Testy aut nowych

Pojechałem Skodą Scalą 1.0 TSI do Gniezna. Sprawdziłem ile w niej polskości

Testy aut nowych 12.11.2019 256 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 12.11.2019

Pojechałem Skodą Scalą 1.0 TSI do Gniezna. Sprawdziłem ile w niej polskości

Michał Koziar
Michał Koziar12.11.2019
256 interakcji Dołącz do dyskusji

Polacy kochają Skodę. Nawet jeśli nie chcą się do tego przyznać, to statystyki mówią same za siebie. Dlatego Scalę 1.0 TSI zabrałem do kolebki polskości – Gniezna, naszej pierwszej stolicy.

Oczywiście Skoda jest czeska (bardzo oględnie rzecz ujmując), ale niesamowicie przypadła do gustu Polakom z przeróżnych grup społecznych i wiekowych. Ewidentnie od lat moi rodacy doceniają zalety produktów firmy z Mlada Boleslav. Dlatego zdecydowałem, że skonfrontuję Skodę Scalę 1.0 TSI z Gnieznem.

Skąd akurat taki pomysł? Po pierwsze pradawna stolica to takie miasto-widmo, każdy o nim słyszał na lekcjach historii, mało kto był, co zdecydowanie podkręciło moją ciekawość. Po drugie trasa do Gniezna wiedzie głównie przez świeże autostrady, element tego, co na potrzeby tego tekstu nazwę Nową Polską. Polską wielkomiejską, nowoczesną, poprzecinaną trasami szybkiego ruchu. Samo Gniezno dawno temu straciło na znaczeniu i dzięki temu nie dosięgła go jeszcze w tak dużym stopniu modernizacja i globalizacja. Wciąż snują się po nim duchy przeszłości, dlatego wraz z okolicami nazwę je Starą Polską.

Pora wyruszyć, by zobaczyć jak Skoda Scala wpisuje się zarówno w Nową, jak i Starą Polskę. W końcu obie nadal żyją i żadna nie jest tą gorszą, a by zdobyć serca Polaków trzeba się dostosować do obu.

skoda scala tsi test

W drogę.

Sobota rano. Względnie rano, przecież nie będę w weekend wstawał jak zwierzę o 7:00. Wychodzę z bloku na parking. Podróż zaczynam w obecnej stolicy. Chciałbym napisać, że w Nowej Polsce czystej krwi. Ależ by to pasowało, wychodzę ze szklanego domu, wsiadam do nowiutkiego auta i ruszam na trzypasmową obwodnicę. Seweryn Baryka miałby łzy w oczach. Stety czy niestety, nawet w zglobalizowanej Warszawie do auta wyszedłem z wielkiego betonowego kloca, w którym stal i szkło miesza się z niemal brutalistycznym projektem architektonicznym. Kawałek dalej we mgle poranka majaczą blokowiska z wielkiej płyty. 5/10 w skali nowoczesności.

Dotykam klamki, Skoda wita mnie mrugnięciem świateł. W środku jasna, częściowo skórzana tapicerka, aż chce się wsiadać. Nie to, żeby wnętrze Scali było jakimś arcydziełem. Jest proste, ale estetyczne, a jasne fotele i boczki doskonale komponują się z czernią. Nie irytuje nawet srebrna plastikowa wstawka na desce, udająca aluminium. Oczywiście, nawet w doposażonej, testowej wersji nie zabrakło martwych przycisków, ale to już tradycja grupy VAG.

skoda scala tsi test

Cytując wielkiego poetę „z oparcia spadam, więc ustawiam”. Nie tracę na to wiele czasu, znalezienie właściwej pozycji za kierownicą Scali jest naprawdę łatwe. Skoda nie zawiodła i znowu stworzyła ergonomiczne wnętrze, a przy tym w moim odczuciu przyjemniejsze dla oka niż w poprzedniku, czyli Rapidzie. Oczywiście bez przesady – nadal nie jest porywające, ale czy ono w ogóle ma być porywające?

Przez autostrady Nowej Polski.

Ruszam i kieruję się w stronę obwodnicy. Wskakuję na S2 i pierwsze zaskoczenie dosięga mnie już na pasie rozbiegowym. Kiedy usłyszałem, że mam jeździć autem z silnikiem 1.0 to spodziewałem się, że o dynamice mogę zapomnieć. Tak, nadal żyję stereotypami, że jak silnik jest mały, to nie jedzie. Tymczasem 115-konna Scala okazuje się aż nad wyraz żwawa. Oczywiście przy tej mocy nie było mowy o wgniataniu w fotel, ale przełożenia zostały tak dobrane, że błyskawicznie osiągam prędkość przelotową. I to ze zwykłą skrzynią ręczną, a nie DSG!

Teraz mogę obserwować jak Scala radzi sobie w trasie przez Nową Polskę – na trasach szybkiego ruchu. Doceniam bardzo dobrze rozwiązaną sygnalizację wykrycia pojazdu w martwym polu. Jeśli samochód na sąsiednim pasie zbliża się powoli lub jedzie z równą prędkością – lampka na lusterku po prostu się świeci. Kiedy jednak jakiś wojownik lewego pasa nagniata 200 km/h, a ja akurat wrzucam kierunek – światełko mruga ostrzegając, że wykonanie zamierzonego manewru jest samobójstwem.

skoda scala tsi test

Mijam węzeł Konotopa i wypadam na A2. Próba używania aktywnego tempomatu szybko kończy się frustracją, choć tak naprawdę nie z winy auta. W przerwach od walki ze średnio rozgarniętymi kierowcami obserwuję otoczenie, a raczej jego brak. Ekrany dźwiękochłonne i odbite na kserokopiarce MOP-y. Coś już kiedyś pisałem o tym jak kocham autostrady… Zwracam uwagę na przydrożne punkty z jedzeniem. KFC, McDonald’s, Burger King. Hot dogi, frytki i burgery to jedzenie nowopolskich tras, które wyparło dawne zajazdy. Pamiętacie jeszcze czasy krajówek z lokalnymi jadłodajniami o szerokim spektrum rodzajów kuchni? Na autobahnie nie ma mowy o domowym schabowym, raczej takim mrożonym wsadzonym w kanapkę na Orlenie. Zapomnijcie o miejscach takich jak kebab Cziposzka ze starej jedynki.

Dźwięki.

Mijam węzeł Łódź Północ, splatający A2 i A1. Wreszcie mogę trochę odpocząć, bo droga staje się o wiele mniej zatłoczona. Zwracam uwagę na wygłuszenie. Jak to, dopiero po około 100 km? Tak, ponieważ Scala jest naprawdę cicha przy wysokich prędkościach, nie miałem czemu się przysłuchiwać. Nawet jeśli przyznamy jej miano prawdziwego segmentu C, a nie B+, zresztą zgodnie z jej wymiarami, to wyróżnia się pozytywnie na tle konkurencji. Przy 140 km/h w zasadzie słyszę tylko sporadyczny hałas wiatru, który był tego dnia silny. Wieczorem, kiedy już nie wiało, przekonam się, że Scala jest bardzo cicha.

Skoro przy autostradowych prędkościach szum jest minimalny, to mogę pobawić się przez chwilę systemem audio. Najpierw niechcący zmieniam utwór, bo przycisk na kierownicy z obrazkiem sugerującym podgłaśnianie tak naprawdę obsługuje przewijanie. Okej, kręcę pokrętłem do góry i szybko znowu wracam w dół. Co za kret ustawiał tutaj balans tonów? Na szczęście ekran dotykowy jest blisko i dobrze wyłapuje nacisk, więc z łatwością docieram do korektora. Znowu to samo, czemu w każdej testówce balans tonów ustawiają głusi? Wysokie i bassy podbite na maksa, średnie o połowę. Przecież to nie może brzmieć.

skoda scala tsi test

Po ustawieniu neutralnego balansu wreszcie mogę podgłośnić bez utraty uszu. Jest nieźle. Po delikatnym podbiciu dołów dźwięk przy dużej głośności jest przyjemny i klarowny. Brakuje mu jedynie nieco dynamiki.

Witamy w Starej Polsce.

Wreszcie przychodzi czas by we Wrześni zjechać z autostrady na drogę krajową w kierunku Gniezna. Konkretnie Starą Poznańską, obecnie numer 92. Szybko jednak opuszczam tę podupadłą trasę i przebijam się przez miasto do piętnastki. Września, symbol oporu wobec germanizacji. Dziś zwykłe, nieco smutnawe miasteczko, ze zniszczonymi przedwojennymi domostwami, ruinami i pokracznie wdzierającymi się elementami Nowej Polski – przeszklonymi, zbudowanymi bez pomysłu punktami handlowymi i parkingami z kostki Bauma. Krzykliwe kolory z bilboardów kontrastują z poszarzałą, zaniedbaną elewacją jakiejś starej szkoły. Dziedziniec jest zarośnięty. Może to właśnie ta, w której dzieci zastrajkowały wiele lat temu?

Opuszczam Wrześnię i mknę przecinając pola uprawne. Co chwilę mijam zabudowania przypominające dawne PGR. Zatrzymuję się przy jednym z nich. Za zardzewiałą bramą, na witrynie podniszczonego budynku widnieją wyblakłe napisy „Biuro” i „Kasa„. Choć wszystko jest zapuszczone, nie wygląda na zupełnie porzucone. Kawałek dalej, osłonięty przez gęste zarośla stoi jakiś stary dworek. Czyżby gospodarstwo odebrane przez komunistów jakiemuś bogatemu rolnikowi? A może jeszcze wcześniej, w czasach zaborów, należało do Niemca? Ciekawe jak wiele historii o Starej Polsce mogłyby opowiedzieć te budynki.

skoda scala tsi test

Stoję i rozmyślam o przeszłości tego miejsca, przy okazji przyglądając się Scali z zewnątrz. To po prostu ładne, proporcjonalne auto. Jak na Skodę wręcz odważne, po części za sprawą ciemnego przeszklonego dachu i szyby tylnej zachodzącej głęboko w dół klapy. Świetną robotę robi intensywnie zielony lakier. Nie to, żebym został fanem designu Skody, ale aż przyjemnie popatrzeć.

Witamy w pierwszej stolicy Polski.

Pora ruszać. W kolejnych wsiach spostrzegam dużo nowocześniejsze gospodarstwa, z zadbanym sprzętem. Pola nie są poszatkowane, dominuje rolnictwo wielkoobszarowe. W żadnym wypadku nie jest jednak bogato, przeważają domy typu dwupiętrowy klocek z czasów PRL.

W końcu docieram do zielonej tablicy z napisem „Gniezno”. Zaczyna się od rozczarowania. Przedmieścia jak w dowolnym polskim miasteczku. O tym, że wjeżdżam do pierwszej stolicy Polski przypomina jedynie umieszczony przy drodze, dość kiczowo wykonany napis. Najpierw kieruję się w stronę enklawy Nowej Polski, Galerii Gniezno, gdzie jestem z kimś umówiony. Ta przypomina raczej warszawskie hipermarkety, którym towarzyszą pomniejsze sklepy i punkty usługowe. Szyldy, kostka Bauma, brzydota.

Naprzeciwko znajduje się komis z samochodami ciężarowymi. Gniezno kilka lat temu było znane z ogromnej liczby autohandli. Teraz boom się skończył, a co bardziej zaradni przebranżowili się na ciężarówki.

Dziedzictwo betonu.

Stamtąd przemieszczam się pod Muzeum Początków Państwa Polskiego. Po drodze mijam północną część Gniezna, pełną bloków z wielkiej płyty. Samo muzeum to również dziecko socmodernizmu. Gmach z lat 70., utrzymany w brutalistycznej estetyce.

skoda scala tsi test

Stojąc obok tej świątyni betonu z łatwością można dostrzec majaczącą w oddali średniowieczną katedrę, w której koronowani byli polscy królowie. Ruszam w jej stronę, mijając kamienicę, która mogłaby zostać symbolem polskiej myśli urbanistycznej. Jej front, ustawiony w stronę trasy wjazdowej jest ładnie odnowiony i estetyczny. Bok – paskudny i całkowicie pokryty reklamami.

skoda scala tsi test

Miasto historii.

Skręcam w stronę katedry. Ten robiący wrażenie gotycki zabytek, przypominający o czasach Chrobrego, sąsiaduje z o wiele młodszymi kamienicami z XIX czy XX w. Niezbyt zadbanymi swoją drogą. Jadąc dalej natrafiam na interesujące podwórko, z nieutwardzoną dróżką prowadząca do osamotnionej, wąskiej kamienicy. Na jej ścianie przetrwała stara, malowana reklama urządzeń do pakowania. Stoję i patrzę. Przyglądam jej się dłużej niż katedrze.

Dlaczego? Oba te budynki to świadkowie historii Polski i oba opowiadają o jakimś jej fragmencie. Przewaga tej kamieniczki i jej pokrytej muralem ściany polega na tym, że jej nikt nie odnawiał. Nie była upiększana, uatrakcyjniana tak jak XI-wieczna katedra. Ta pomalowana ściana opowiada historię XX w. bez przekłamań, w czystej, nienaruszonej formie.

skoda scala tsi test

Przez szpalery zabudowań z XIX wieku przedzieram się w stronę placu z targowiskiem. To kolejny element Starej Polski, wciąż żywy w Gnieźnie. Mam wrażenie, że wróciłem do lat 90. albo początku obecnego stulecia. Bazar znajduje się w centralnej części miasta i jest otoczony przez kamienice o odnowionych fasadach, oszpeconych źle zaprojektowanymi szyldami. Nowa Polska jeszcze tu nie dotarła. Nie ma wegańskich burgerów ani nawet kebabów. Za to twardo trzymają się punkty z kurczakiem z rożna.

skoda scala tsi test

Myślałem, że już wymarły. Zaraz obok nich kolejna duchologiczna instytucja – płatny parking na klepisku między budynkami.

skoda scala tsi test

Skodą na targ.

Skoro już jestem obok targowiska, to zajrzę do bagażnika i sprawdzę czy zmieściłbym tam ewentualne zakupy. Żałuję, że stragany są dziś puste, bo przestrzeń ładunkowa Scali jest więcej niż przyzwoita. 467 litrów w połączeniu z różnego rodzaju zaczepami pozwoli upchnąć bardzo dużo skórzanych kurtek, świeżych warzyw i mięs od małego lokalnego wytwórcy. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam, jestem kawalerem więc ⅓ bagażnika zajęłyby sprawunki, a resztę zarzuciłbym częściami do aut FSO kupionymi po taniości w lokalnym pogrobowcu Polmozbytu. Gdyby trafiły się elementy blacharskie zawsze można złożyć kanapę – wtedy do dyspozycji mamy 1410 litrów.

skoda scala tsi test

Nie mogę też narzekać na pozycję z tyłu. Z moim wzrostem wynoszącym 183 cm siedzi mi się tam całkiem wygodnie.

skoda scala tsi test

Przy okazji podczas jazdy miejskiej po raz pierwszy polubiłem system start-stop. Głównie dlatego, że trzycylindrowy silnik na wolnych obrotach generuje wyczuwalne wibracje. Zdecydowanie przyjemniej czeka się na światłach ze zgaszonym motorem.

Małomiasteczkowość.

Teraz jadę na południowy wschód, w stronę Parku Kościuszki i Urzędu Miasta. Z rozmysłem zignorowałem rynek z najstarszymi kamieniczkami. Wygląda jak każde takie miejsce w Polsce, co gorsza niektóre stojące przy nim zabytkowe zabudowania zostały zastąpione brzydkimi prostopadłościanami z XX w.

Kluczę pośród ulic i uliczek, mijam piękne kamienice zmieszane z brzydkimi wstawkami rodem z PRL i nielicznymi nowymi, szklanymi domami. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ta część miasta to straszny bałagan, tak typowy dla wielu polskich mniejszych miejscowości. Stara Polska, ta z czasów zaborów, z II RP i z PRL zmieszana z pojawiającą się nieśmiało tu i tam Nową Polską. Zewsząd atakują reklamy. Mam już dość, na dzisiaj starczy. Ustawiam nawigację na Warszawę, tym razem wybieram trasę wiodącą wzdłuż dróg krajowych aż do A1.

skoda scala tsi test

Mały pożeracz szos.

Wyjeżdżam z Gniezna po zmroku. Kieruję się w stronę drogi krajowej nr 15. Zawieszenie Scali już udowodniło na autostradzie, że zapewnia dobrą stabilność nawet przy wysokich prędkościach. Teraz zobaczymy jak poradzi sobie z szybkimi zakrętami i nierównościami dróg drugiej kategorii.

Opuszczam teren zabudowany i uruchamiam automatyczne światła drogowe. Niestety, szybko odkrywam, że by nie razić innych kierowców w mniej więcej ⅓ przypadków muszę je wyłączać ręcznie. To dość poważny zarzut, w końcu ten system powstał po to, by nie trzeba było non stop pamiętać o machaniu wajchą. Tymczasem niska skuteczność rozwiązania wymaga takiego samego skupienia na kwestii świateł jak w przypadku aut bez automatu. Z drugiej strony nie mogę się przyczepić do samej jakości światła. LED-owe reflektory Skody naprawdę świetnie radzą sobie z ciemnościami.

skoda scala tsi test

Dzięki dobremu doświetleniu mogłem dynamicznie pokonywać łuki drogi i przyjrzeć się zachowaniu Skody. Jak się okazało – prowadzi się pewnie, a jej układ kierowniczy należy do precyzyjnych. Fakt, to lekkie i małe auto, więc nie ma mowy o zaskoczeniu. Z drugiej strony – zawieszenie poprawnie wybiera nierówności, nie sprawia wrażenia sportowego. Dlatego chapeau bas dla inżynierów za skuteczne połączenie wygody i dobrego prowadzenia.

Swoją drogą, egzemplarz testowy został wyposażony w wybór profili jazdy. Chwilę się nimi bawię, ale nie zauważam żadnych wyraźnych różnic. Zbędny gadżet. Podobnie jak Park Assist, który rozpoznaje równoległe miejsca parkingowe jako prostopadłe.

O trzech takich cylindrach co autostrady się nie bały, ale paliły więcej niż cztery.

Jazda po drogach jednopasmowych okazuje się środowiskiem naturalnym dla Scali 1.0 TSI. Średnie spalanie z całego dnia szybko spada. W końcu docieram do A1, a wartość na wyświetlaczu zmienia się z ponad 8 na 7,2 litra. Blisko do najniższego wyniku, jaki uzyskałem w tym aucie, czyli 6,7 litra jadąc w nocy znad Zegrza na warszawski Ursynów. To był przejazd w cyklu mieszanym ze zdecydowaną przewagą pustych tras przelotowych. W mieście spalanie nie przekroczyło nigdy 7,6 litra. Najgorzej wypadła autostrada. Podczas jazdy do Gniezna z prędkościami w okolicach 140 km/h Scala nie chciała zejść poniżej 8,2 litra. Średnia z całej wycieczki do Gniezna? 7,5 litra.

Niby powyższe wyniki w aucie tej klasy nie są złe, ale red. Barycki osiągnął znacznie niższe wartości jeżdżąc z większym i mocniejszym silnikiem 1.5 TSI. Może mam po prostu cięższą nogę, a może trzycylindrowy motor jest oszczędniejszy tylko na papierze i w praktyce nie ma sensu.

skoda scala tsi test

Przeszłość, która żyje.

A1 w sobotnią noc 2 listopada jest pusta. Korzystam z dobrodziejstw aktywnego tempomatu, nie niepokojony przez lekkomyślnych kierowców i pogrążam się w myślach o Gnieźnie. Z jednej strony niewiele je różni od przeciętnego polskiego miasta. Jest zabytkowy rynek, są blokowiska z wielkiej płyty, w starszej części kamienice mieszają się z wstawkami z innych epok. O tym, że to kiedyś była stolica przypominają tak naprawdę tylko katedra i muzeum.

Z drugiej strony znalazłem w nim wciąż żyjącą Starą Polskę. Targowisko z okolicą wyrwaną prosto z przełomu wieków. Kamienice, które niewiele się zmieniły od pierwszej połowy XX w. Betonowe kloce z na wskroś utylitarnych lat 70. i 80. Wreszcie średniowieczne zabytki i architektoniczny bałagan typowy dla wczesnej wolnej Polski. Poza drobnymi wyjątkami zglobalizowana i nowoczesna Nowa Polska jeszcze tu nie dotarła.

Nowa i Stara Polska.

W tym tkwi urok tego miasta. Nie tylko każda jego część przywodzi na myśl inną epokę, ale i czas się w nim zatrzymał. Przez większość krótkiego pobytu czułem się, jakby Polska dopiero co dołączyła do NATO, a wszyscy wkoło nie mogli się doczekać wejścia do Unii Europejskiej. Może i było wtedy biedniej, ale te kurczaki z rożna, bazary i niezbyt estetyczne reklamy mają swój przewrotny czar, żyjący tam, gdzie nie dotarła jeszcze Nowa Polska.

skoda scala tsi test

Żeby nie było nieporozumień: nie próbuję potępić Nowej Polski wypełnionej globalnymi lub ogólnokrajowymi markami, szklanymi domami i autostradami. Nie odrzucam Starej Polski z jej wątpliwą estetyką, bazarami, lokalnymi małymi sklepami i przaśnością. Obie te wersje naszego kraju splatają się, tworząc jedną całość. Pozornie kontrastują, ale nie mogłyby bez siebie istnieć. Wielu rezydujących w szklanych domach zaczynało od takich bazarów. Bez tych brzydkich reklam i szyldów wieszanych przez przedsiębiorców w latach 90. nikogo nie byłoby dziś stać na kupowanie w ładnych, nowoczesnych sklepach. Każdy, nawet najbrzydszy stary fragment Gniezna opowiada historię tego kraju. Od pierwszych królów, przez czasy zaborów, po kamienice zniszczone podczas wojny i zastąpione w PRL-u brzydkimi klockami. Gniezno nie należy do pięknych miast, ale za to jest prawdziwe, szczere. Dlatego warto je zobaczyć dopóki nadal sprzedają tam kurczaki z rożna, a nie kebaby i wegańskie burgery.

Ostateczna punktacja polskości.

By uprościć wyciąganie wniosków z tego testu i ostatecznie stwierdzić na ile Skoda Scala jest polska przygotowałem specjalny system punktacji przystosowania do użytku w naszym kraju. Obejmuje on 6 kategorii podzielonych na Nową i Starą Polskę. W każdej Skoda mogła zdobyć maksymalnie 3 punkty polskości.

Nowa Polska:

Autostrady: 2 pkt

Scala jest dobrze wyciszona, wystarczająco dynamiczna i stabilna, ale na autostradzie pali zbyt dużo paliwa, a tempomat nie radzi sobie z polskim stylem jazdy.

Wielkomiejski styl: 2 pkt

To ładne auto, ale straciło jeden punkt, bo nie ocieka tzw. prestiżem.

Przetrwanie w miejskiej dżungli: 2 pkt

Dobre audio, wygodna obsługa infotainmentu, łatwe manewrowanie, świetnie zestopniowana manualna skrzynia. Z drugiej strony silnik ma niską kulturę pracy, a Park Assist jest bezużyteczny.

Łącznie w kategorii Nowa Polska: 6/9 pkt

skoda scala tsi test

Stara Polska:

Praktyczność na targowisku: 3 pkt.

Duży jak na tę klasę auta bagażnik, dodatkowe siatki i zaczepy – nic tylko jeździć nią na targ po tuszę świniaka.

Drogi krajowe: 2,5 pkt

Pewna na zakrętach, dobrze wybiera nierówności, światła świetnie radzą sobie z ciemnością, moc silnika zupełnie wystarczy do wyprzedzania. Pół punktu odjąłem za bezsensowne profile jazdy, która co gorsza są dodatkową płatną opcją.

Kamuflaż na tle zdewastowanej kamienicy pokrytej bilbordami: 1 pkt.

Niestety, wraz z ładnym projektem nadwozia i wnętrza Scala nie pasuje już do budki z kurczakiem z rożna. To oczywiście problem Skody, nie budki.

Łącznie w kategorii Stara Polska: 6,5/9 pkt.

Suma: 12,5/18 pkt

skoda scala tsi test

Dobre auto, ale nie z tym silnikiem.

Jak widać, Scala pod żadnym względem, poza praktycznością, nie jest wybitna, ale też nigdzie specjalnie nie odstaje. Może poza tym, że słabo wygląda na tle zdewastowanych kamienic. Poza tym – jak na czeski samochód zdobyła uczciwą liczbę punktów polskości. Co ważniejsze – są one niemal równo rozłożone między Starą i Nową Polskę. Scala po prostu nadal podąża ścieżką poprzedników. Jest autem mądrze zbudowanym i dobrze jeżdżącym, ale nie porywającym. To taki przyjemny w obyciu wół roboczy.

Moje wątpliwości budzi głównie silnik. Wariant 1.0 TSI jest o kilka tysięcy tańszy od 1.5 TSI, ale zestawienie wyników spalania z tymi z testu red. Baryckiego nie napawa optymizmem. Wygląda to tak, jakby trzycylindrowa Scala była wolniejsza, a jednocześnie więcej paliła od czterocylindrowej kuzynki. Co za bezsens.

Co z tego, że dynamika nie jest zła, a spalanie jak na ten segment utrzymuje się w normie, jeśli większy silnik oba parametry ma lepsze. Przy różnicy w cenie wynoszącej tylko 6,5 tys. zł nie widzę żadnego powodu, by kupować bazową odmianę 1.0 TSI. Chyba że ktoś uprze się na najtańszą wersję wyposażenia Active, wtedy nie ma wyboru co do motorów.

skoda scala tsi test

Porozmawiajmy o pieniądzach.

Odstrasza mnie też trochę cena, w przypadku testowanej wersji znacznie przekraczająca 110 tys. zł. Oczywiście to egzemplarz mocno doposażony, ale w tej kategorii cenowej można już kupić auta kompaktowe lepszej klasy.

To trochę taka sytuacja, jak z eksportowymi, doposażonymi Polonezami. Niby istniały, ktoś je widział, ale nikt ich nie kupował, bo wyposażenie windowało cenę w kosmos. Tu będzie podobnie. Klienci idąc do salonu po auto, którego cena zaczyna się od 67 200 zł, raczej będą zamawiać wersje z minimum dodatkowego wyposażenia. Tylko taka Scala będzie mieć sens, a bez bajerów da się żyć.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać