Ciekawostki / Klasyki

Silnik z Nissana GT-R pod maską Datsuna 240Z – profanacja czy mistrzostwo świata?

Ciekawostki / Klasyki 18.03.2018 33 interakcje
Artur Maj
Artur Maj 18.03.2018

Silnik z Nissana GT-R pod maską Datsuna 240Z – profanacja czy mistrzostwo świata?

Artur Maj
Artur Maj18.03.2018
33 interakcje Dołącz do dyskusji

Datsun 240Z to dziś szanowany youngtimer, a Nissan GT-R – marzenie wielu fanów szybkiej jazdy. Jeden śmiałek z Australii połączył nadwozie pierwszego z sercem z tego drugiego. Oto GT-Z!

Jeśli masz pieniądze, to możesz kupić albo zbudować każde auto. Czy zdecydujesz się na zakup rzadkiego okazu, którym będzie można zadawać szyku w mieście, czy też postawisz na budowę własnego projektu – możliwości jest wiele, a w dobie internetu bez problemu znajdziesz sprawdzone przepisy na zbudowanie najlepszych aut do wybranej dziedziny sportów motorowych. Joel Dimmack z Australii postanowił zbudować sobie driftującą „Zetkę”.

Sam o sobie mówi, że nie jest fanem Datsunów, ale uwielbia modele z rodziny Z. Miał już na koncie romans z jedną 240-ką i stwierdził któregoś dnia, że mogłaby to być dobra baza do zbudowania driftowozu. Cały czas jednak nie dawało mu spokoju, że ktoś może zbudować lepsze auto niż on. Dlatego postanowił, że jego będzie tak odjechane, że w kategorii Driftujące 240Z nie będzie na niego mocnych.

themotorhood_240Z_GT-R_VR38_GTZ

Marzenia trzeba spełniać!

Najpierw przymierzał się do budowy driftowozu na bazie 280ZX, ale plan szybko się zawalił. Joel stwierdził, że w projekt zaangażowało się zbyt wielu ludzi, którzy właściwie nie mieli pojęcia jak to zrobić, on zresztą też nie grzeszył nadmiarem wiedzy. Po tej porażce zbudował Nissana Silvię S13, który posłużył mu przez 5 lat, ale z tyłu głowy wciąż miał niezrealizowane marzenie z Zetką.

Któregoś dnia postanowił je spełnić. Chłopaki z Motorhood.com twierdzą, że dziś znalezienie 240Z w Australii jest jak poszukiwanie Świętego Graala. A jak już znajdziesz takie auto, musisz użyć najwyższych umiejętności negocjacyjnych, by namówić właściciela na sprzedaż. Joel miał na oku kilka sztuk, ale żadna nie nadawała się do przebudowy – były w zbyt dobrym stanie, by pociąć je na driftowóz. A ci, którzy mieli Zety w stanie „nie sprzedam, będę robił” może daliby się namówić na sprzedaż, ale wymagali złożenia pisemnej deklaracji, że auto zostanie przywrócone do stanu fabrycznego, a nie zamienione w spalacza opon. Szczególnie, że w Australii nie wszyscy dostrzegają piękno w driftingu.

themotorhood_240Z_GT-R_VR38_GT-Z

GT-Z – podejście drugie

W końcu jednak Joel znalazł sensowną bazę i mógł zacząć realizować swój plan. Zamarzył sobie, że auto będzie gotowe przed startem World Time Attack Challenge 2017 – cyklu imprez w ramach których organizowana jest też seria Drift Challenge. Na realizację planu miał 12 miesięcy. Tym razem podszedł do tematu na poważnie – budowę zlecił specjalistom z Pace Innovations. Zanim pod maską zagościł VR38DETT minęło jednak sporo czasu.

Prace rozpoczęto od naprawy „nosiciela” – trzeba było się pozbyć rdzy i innych uszkodzeń nadwozia – potrwało to kilka miesięcy. W tym czasie Joel miał czas na dopracowanie z inżynierami Pace Innovations planu dalszej gry. Najwięcej uwagi poświęcili podwoziu i zawieszeniu – to trzeba zrobić raz a dobrze, bo potem trudno o poprawki. Początkowy plan zakładał, że w podwoziu 240Z siądzie fabryczny silnik z GT-Ra R35 ze zmodyfikowanym oprogramowaniem. W takim secie, z fabrycznymi turbosprężarkami na paliwie E85 na hamowni wyplułby ok. 600 KM. Do tego na początek skrzynia biegów  z 370Z, z planem na wymianę na mocniejszą w bliżej nieokreślonej przyszłości. Inżynierowie z Pace skrzywili się na ten pomysł i zapytali Joela wprost: „Chcesz budować to auto raz a dobrze, czy kilka razy?” Wybór był logiczny – raz a dobrze.

Od teraz na poważnie

W miejsce skrzyni z 370Z weszła przekładnia sekwencyjna ST6-I, zdolna do przeniesienia praktycznie każdej mocy i dowolnie wysokiego momentu obrotowego. To pozwoliło na wprowadzenie poprawek do planu na silnik – fabryczne turbo zastąpiła para Garrettów GTX3076R GEN II, każda zdolna do „dźwignięcia” mocy 750 KM. W swoich dotychczasowych przygodach w drifcie Joel nie raz przeklinał konkurentów ujeżdżających potwory z V-ósemkami, w których pokłady momentu obrotowego nie kończyły się praktycznie nigdy. Teraz w końcu miał szansę stawić im czoła.

Jak sam przyznaje, uwielbia nissanowe RB25 NEO, nie pogardziłby też porządnym, wysokoobrotowym V8, ale to VR38 daje mu największe szanse na wyciśnięcie absurdalnie wysokiego momentu obrotowego. Do tego pomysł wstawienia silnika z najlepszego, współczesnego, sportowego modelu Nissana w trzewia najlepszego sportowego modelu marki sprzed lat wydał mu się diabelnie dobry!

 

Najnowszy silnik, najstarsza „buda”

Plan był ambitny: VR38DETT, dwie turbiny Garrett GTX3076R GEN II, a do tego 240Z z numerem VIN z końcówką 1212 – jednym najstarszych, jakie zeszły z taśmy produkcyjnej Datsuna. Wymienimy jeszcze klatkę bezpieczeństwa, szperę Nismo LSD i zawieszenia zaprojektowane dla Nissana Silvii S15 – ten model jest mega popularną bazą do budowy driftowozów, więc tunerzy przygotowali morze elementów pozwalających na zbudowanie potwora metodą plug&play. Nie obyło się też oczywiście bez porządnego zestawu hamulców, które będą w stanie zatrzymać tego potwora.

themotorhood_240Z_GT-R_VR38_GT-Z

Zgodnie z planem auto było gotowe na WTAC2017. W pierwszych zawodach pojawił się problem z pompą paliwa, więc tunerzy ustawili limit obrotów silnika na 6000 i ograniczyli otwarcie przepustnicy do 75% . Ale i tak GT-Z smażył laka nawet na piątym biegu. Potem było już tylko lepiej.

Oryginalna historia: themotorhood.com

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać