Wiadomości

Bez zamówień flotowych nie ma po co sprzedawać samochodów elektrycznych w Polsce. Klientów indywidualnych brak

Wiadomości 25.04.2019 88 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 25.04.2019

Bez zamówień flotowych nie ma po co sprzedawać samochodów elektrycznych w Polsce. Klientów indywidualnych brak

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz25.04.2019
88 interakcji Dołącz do dyskusji

W pierwszym kwartale 2019 r. zarejestrowano w Polsce o 159,1 proc. więcej samochodów elektrycznych niż rok wcześniej. Wygląda to na dynamiczny wzrost, ale zawdzięczamy go wyłącznie zakupom flotowym.

Popyt na samochody elektryczne wśród klientów indywidualnych praktycznie nie istnieje. Samar opublikował wyniki sprzedaży samochodów elektrycznych w Polsce za pierwszy kwartał tego roku. Mimo że ich udział w rynku wzrósł z 0,12 proc. do 0,29 proc., to zainteresowanie jest wciąż znikome. Od początku roku zarejestrowano 412 takich samochodów, ale tylko 8 z nich kupili klienci indywidualni. 98,06 proc., czyli 404 egzemplarze, trafiło do klientów instytucjonalnych.

Jak słusznie zauważa Samar, klientami indywidualnymi mogą być też osoby prowadzące działalność gospodarczą i wspólnicy w spółkach cywilnych. Więc te 8 sztuk również może okazać się zakupem na potrzeby firmowe. Może być tak, że w tym roku nikt nie kupił sobie nowego samochodu elektrycznego prywatnie.

Samochody elektryczne w carsharingu.

Nie trzeba zaspakajać potrzeb klientów indywidualnych, żeby handlować samochodami elektrycznymi. Można je wynajmować. Cały wynik elektryków z pierwszego kwartału jest niższy niż docelowa wielkość floty carsharingu innogy go! Niedawny debiut innogy na rynku wynajmu samochodów na minuty ma sprowadzić na warszawskie ulice 500 sztuk elektrycznego BMW i3.

Jak widać, jeszcze nie wszystkie z planowanych samochodów są w ruchu. Trudno jest wynająć BMW i3, najprawdopodobniej usługę świadczy dopiero połowa zapowiedzianej floty. W tym roku zarejestrowano 248 sztuk, a w roku poprzednim – 34.

W czołówce rankingu są obecne również inne marki – Nissan i Renault. Zaskoczenia nie ma, bo to czołówka europejskiej sprzedaży i ponownie, są to samochody oferowane w formie carsharingu.

Za wynik sprzedaży Renault Zoe odpowiada wrocławska firma Vozilla, do której sprzedano 40 sztuk tego modelu, czyli tylko o 3 sztuki mniej, niż zarejestrowano Zoe w tym roku. Wcześniej Vozzilla odpowiadała za popyt na Nissana Leaf, również oferując go w liczbie 190 sztuk w swojej flocie.

Elektrycznego Smarta zarejestrowano w tym roku aż 3 sztuki. Tylko firma Panek, kupując 10 egzemplarzy tego modelu do swojego carsharingu w zeszłym roku, przebiła ten wynik ponad trzykrotnie. Każda decyzja o minimalnym nawet zakupie Smarta może wywindować wynik jego sprzedaży. By dogonić Teslę, trzeba sprzedać aż 7 sztuk Smarta. Ta szalona pogoń może się nie udać.

W Polsce zarejestrowano 10 egzemplarzy Tesli i wyraźnie wygrywa ona z Audi e-tron – aż o 4 sztuki. E-tron 55 quattro dopiero zadebiutowało w Polsce i za jego wynik w całości mogą odpowiadać egzemplarze zarejestrowane przez importera i dealerów jako samochody demonstracyjne.

Chciałoby się powiedzieć, że aż w głowie się kręci od tych liczb. Ale się nie powie, bo rynek wcale nie jest dynamiczny. Wyraźnie zaistnieć mogą na nim tylko samochody, które opłaca się kupić w ramach dużych zamówień.

Polski licznik elektromobilności.

Nad tym prowadzonym w żółwim tempie wyścigiem, w tym roku praktycznie w całości kreowanym przez zamówienia ze strony firm oferujących carsharing, czuwa uruchomiony ostatnio polski licznik elektromobilności. Licznik prowadzony przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych i Polski Związek Motoryzacyjny ma przynosić informacje wszystkim zainteresowanym rozwojem rynku samochodów elektrycznych.

W chwili uruchomienia pokazywał 4987 zarejestrowanych w Polsce pojazdów elektrycznych. Pojazdów, nie samochodów i nie tylko samochodów w pełni elektrycznych, ale też hybryd typu plug-in, czyli takich, które oprócz elektrycznego silnika dysponują również silnikiem spalinowym.

W pełni elektrycznych samochodów jest tylko 3163 sztuki. To o 282 egzemplarze mniej, niż zarejestrowano elektrycznych skuterów i motocykli. Większość z 3445 zarejestrowanych u nas elektrycznych jednośladów stanowi flota firmy Blinkee, również zajmującej się wynajmem pojazdów na minuty i nie jest ona jedyną firmą posiadającą pojazdy tego typu. Tylko firma Blinkee do końca 2018 r. planowała oferować 2000 sztuk pojazdów elektrycznych na wynajem.

Pocieszające jest, że samochody elektryczne nie muszą stać w kolejkach do stacji ładowania. Stacji jest 646 i na jedną z nich przypada niecałe 5 samochodów elektrycznych. Samochody mogą ładować się powoli, przez nikogo nie popędzane. Powoli, bo 67 proc. z ładowarek to takie o niskiej mocy, do 22 kWh. Czas ładowania do pełna z taką mocą należy liczyć nie minutach, a w godzinach. Będąc posiadaczem pojazdu elektrycznego, najlepiej jest mieszkać w stolicy – ponad sto stacji umieszczono w Warszawie.

Brak zamówień flotowych to brak rynku.

Bez zamówień flotowych nie ma po co sprzedawać samochodów elektrycznych w Polsce. Jeden przyzwoity kwartał sprzedaży samochodów elektrycznych wystarczył, by osiągnąć 15 proc. dotychczasowego stanu polskiej elektrycznej floty. A większość sprzedanych w tym roku egzemplarzy trafiła do firm carsharingowych, reszta do innych instytucji. Klientów indywidualnych praktycznie brak.

Trzeba przyznać, że część z samochodów zakupionych przez firmy inne niż carsharingowe na pewno wykorzystywana jest do celów prywatnych. Ale wyraźnie widać, że polski klient indywidualny nie jest zainteresowany zakupem pojazdów elektrycznych za swoje prywatne pieniądze.

Może się to zmieni, gdy samochody elektryczne zaczną być dotowane, tak jak ma to miejsce w Norwegii. Wtedy licznik elektromobilności wejdzie na pełne obroty. Jeśli nagle ucichną zamównienia flotowe, nie będzie miał wiele do roboty.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie