Wiadomości

Auta elektryczne mają zbyt mały zasięg? Spokojnie, będą miały jeszcze mniejszy

Wiadomości 16.02.2021 141 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 16.02.2021

Auta elektryczne mają zbyt mały zasięg? Spokojnie, będą miały jeszcze mniejszy

Piotr Barycki
Piotr Barycki16.02.2021
141 interakcji Dołącz do dyskusji

Tak, dobrze przeczytaliście, w tym tytule nie ma błędu.

Przynajmniej do momentu, kiedy tym tytułem próbuje się streścić wypowiedź CEO Audi, według którego montowanie coraz to większych akumulatorów w samochodach elektrycznych nie jest docelowym rozwiązaniem problemu z zasięgiem, a jedynie tymczasowym trendem. Aktualny wyścig na zasięg i pojemność akumulatorów ma być jedynie próbą upodobnienia aut na prąd do aut spalinowych, jeśli chodzi o uzupełnianie energii. Czyli jedziemy na stację/ładowarkę, a potem jeździmy i jeździmy, po czym dopiero po jakimś czasie znów wracamy na stację/ładowarkę.

Dlaczego więc akumulatory miałyby się zmniejszać? Bo wraz z rozbudową infrastruktury do ładowania i wzrostem liczby odpowiednich punktów, miałby się też zmienić model uzupełniania energii. Czytaj: moglibyśmy ładować gdziekolwiek nam się spodoba (w przybliżeniu), więc w sumie po co nam wielki akumulator, dodatkowo obciążający samochód.

Czytaj: radź sobie sam.

Czyli w skrócie: w ramach tej wizji dostaniemy auto z mniejszym zasięgiem, ale w zamian za to będziemy mogli je sobie naładować w większej liczbie lokalizacji. Kupiłeś auto? Kupiłeś. Masz ładowarki? Masz. To sobie ładuj. Chcesz przejechać 500 albo 1000 km? Zatrzymuj się i ładuj, co to dla ciebie za wysiłek.

Producent z kolei na pewno się ucieszy, bo akumulatory są drogie, trudno je teraz kupić w odpowiednich ilościach, więc mniejsza liczba ogniw będzie oznaczać więcej zielonych komórek w Excelu. Co? Nie, dlaczego dla klienta takie auto miałoby być tańsze?

Doskonały biznes, poproszę dwa. Pakować nie trzeba, w końcu teraz to jest już mój problem, co z tym trzeba zrobić.

Gdzieś jest w tym jakaś logika.

Ale głównie pokazująca, że jako absolutna alternatywa dla samochodów spalinowych (przynajmniej w części) coś się tutaj auta elektryczne nie spinają. Owszem, w tej chwili największym problemem aut elektryczny jest rozmiar, masa i koszt akumulatora, a także bezpośrednio wynikający z tego zasięg, czas ładowania oraz liczba ładowarek. Mniejszy akumulator rozwiąże problem z ceną (ok, dla producenta), masą i rozmiarem. Będzie się też szybciej ładował do pełna.

Tylko nic z tego rozwiązania nie wyniknie na dobrą sprawę. Zamiast dużego, ciężkiego auta, które długo się ładuje i ma jako taki zasięg, dostaniemy mniejsze, lżejsze auto, które krótko się ładuje i ma mały zasięg. Czasem pewnie tak mały, że nawet w warunkach miejskich zimą mogą być z tym problemy.

No ale to już nie będzie problem producenta. Przecież użytkownik zawsze może sobie takie auto naładować. A że ładowanie nie będzie trwało raczej kilku minut i trzeba będzie – przy wzroście liczby elektrycznych samochodów – wyburzyć ćwierć miasta, żeby stworzyć dla nich odpowiednią liczbę miejsc parkingowo-ładowarkowych? To też nie jest problem producenta. Zyski trzeba prywatyzować, a koszty uspołeczniać!

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać