Felietony

Udało się stłumić hiszpański temperament. Seat Tarraco będzie po prostu duży, praktyczny i wygodny

Felietony 10.09.2018 23 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 10.09.2018

Udało się stłumić hiszpański temperament. Seat Tarraco będzie po prostu duży, praktyczny i wygodny

Piotr Barycki
Piotr Barycki10.09.2018
23 interakcje Dołącz do dyskusji

„Niemiecka precyzja, hiszpański temperament” – tak jeszcze niedawno reklamowano samochody Seata i coś w tym naprawdę było. A teraz? Teraz, patrząc na takie modele jak Seat Tarraco, chyba już nikt nie wie do końca, o co chodzi.

Z czym przez lata kojarzył się Seat? Może nie z czysto sportowymi samochodami, ale z czymś chociaż odrobinę bardziej dynamicznym. W ofercie grupy VAG był zdecydowanie bardziej usportowiony niż biznesowy Volkswagen i rozsądna cenowo Skoda. Nie było wprawdzie przyzwolenia na podgryzanie mocniejszych modeli Audi, ale jeśli ktoś w grupie miał dostać np. usportowionego minivana, to był to właśnie Seat.

Miało to jakiś sens i Seat miał jakiś sens. Bo… był jakiś. A to w dobie samochodów, które zaczynają się coraz częściej różnić od siebie tylko znaczkami i historią, jaką przy sprzedaży opowiada nam dealer, jest dość istotne.

„Komfort, bezpieczeństwo i przestronność”. I zyskowność.

Proste pytanie: z prasówki dotyczącej jakiej marki należącej do VAG pochodzi fragment zacytowany powyżej? Jaka marka uznaje te cechy za najważniejsze przy premierze swojego nowego, istotnego modelu?

Odpowiedź brzmi: Seat.

Pytanie numer dwa brzmi: ale o co chodzi?

Jak można przez lata próbować przekonać klientów, że cokolwiek co wybiorą w salonie Seata będzie pełne emocji, a potem nagle w pierwszych słowach (a nawet punktach) chwalić nowy model za to, że jest wygodny, przestronny i bezpieczny?

Wczytajmy się zresztą dalej w prasówkę. Jaki jest Tarraco, nadchodzący model hiszpańskiej marki? Po kolei: bezpieczny, duży, przestronny i… terenowy. Niemal całą prasówkę przepełniają zdjęcia zakamuflowanego Tarraco pędzącego po bezdrożach w różnych konfiguracjach. Na drodze możemy go podziwiać tylko na jednej fotografii. Ok, może na dwóch, jeśli liczyć zdjęcie kompletnie statyczne.

Ale zaraz, w prasówce jest jeszcze film – może on uratuje sytuację. Włączamy, dynamiczna muzyka zapowiada coś ciekawego, po czym inżynier Seata pierwsze co mówi, to to, że Tarraco daje przede wszystkim wrażenie jazdy „ogromnym, dużym samochodem”.

Dokładnie to, czego klienci oczekują po marce tak bardzo sportowej, że trzeba było z niej wydzielić osobną markę, bo sport aż wylewał się z salonów przy każdym otwarciu drzwi.

Ale skoro można z tych samych klocków zrobić kolejny model, który poszerzy portfolio marki należącej do dużej grupy, która walczy o tytuł największego producenta samochodów – to czemu nie.

Tak, Tarraco pewnie sprzeda się dobrze.

W końcu rynek póki co chłonie wszelkiej maści SUV-y jak szalony. W tym i te duże, 7-osobowe, z napędem na obie osie. Do tego Seat w ostatnich latach odżył i sprzedaje się rekordowo dobrze. A są tacy, którym ze Skodą i Volkswagenem nie po drodze, a Seat im w niczym nie wadzi. I jest profit. Dla producenta, oczywiście.

Co jednak nie zmienia faktu, że Tarraco w gamie hiszpańskiej marki pojawia się chyba głównie dlatego, że a) każdy powinien mieć SUV-a i b) przerobienie któregoś z pozostałych 7-osobowych SUV-ów VAG było po prostu tanie.

Szukałem w prasówkach Seata informacji o tym, dlaczego w ogóle zdecydowano się na ten model, jak pasuje on do reszty marki i jej sportowych tradycji. Odpowiedzi nie znalazłem. Ten model jest tam, bo musi.

Czy ktoś sam z siebie pójdzie do salonu Seata szukać dużego, wygodnego, praktycznego i przestronnego SUV-a, który poradzi sobie w lekkim terenie? Mało prawdopodobne.

Czy Tarraco może być lepszy np. od Tiguana Allspace? Mało prawdopodobne.

Czy Tarraco może być praktyczniejszy od Kodiaqa? Niezbyt by to wpisywało się w strategię.

Czy Tarraco może być najbardziej sportowym dużym SUV-em w grupie VAG (pomijając oczywiście Porsche i podobne)? Niespecjalnie, bo taką rolę pewnie pełnić będzie przynajmniej przez jakiś czas Kodiaq RS. Co też, swoją drogą, nie ma jakiegoś większego sensu marketingowego.

Tak, dotarliśmy do momentu, kiedy to Skoda robi bardziej sportowe samochody niż Seat (bo Cupra to w końcu osobna marka) i jedyne, co pozostaje Seatowi w przypadku Tarraco, to walka cenowa. Może np. nie być tak dobry, jak Allspace, ale za to tańszy od niego. Może nie być tak usportowiony jak Kodiaq RS, ale za to będzie od niego tańszy.

W sumie, patrząc na cenniki, tak jest już teraz. Leon? Tańsza Octavia. Ateca? Tańszy Karoq. Toledo? Tańszy Rapid. Czyli zamiast bardziej sportowego Volkswagena mamy tutaj… tańszą Skodę.

Tańszą Skodę, którą może być coraz trudniej kupić sercem, bo nie kojarzy się w zasadzie z niczym, szczególnie jeśli jej nowe modele promuje się jako „komfortowe, bezpieczne i duże”. Są ludzie (i to całkiem sporo), którzy kupują nowe auto dla marki, nawet jeśli jej ideały są już dawno pogrzebane albo nieobecne w danym modelu. BMW? Wiadomo, sport, nawet jeśli w ofercie są przednionapędowe trzycylindrowce. Alfa Romeo? Oczywiście emocje i włoskie piękno, nawet jeśli nowe modele już tak nie błyszczą. Mercedes? Luksus i komfort, nawet jeśli miałaby to być wykończona plastikiem i materiałem bazowa Klasa A. Audi? Przewaga dzięki technice, nawet jeśli nowe A1 w standardzie nie ma nawet radia (przynajmniej na niektórych rynkach). Nawet Skoda z czymś się kojarzy i jak ktoś szuka rodzinnego, praktycznego auta w sensownej cenie, to w pierwszej kolejności idzie właśnie tam. Nawet jeśli okazyjne ceny Skody są już przeszłością.

A Seat? Nie wiadomo. Na Cuprę można się jeszcze rzucić z miłości. Ale reszta zmierza trochę w kierunku DS – marki bardzo wyjątkowej według producenta, ale jednocześnie takiej, którą wyjątkowo trudno jest klientom wytłumaczyć, a im samym – pojąć ją.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie