Wiadomości

Nie martw się już o utratę wartości. Twój używany samochód prawdopodobnie podrożał (i to sporo)

Wiadomości 26.10.2021 96 interakcji

Nie martw się już o utratę wartości. Twój używany samochód prawdopodobnie podrożał (i to sporo)

Piotr Barycki
Piotr Barycki26.10.2021
96 interakcji Dołącz do dyskusji

Szczególnie jeśli zdecydowałeś się na nieco już zwietrzałe premium najwyższego segmentu albo jesteś amerykańskim farmerem na uchodźstwie w Polsce i na co dzień poruszasz się pickupem.

W ciągu roku (a dokładniej między lipcem 2020 a czerwcem 2021) auta z tego pierwszego segmentu (F) podrożały nawet o ponad 21 proc., natomiast w przypadku pick upów mowa o nawet 36 proc.

Ale po kolei.

Samochody używane – ceny lecą w kosmos. Szczególnie starszych egzemplarzy.

I nie są to już luźne obserwacje, a dane przeanalizowane przez Otomoto. Zgodnie z nimi właściwie w każdym segmencie w ciągu ostatniego roku mogliśmy zaobserwować wzrosty cen – przy czym im auta były starsze, tym procentowy wzrost był wyraźniejszy.

W rezultacie chociażby ceny samochodów segmentu A wzrosły o od niecałych 5 proc. do niecałych 9 proc. i te wyższe wzrosty były domeną właśnie aut starszych, czyli tych w wieku powyżej 10 lat. W sumie trudno się dziwić – to segment, w którym cena jest absolutnie kluczowa, bo to ma być auto do przejeżdżania z punktu A do B na krótkich dystansach i ma być po prostu tanio. A że ten segment wymiera, jeśli chodzi o samochody nowe, to pewnie tutaj tanio już było.

Segment B? Podobna sytuacja – wzrost od 2,6 do 6,1 proc. i drożeją najstarsze samochody. Segment C – od 1,2 do 1,8 proc. podwyżki w przypadku aut najmłodszych i niemal 10 proc. w przypadku samochodów powyżej 10 lat. Niemal identycznie jest w uniwersalno-rodzinnym segmencie D – wzrost ceny względnie nowych jest mikroskopijny (od 4 do 9 lat, wzrost do 0,9 proc.), natomiast egzemplarze powyżej 10 lat drożeją już o… ponad 11 proc. W sumie więc na razie nie ma zaskoczeń – najbardziej drożeją te samochody, które są w zasięgu największej liczby klientów.

Trochę dziwniej robi się natomiast w segmencie E

Przynajmniej jeśli chodzi o auta względnie nowe. Te w wieku od 4 do 6 lat… potaniały w skali roku o 2 proc. Może kryzys dał się we znaki, może klienci na takie modele wolą jednak coś nowego z leasingu albo najmu. Swoich preferencji nie zmieniają jednak fani starszych aut z tego segmentu – w tym przypadku zanotowano wzrost ceny o 12,6 proc. Używane A6 C6 pewnie stoją na komisowych placach po 5 minut, o ile nie zostaną sprzedane wcześniej – nic dziwnego, że ceny lecą w górę.

Prawie tak samo jest też w segmencie F. Prawie, bo tutaj nowsze egzemplarze nie traciły na wartości, ale zyskiwały od 2,4 do 4,7 proc. Natomiast jeśli chodzi o starsze modele, to tutaj wzrost cen był już imponujący i wynosił nawet 21 proc.

Rekordzistami pozostają pick upy – szczególnie względnie nowe – których cena podskoczyła o 36 proc. Ale to akurat ciekawostka w ujęciu całego rynku.

Czyli co, nie opłaca się kupować nowego auta, skoro więcej zyskują używane?

Niekoniecznie. Owszem, procentowo najwięcej zyskały auta używane, ale nowe też mają obecnie mocną kartę przetargową – wyraźnie spowolnioną utratę wartości. Według danych Otomoto przeciętna utrata wartości dla samochodów poniżej 3 lat wyniosła w ostatnim roku od 3 do 7 proc. Trudno więc dziś wybronić argument, że samo wyjechanie z salonu oznacza utratę fortuny.

Mało tego – w przypadku aut z segmentu F (poniżej 3 lat), nie tyle zanotowano mniejszy spadek wartości, co wręcz… wzrost wartości. Tak, takie A8 wystawione na sprzedaż rok temu byłoby dziś średnio warte o 2,8 proc. więcej niż wtedy.

No i fajnie. Tylko nie do końca.

Mam mniej więcej zerową dawkę współczucia dla kogoś, kto musi teraz zapłacić o 20 proc. więcej za jakieś 10-letnie A6 czy inną serię 7 – za fanaberie i zachcianki się płaci i tyle. Trochę bardziej niepokoi natomiast wzrost cen w najniższych segmentach i przy najtańszych autach, bo może to oznaczać, że za jakiś czas nawet takie małe wozidła przestaną być w zasięgu finansowym osób, którym państwo nie jest w stanie zaoferować innej formy transportu.

I tak – na razie te wzrosty są kwotowo względnie małe, szczególnie biorąc pod uwagę przeważnie niezbyt wysokie ceny startowe. Ale jeśli ktoś zakłada, że to koniec wzrostów cen, to chyba przemawia przez niego zbytni optymizm.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać