Historia

Historio, odpowiedz: ile drzwi powinien mieć shooting brake?

Historia 14.03.2020 141 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 14.03.2020

Historio, odpowiedz: ile drzwi powinien mieć shooting brake?

Piotr Barycki
Piotr Barycki14.03.2020
141 interakcji Dołącz do dyskusji

Ile drzwi powinien mieć samochód z nadwoziem shooting brake? Skoro i tak trzeba siedzieć w domu, uznałem że to idealny czas na znalezienie ostatecznej odpowiedzi.

Zerknijmy najpierw do słownika

Większość źródeł wskazuje na brytyjskie pochodzenie określenia shooting brake, więc zacznijmy od sprawdzenia definicji tej nazwy w popularnym słowniku Merriam-Webster. Oto co znajdziemy pod hasłem shooting brake:

Ok, dzięki słowniku, nie byłeś zbyt pomocny. Z drugiej strony, skoro nawet słownik wskazuje, że to to samo, co Station Wagon, czyli po prostu kombi, to coś musi być na rzeczy.

Żeby jednak nie było, że twórcy słownika Merriam-Webster to motoryzacyjni ignoranci, a na dodatek lenie, sprawdźmy inne określenie dla dostępnych wersji nadwoziowych:

Czyli jednak ogarniają, o co chodzi. Bazując więc na danych z brytyjskiego słownika, shooting brake to po prostu nasze swojskie kombi. Mało satysfakcjonująca odpowiedź, ale zawsze jakaś. I to ze źródłami w literaturze.

Ciekawostka: słownik Merriam-Webster podaje, że po raz pierwszy określenie Station Wagon zastosowano w 1929 r. Niektóre źródła podają jednak, że mogło mieć to miejsce kilka lat wcześniej.

Ok, pozostaje sięgnąć do historii. Najpierw tej konnej.

W tym miejscu nie będzie większych zaskoczeń. Podobnie jak w przypadku większości współczesnych rodzajów nadwozi, również i shooting brake znajduje swoje źródło jeszcze w czasach konnych powozów.

Czyli już na start mamy jeden pewnik – shooting brake w przeszłości był powozem.

Pierwsza część nazwy też jest dość oczywista. Shooting nawiązywało do polowań – podstawowego przeznaczenia tego rodzaju środka transportu. Nie stawiało to jednak – a przynajmniej nie udało mi się znaleźć żadnych potwierdzających to źródeł – żadnych konkretnych warunków przed powozem. Miał po prostu zmieścić określoną liczbę osób, które chciały się udać na polowanie, a do tego nie mogło zabraknąć miejsca na ich sprzęt myśliwski.

Czyli, w uproszczeniu, shooting brake miał być nieco bardziej praktyczną wersją standardowego, osobowego powozu, rozbudowaną o cechy bagażówek.

Co natomiast z drugim członem nazwy, czyli brake? To określenie stosowane było w odniesieniu do dużych i/lub ciężkich powozów, do których zaprzęgało się młodego, narowistego konia. Spora masa do pociągnięcia miała ułatwić proces układania konia.

Podsumujmy więc w skrócie, co już wiemy:

  • powozy typu shooting brake służyły do polowań – z tego można wyciągnąć wniosek, że były raczej zabawką dla bogatych. W końcu to bogaci polują, plebs najwyżej kłusuje;
  • nie miały jednej konkretnej formy, poza tym, że miały mieć miejsce na myśliwych, ich bagaż i tak dalej.

Brake, break czy brek?

Wszystkie te określenia są prawidłowe, ale… nie można ich mieszać. Przykładowo zapis shooting break jest błędny, bo mieszamy dwa języki ze sobą.

Prawidłowy zapis wygląda następująco:

  • shooting brake – dla języka angielskiego;
  • break de chasse – dla języka francuskiego;
  • brek myśliwski – dla języka polskiego.

Przy czym brek myśliwski można zobaczyć chociażby na ostatnim zdjęciu w tym artykule. Można też podziwiać grafikę przedstawiającą brek myśliwski na znaczkach pocztowych z lat 60. poprzedniego stulecia. Jeśli ktoś przy tym odnosi wrażenie, że te pojazdy na zdjęciach i grafikach znacząco różnią się od siebie, to… będzie miał rację. Najwyraźniej i wtedy panowała spora dowolność w tym, co było określane mianem shooting brake’a.

A jak to się stało, że zaczęto tak nazywać samochody?

To proste – początkowo auta określane tym mianem, wypierające konne powozy, służyły do dokładnie tego samego i miały spełniać te same kryteria. Większa i praktyczna przestrzeń bagażowa, a do tego miejsce dla odpowiedniej liczby pasażerów.

W latach 30. poprzedniego stulecia w większości takie pojazdy były budowane na zamówienie i miały większą część nadwozia wykonaną z drewna. Przykładowo tutaj mamy do czynienia z Rolls-Roycem z 1931 r., który jak najbardziej był w swoich czasach shooting brakiem.

Historia tego egzemplarza jest przy tym o tyle ciekawa, że początkowo nie był to shooting brake. Dopiero drugi właściciel zarządził przeróbkę, która sprawiła, że egzemplarz ten świetnie nadawał się jako pomoc podczas polowań. I do tego był zresztą podobno regularnie wykorzystywany.

Ach, no i jeszcze najważniejsze – liczba drzwi: 4. Co zresztą nie było jakąś specjalną rzadkością w tamtym okresie. Tutaj na przykład znajdziemy 4-drzwiowego Bentleya Shooting Brake (ok, bazującego na RR, ale jednak), również w zabudowie częściowo drewnianej.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie auta określane jako shooting brake były w tamtych latach aż tak praktyczne, żeby oferować dwie pary drzwi. Właściciel tego Rolls-Royce’a najwyraźniej wolał pojedynczą parę drzwi, w związku z czym od producenta nadwozia wybrał taką a nie inną karoserię:

Podsumujmy więc międzywojenne cechy nadwozia (i samochodów) typu shooting brake:

  • nadal były stosowane głównie do polowań, choć nie tylko – przykładowo pierwszy R-R z tej krótkiej listy był przez właściciela wykorzystywany również jako pojazd użytkowy i uniwersalny środek transportu;
  • podstawowa cecha: funkcjonalność i zwiększona przestrzeń bagażowa plus ewentualne dodatki ułatwiające organizację bagażu;
  • w dalszym ciągu był to produkt dla zamożnych, chociaż w tamtych latach samochody w ogóle były raczej produktem luksusowym
  • liczba drzwi zależała od preferencji kupującego.

Z czasem nazwa ta zaczęła zanikać.

Ale nie dlatego, że wszyscy przerzucili się już wtedy na SUV-y i crossovery. Wraz z popularyzacją transportu samochodowego znaleziono bowiem nowe zastosowanie dla tak praktycznej wersji nadwoziowej. Auta, które dziś nazwalibyśmy w Polsce po prostu kombi, zaczęły głównie wozić pasażerów i ich bagaże z i do stacji pociągów. Stąd brytyjskie określenie Station Wagon albo amerykańskie Depot Hack.

Niewiele przy tym zmieniło się w ogólnej idei całego pojazdu – miał być bardziej praktyczny od standardowego samochodu, zarówno jeśli chodzi o liczbę przewożonych pasażerów, jak i ilość przewożonego bagażu. Jeśli szukać cech, które mogłyby wskazywać na bardziej plebejski charakter tego typu nadwozia, to można wskazać częsty brak poważniejszej zabudowy części pasażerskiej lub bagażowej. Przykładowo tutaj pochodzący z 1931 r. depot hack zbudowany w oparciu o Forda Model A:

Jeśli przyjrzymy się zdjęciom, zobaczymy, że cała przestrzeń na towar, paczki czy inne walizki, nie ma żadnych dodatkowych osłon, może poza dachem. Mamy też tylko jedną parę drzwi, ale przy takim przeznaczeniu dodatkowa nie jest potrzeba. Jak ktoś potrzebował więcej niż jednej pary drzwi, bo woził pasażerów, to brał inne nadwozie.

I tak, w dużym uproszczeniu, station wagony wyparły shooting brake’a. Ale nie na długo. Jednocześnie można – jako ciekawostkę – dodać, że część nazwy shooting brake przetrwała te wszystkie wichry dziejów i we Francji niezmiennie break oznacza po prostu odmianę kombi. Od lat nie stosuje się wprawdzie tego określenia bezpośrednio w nazwie modelu (jak np. Citroen Ami 6 Break), ale jako określenie typu samochodu jest ciągle w użyciu.

Powrót do nazwy shooting brake rozpoczął się w latach 50. i 60. XX w.

I modele produkowane w tym okresie miały zresztą wiele wspólnego z pierwowzorami – zarówno motoryzacyjnymi, jak i tymi powozowymi. Nie służyły już wprawdzie głównie do polowań, ale dalej były konstruowane przeważnie na zamówienie, były w większości piekielnie drogie, a ich podstawową zaletą – poza wspomnianymi już dwiema – była dodatkowa przestrzeń bagażowa.

Powojenne nadwozia shooting brake z czasem zaczęły jednak ewoluować w to, co kojarzymy dziś z tą nazwą – w drzudrzwiowe kombi, które zwraca na siebie uwagę na drodze. Jak przykładowo pochodzący z 1954 r. studyjny model Chevroleta Nomad, który zresztą niedługo później trafił do produkcji.

By Michael Hicks – https://www.flickr.com/photos/mulad/423270298/, CC BY 2.0, Link

Zresztą większość samochodów, które dziś uznaje się za shooting brake, miały właśnie takie nadwozie. Nie będę ich tutaj wymieniał, bo każdy pewnie poda z 10 sensownych przykładów, ale…

… nie oznacza to, że po wojnie nie powstawały nadwozia shooting brake, w których pasażer mógł wybierać, którą parą drzwi wsiądzie do samochodu. Przykładowo w latach 60., za sprawą firmy Wendler, powstał Bentley S2 Shooting Brake. Nie spotkałem się z żadną publikacją, która kwestionowałaby jego shootingbrake’owość. 

Podobnie nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ktoś podważał przynależność do tego gatunku Astona Martina Lagodny Shooting Brake. Aczkolwiek w przypadku tego modelu, wykonywanego oczywiście na specjalne zamówienie, właściciel zażyczył sobie, żeby auto było oznaczone jako Vacances, a nie Shooting Brake, ale i tak określenie shooting brake przylgnęło do niego na stałe.

Podobnie miała się sytuacja już z całkiem współczesnym, również wykonanym na zamówienie, Astonem Martinem Rapide Bertone Jet 2+2. Nie ma wprawdzie w nazwie shooting brake, ale rzadko w której publikacji opisywany jest inaczej.

By Andrew Bone from Weymouth, England – Aston Martin Bertone Jet 2+2 Shooting Brake (2014), CC BY 2.0, Link

I nie widziałem, żeby komukolwiek to przeszkadzało. Co prowadzi nas do dość przewrotnego pytania:

Czy Volkswagen Scirocco jest shooting brake czy nie?

Właściwie to pytanie można rozbić na dwa – jedno dotyczące starszego modelu i jedno dotyczące nowszego. Zacznijmy od tego nowszego:

Idę o zakład, że mało kto z własnej woli napisze, że to jest shooting brake. Ot, trochę fikuśniej narysowany trzydrzwiowy hatchback, oparty zresztą na modelu segmentu popularnego. Nic wielkiego, żaden shooting brake (chociaż…). Ale spójrzmy na niego trochę z boku:

Cechy charakterystyczne? Stosunkowo długa maska jak na samochód kompaktowy, jedna para drzwi, prawie niewidoczny słupek B, szyba boczna ciągnąca się hen daleko do tyłu.

Tak, domyślam się, że za porównanie Volkswagena do Ferrari zostaje się wyklętym i skazanym na wieczne dolewanie oleju do TSI, ale – pomijając oczywiste różnice w pięknie sylwetki – dokładnie te same cechy charakteryzują Ferrari FF. Ferrari FF, co do którego nikt nie ma wątpliwości, że jest uczciwym shooting brake. 

A teraz spróbujcie pójść na jakąś imprezę, gdzie znajdą się fani motoryzacji i powiedzcie, że Scirocco to shooting brake.

Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa ze starszą generacją Scirocco, a dokładniej jej przeróbkową odmianą Sciwago:

Co ciekawe, w tym przypadku nawet Volkswagen nie ma problemu z tym, żeby określić ją mianem station wagon. Natomiast jeśli chodzi o internetowe publikacje i komentarze, to takiego zachowawczego podejścia już nie ma – regularnie pada określenie shooting brake.

To z kolei wprowadza masę zamieszania.

Głównie dlatego, że trudno na bazie tych wszystkich przykładów odnaleźć jedną słuszną definicję tego, czym faktycznie jest shooting brake. Z jednej strony mogłoby się wydawać, że współczesny shooting brake powinien mieć jedną parę drzwi i najlepiej bazować na dwudrzwiowym coupe. Przeczą temu jednak niektóre modele, które uważane są za shooting brake, ale mają dwie pary drzwi.

Z drugiej strony momentami można odnieść wrażenie, że – tak jak to było historycznie – shooting brake pasuje do wszystkiego, co jest choć trochę bardziej praktyczną odmianą czegoś luksusowego. Im bardziej ekstremalnie luksusowe, tym łatwiej przykleić mu taką egzotyczną i wyszukaną metkę. Jeśli przerabiasz Bentleya albo Astona, możesz go nazwać jak chcesz. Ale ponownie – z jakiegoś powodu Sciwago jest przez niektórych uznawane za shooting brake, a jednak z ekstremalnym luksusem ma wspólnego bardzo niewiele.

Do tego dochodzi jeszcze fakt rozmemłania nazewnictwa praktycznych wersji nadwoziowych. Możemy sobie na wszystko z dwoma parami drzwi i praktycznym bagażnikiem mówić kombi, ale według producentów to wcale nie jest kombi. Jedni mają Sport Wagona (np. Alfa, a przynajmniej miała). Inni mają Sportbrake’a (Jaguar). Jeszcze dorzućmy do tego fakt, że niektórzy robili samochody, które spełniały uczciwe kryteria shooting brake’ów, ale nie nazywali ich w ten sposób.

Czy więc shooting brake powinien mieć tylko jedną parę drzwi?

Patrząc na modele trafiające na rynek w latach 60. zeszłego stulecia i później – możliwe, dzięki temu mielibyśmy trochę większy porządek. Historycznie jednak dwudrzwiowe nadwozia nie są jednak umocowane historycznie w tej kategorii w żaden sposób – ani jeśli chodzi o powozowe pierwowzory, ani jeśli chodzi o modele międzywojenne, a i po wojnie zdarzały się powszechnie szanowane modele shooting brake, którym nikt nie liczył drzwi.

Nie wspominając już nawet o tym, że historycznie prawie żadnego zastosowania nie ma już w ogóle cała nazwa tej kategorii. Jeśli mielibyśmy coś do niej dzisiaj przypisać, to pasowałby tutaj… Bentley Bentayga Field Sports, a nie jakieś kapciowate BMW Z3 Coupe.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać