i z tyłu,
  • elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka
  • centralny zamek ze zdalnym sterowaniem
  • wielofunkcyjną kierownicę z dwupłaszczyznową regulacją
  • komputer pokładowy
  • światła główne LED (Basic LED)
  • lakierowane klamki zewnętrzne i lusterka
  • fotel kierowcy z regulacją wysokości
  • Bluetooth
  • 4 głośniki
  • immobilizer

I w bonusie miękkie materiały wykończeniowe deski rozdzielczej (standard w każdej wersji, więc nie ma się co cieszyć).

Co pod maską? 1.2 Turbo D-4T o mocy 116 KM, łączone z manualną, 6-biegową przekładnią. Żeby było ciekawiej, silnik ten rozpędza Corollę do 100 km/h w 9,3 s, co czyni ją jednym z najszybszych aut tego zestawienia, jeśli chodzi o start spod świateł.

Kto by się tego spodziewał po kompaktowej Toyocie?

Kia Ceed – od 62 900 zł

Gdyby zrobić zestawienie w myśl oryginalnego pomysłu, czyli samochody kompaktowe z salonu za 65 000 zł, Kia Ceed byłaby jedyną z propozycji, która znalazłaby się ostatecznie na liście. Tak, z całej tytułowej czwórki świeżych kompaktów, tylko Ceeda da się – i to cennikowo! – kupić za mniej niż 65 000 zł.

Nie będzie to oczywiście drogowy potwór. Po maską w tej cenie znajdziemy silnik 1.4 MPi o mocy 100 KM, sprzęgnięty z 6-biegowym manualem. Pozwala on przyspieszyć do 100 km/h w 12,6 s, czyli czasie podobnym do… wyraźnie droższego Forda Focusa. Dalej powoli, ale przynajmniej tanio.

Wyposażenie? Chociażby:

  • światła LED do jazdy dizennej
  • zdalnie sterowany zamek
  • immobilizer
  • elektrycznie sterowane szyby z przodu i z tyłu
  • elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka
  • radio z MP3, USB i AUX
  • Bluetooth
  • klimatyzacja manualna
  • podłokietnik
  • tempomat
  • system autonomicznego hamowania
  • asystent utrzymania pasa ruchu
  • regulacja kierownicy w dwóch płaszczyznach
  • regulacja wysokości siedziska fotela kierowcy
  • klamki i zderzaki lakierowane w kolorze nadwozia

Nie ma więc wodotrysków, ale przypomnę, że zostaje nam ponad 10 000 zł do większości aut z tego zestawienia (przynajmniej w zakładanych wersjach).

A za 70 000 zł? W wersji M dostaniemy dodatkowo:

  • automatyczną klimatyzację
  • doświetlanie zakrętów
  • 7-calowy ekran z CarPlay i Android Auto
  • kamerę cofania (!)
  • aluminiowe felgi 16 cali
  • czujniki parkowania z tyłu
  • kierownicę skórzaną
  • automatyczne wycieraczki
  • elektrochromatyczne lusterko wewnętrzne
  • chromowane ramki szyb
  • gniazdo USB z przodu
  • podłogę bagażnika z regulacją wysokości

Dołóżmy jeszcze 3990 zł (na tym kończymy, obiecuję) i mamy to samo, ale z silnikiem 1.0 T-GDI 120 KM. Czyli do setki rozpędzamy się w dużo przyjemniejsze 11,1 s., a i tak jesteśmy poniżej ceny większości konkurencji.

W zasadzie, to gdybym teraz miał właśnie taki budżet jak zakładaliśmy na początku, i szukał jak najlepiej wyposażonego samochodu kompaktowego, to chyba zacząłbym właśnie od salonu Kii. Tym bardziej, że choć nowy Ceed nie ma niczego, co mogłoby porwać, to jest autem… zwyczajnym i rozsądnym. A chyba tego szukaliśmy od początku.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie