Wiadomości

Samochody elektryczne to już 2,3% rynku europejskiego. Polska w ogonie, a nawet w ogonku

Wiadomości 10.02.2020 193 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 10.02.2020

Samochody elektryczne to już 2,3% rynku europejskiego. Polska w ogonie, a nawet w ogonku

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski10.02.2020
193 interakcje Dołącz do dyskusji

2,3% wygląda śmiesznie, ale jak sobie zwizualizujemy, że mowa o 360 tysiącach pojazdów, to już jest mniej śmiesznie.

W 2019 r. w Europie sprzedały się 359 733 samochody elektryczne. Brzmi nieźle, tak na pierwszy rzut ucha.

Na drugi rzut ucha dowiadujemy się, że jest to wzrost o 45% w porównaniu z rokiem poprzednim i tendencja jest wręcz galopująco wzrostowa, co też nas – fanów elektromobilności – niesłychanie cieszy.

Na trzeci rzut ucha dowiadujemy się, że z tych 359 tys. pojazdów, 266 tys. sprzedało się w pięciu krajach. Są to Niemcy, Norwegia, Niderlandy, Wielka Brytania i Francja. W tym w samych Niemczech, Norwegii i Niderlandach zeszło ponad 60 tys. wozów na baterie. Najwyraźniej nazwa kraju na literę N znacząco przyspiesza pęd obywateli do elektromobilności. Wśród pozostałych krajów o jakimkolwiek wyraźnym udziale aut na prąd wyróżnia się jeszcze Szwecja, Szwajcaria, Włochy i Hiszpania. W każdym z tych krajów sprzedało się ponad 10 tys. samochodów elektrycznych w ciągu roku.

I tak dochodzimy sobie do miejsca 15. listy krajów o najwyższej sprzedaży aut elektrycznych, na którym znajduje się Finlandia z wynikiem 1897 pojazdów. W tym miejscu kończą się kraje starej Unii, a zaczynają się kraje nowej Unii. Nie, oczywiście że nie ma podziału na lepsze i gorsze kraje w UE. Angela Merkel tak powiedziała, a czy ona może się mylić?

Audi e-tron sprzedaż

Polska: 1490 pojazdów

Wyprzedziliśmy Islandię, ale wyprzedziła nas Rumunia. Tak naprawdę trzeba oczywiście patrzeć na udział procentowy, a nie na bezwzględną liczbę sprzedanych sztuk. W tej kwestii Polska wypada naprawdę tragicznie (o ile ktoś jest fanem elektromobilności), bo 1490 aut to jakieś 0,23-0,24% rynku, czyli wartość pomijalna. Spokojnie, nie jesteśmy najgorsi – w Grecji ten współczynnik to 0,16%. Zwracam uwagę, że w Belgii, czyli na rynku porównywalnym wielkością do polskiego, sprzedało się 8837 aut elektrycznych. Holandia i Norwegia to oczywiście przykłady ekstremalne i nie ma co się z nimi równać.

Ale czy jest się czym martwić?

Polska ma bardzo niski udział nowych samochodów elektrycznych, ale ma ogromny udział samochodów sprowadzonych. Ja uważam, że to znacznie bardziej ekologiczne podejście. Co zrobiliby Niemcy, Francuzi, Holendrzy i Belgowie ze swoimi samochodami spalinowymi, wymieniając je na elektryczne, gdyby nie było Polski? Wywaliliby je na złom. A tak – proszę bardzo zero waste, nic się nie marnuje, dobre samochody zamiast być bez sensu mielone w strzępiarce, jeżdżą sobie dalej po Grudziądzu albo Świętochłowicach. Polacy to po prostu bardziej rozsądny naród, który wie, że nie ma sensu wymieniać czegoś, co działa. W Europie Zachodniej kult konsumpcji jest już tak rozwinięty, że oni wymieniają te samochody nie z powodu chęci ratowania środowiska, tylko po to, żeby mieć coś nowego i innego. W Polsce nikomu nie przychodzi do głowy, żeby pozbyć się dobrego auta, tylko dlatego że nowe jest elektryczne.

samochody elektryczne dopłaty

Moim zdaniem problem z ładowaniem już nie istnieje, problem z zasięgami też nie, pozostaje tylko problem jak przekonać polskich klientów, żeby obciążali swoje budżety wysokimi ratami leasingu za samochody elektryczne, które są im niepotrzebne. Holendrów czy Norwegów udało się już skutecznie zindoktrynować i wkręcić w niekończącą się spiralę nieposiadania, tylko opłacania abonamentu za korzystanie. Z Polakami idzie opornie, prawie tak opornie jak germanizacja za czasów zaborów. Nawet dopłaty ich nie przekonały… a nie, chwileczkę. Dopłaty przecież na razie utknęły, w międzyczasie zmniejszając się o połowę. Tymczasem Polacy zamiast zapałać entuzjazmem i sypnąć obficie pieniążkami na nowe Zoe czy Leafa, wolą kupić samochód używany, który robi to samo za 1/5 ceny nowego. W tym stanie rzeczy może mieć swój udział rażąca dysproporcja wynagrodzeń między Polską z jednej strony, a Niemcami, Norwegią i Niderlandami z drugiej, ale to pewnie wroga propaganda.

Uważam, że TVP powinna teraz zmienić front i pokazywać elektromobilność jako głupią, chwilową modę z Zachodu, której „Polacy nie poddają się bezwolnie”, można też dorzucić coś o tym że Polacy nie gęsi (choć nie ma to żadnego sensu w tym kontekście), i że kupowanie rzeczy używanych jest na dłuższą metę lepsze dla planety niż nieustające produkowanie nowych. Nie, czekajcie, to brzmi zbyt sensownie…

Źródło wszystkich danych

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać