Przegląd rynku

Kazali mi znaleźć tanie i sensowne małe auto elektryczne. Więc siadłem, poszukałem i zapłakałem

Przegląd rynku 16.01.2021 141 interakcji

Kazali mi znaleźć tanie i sensowne małe auto elektryczne. Więc siadłem, poszukałem i zapłakałem

Piotr Barycki
Piotr Barycki16.01.2021
141 interakcji Dołącz do dyskusji

Chyba czymś mocno podpadłem…

Tyle dobrze, że ta lista będzie krótka, a przy okazji część modeli nie spełnia wszystkich trzech warunków. W sumie to zastanawiam się, czy którekolwiek spełnia wszystkie trzy.

Co daje dobry pretekst do tego, żeby spróbować bardzo subiektywnie odpowiedzieć na pytanie:

Czy auto elektryczne może być sensowne?

Odpowiedzi mam trzy: tak, nie i nie, ale chętnie bym sobie takie kupił. To po kolei:

Tak. Bo niektórym może się po prostu podobać to, jak jeżdżą samochody elektryczne – na przykład mi się to strasznie podoba. I tak chociażby w hybrydowym GLC zawsze najsmutniejszy był ten moment, kiedy silnik elektryczny nie dawał już sobie rady i prosił o pomoc silnik spalinowy. Jedni lubią V8, inni lubią R6, ja lubię, jak nic tam nie burczy, nie wibruje i generuje ciszę. No, dyskretne piszczenie czasem też jest akceptowalne.

Nie. Bo samochody elektryczne nie rozwiążą właściwie żadnego problemu – a już na pewno nie w obecnej formie, czyli zróbmy takie auto jak spalinowe, ale niech jeździ na prąd. Może w miastach będzie trochę ciszej, może lokalnie będzie trochę mniej zanieczyszczeń (albo będą trochę inne), ale to w sumie tyle. Gdyby ktoś po stronie producentów chciał zrobić ultra-eko-ostateczne-max-auto, to zrobiłby takie, które przetrwałoby 50 lat i łatwo byłoby je naprawiać. Z kolei kupujący kupiłby takie auto i jeździł nim te 50 lat, a nie wymieniał co chwilę. Ale producentom się to nie opłaca, a klienci uwielbiają nowe błyskotki, więc to nie zadziała.

Nie, ale chętnie bym sobie kupił. To w sumie wynika z pierwszego tak. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, żebym kupił sobie auto elektryczne (nawet gdybym nie miał aktualnie żadnego auta), ale po prostu taki rodzaj napędu najbardziej mi pasuje. Tak jak nie ma racjonalnego powodu za tym, żeby kupować coś z V8, ale człowiek po prostu czuje taką potrzebę.

Plus mogę sobie ładować kiedy mi się tylko zachce na własnym podjeździe, a moje regularne trasy przeważnie mają 50-200 km.

To teraz, skoro stanowiska zajęte, można zajrzeć do przeglądu tanich (he-he), małych i elektrycznych aut dostępnych na polskim rynku. Plus w bonusie dwóch, które jeszcze nie są dostępne, ale moim zdaniem mają więcej sensu niż te wszystkie główne propozycje.

Skoda Citigo-e iV – 82 050 zł

Skoda Citigo iv electric test samochody elektryczne najtańsze

Trochę model widmo – był, wszyscy go chcieli (bo dopłaty), zniknął, potem cisza, a niedawno powrócił do oferty. Przy czym Citigo iV, mimo tego, że samo w sobie całkiem przyjemne, dobrze pokazuje problem tego przeglądu.

Jak bowiem pisać o sensownych małych autach elektrycznych, kiedy najtańsze z nich kosztuje 82 050 zł i jest odpowiednikiem auta, które w wersji spalinowej zalicza się do kategorii cenowej „kiedy w sumie masz budżet na skuter, ale nie lubisz, jak pada ci na głowę”. Sprawdziłem na wszelki wypadek kilka ogłoszeń ze stockowymi Citigo iV, w nadziei na to, że może dealerzy dają jakieś sensowne rabaty.

Otóż niezbyt. Najtańszy egzemplarz kosztuje 83 400 zł i jest przeceniony o jakieś symboliczne dwa tysiące z kawałkiem. Ten sam dealer oferuje w niższej cenie kompaktową (proszę się kłócić w komentarzach) Skodę Scalę. Może i z 1.0 TSI i manualną przekładnią, ale wyposażeniem (i przestrzenią we wnętrzu), że Citigo iV z łkaniem chowa się w kącie ze swoimi stalakami.

A i dla przypomnienia – Citigo iV ma silnik elektryczny o mocy 83 KM, 212 Nm, pojedzie maksymalnie 130 km/h, do setki rozpędzi się w 12,3 s, a akumulatory o pojemności 36,8 kWh pozwolą przejechać do 260 km.

Volkswagen e-up! – 99 490 zł

volkswagen e-up

Właściwie pod każdym względem ta sama sytuacja co z Citigo iV, co raczej nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to bliźniacze modele.

Tutaj jest po prostu jeszcze trochę drożej. No i wyposażenie też jest lepsze, ale to stary model, nie będziemy się nad nim pochylać.

Przy czym to ostatni model, który kosztuje mniej niż 100 000 zł – przynajmniej jeśli chodzi o dużych producentów, a nie chińskie projekty.

Renault Zoe – 118 900 zł

cennik ładowania pge

Przypadek ciekawy z trochę innego powodu – ze względu na cenę. Zoe jest bowiem autem segmentu B (ok. 4 m długości), natomiast kosztuje prawie tyle (równe 5000 zł różnicy), co kompaktowy pod każdym względem Nissan Leaf. Dziwne, biorąc pod uwagę, że to ten sam koncern, więc można to było rozegrać choć odrobinę lepiej.

Na plus: sensowny bagażnik, dobre wyciszenie, przyjemne prowadzenie i wcale nie taki zły zasięg. Chociaż tego deklarowanego raczej nie uda się osiągnąć.

Opel Corsa-e – 122 990 zł

opel corsa-e test samochody elektryczne najtańsze

Jeden z bohaterów akcji ceny pod dopłaty, czyli auto odbiedzone tak, żeby tylko zmieściło się w pułapie cenowym do 125 000 zł brutto.

Efektem jest nowoczesne auto miejskie, z nowoczesnym, elektrycznym silnikiem, wycenione na ponad 122 000 zł, które wyjeżdża z salonu na stalowych obręczach.

Swoją drogą cennik Corsy-e jest o tyle fascynujący, że najtańsza (omawiana) wersja to Color Edition. Poniżej niej znajduje się Edition, która jest… droższa o kilka tysięcy złotych. Charakteryzuje się tym, że ma o wiele mniej opcji (np. elektrycznie sterowane szyby tylne są za dopłatą), ale przynajmniej można je dokupić. Do Color Edition nie można dokupić nic – poza lakierami.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to pojemność akumulatora wynosi 50 kWh, zasięg – do 337 km, prędkość maksymalna – do 150 km, a pierwszą setkę zobaczymy na liczniku po 8,1 s.

Peugeot e-208 – 124 900 zł

elektryczny Peugeot 208

Dobrze, wszyscy wiemy, że to to samo co Corsa-e.

Honda e – 152 900 zł

honda e cena samochody elektryczne najtańsze

Wchodzimy już trochę na poziom cenowy, na którym można spokojnie wyjechać z salonu jakimś sensownie wyposażonym autem segmentu D – niekoniecznie z bazowym silnikiem i manualem. A dalej mówimy o niewielkim aucie miejskim – Honda E ma mniej niż 4 metry.

I jednocześnie… jest w tym jakiś sens. Tzn. w żadnym wypadku nie da się zracjonalizować tej decyzji – na to nie ma szans. Ale Honda e wzbudza emocje. Może się podobać. Nie da się jej kupić w wersji spalinowej – teraz ani nigdy. To po prostu jedyny taki. Trudno byłoby mi to napisać o którymkolwiek poprzedniku – może Zoe nie ma wersji spalinowej, ale to nie ten sam poziom.

W takim ujęciu naprawdę trudno mi się przyczepić do Hondy e. Jej zakup jest tak samo sensowny i tak samo bezsensowny jak dopłata do tego, żeby auto o jedną parę drzwi mniej albo nie miało dachu. Jak komuś się marzy się akurat coś wyglądającego jak Honda e i może wydać ponad 150 000 zł bez liczenia ich kilka razy – w porządku. Doskonale to rozumiem.

Co nie zmienia faktu, że sensowność tego zakupu w ogólnopojętnym rozumieniu jest oczywiście żadna.

Fiat 500 – 154 900 zł

fiat 500 ev cena

Prawie identyczny przypadek, ale tylko prawie. Wprawdzie nie ma nowego spalinowego Fiata 500 (czy tam już bez Fiata), ale jest cały czas poprzednia generacja i znając Włochów, będzie do 2077 r. (pakiety na emisję kupi się od Tesli najwyżej). I ta poprzednia generacja… może i nie jest taka dobra jak nowa (zakładam, że nowa jest lepsza), ale dalej wygląda jak 500-tka i właściwie jest dalej tym, co ludzie pokochali – małym, stylowym autem miejskim.

Kosztującym zresztą na start prawie równo trzy razy mniej. Można byłoby zrobić konkurs – na co ludzie zareagują bardziej żywiołowo: na elektrycznego Fiata 500, czy na Hondę e. Tylko nie ma co tracić czasu, bo wynik jest raczej łatwy do przewidzenia.

Czy jest na co czekać?

W tym segmencie (i w dół) są dwa auta, które moim zdaniem mogą mieć ręce i nogi.

Citroen Ami

samochód bez prawa jazdy

Mam słabość do tego auta – wygląda tak okropnie, że aż straszliwie mi się podoba. Przy okazji ma też taką zaletę, że w warunkach miejskich, na przykład podczas opadów deszczu, spisze się lepiej niż rower czy inny skuter albo motocykl, a jednocześnie nie kosztuje nie wiadomo ile.

Wprawdzie nie znamy jeszcze polskich cen, ale np. we Francji ten model kosztuje 6900 euro, czyli trochę ponad 31 000 zł. Nie jest to może pełnoprawny, uniwersalny samochód, ale hej – nie kosztuje przynajmniej 100 000 zł.

PS Renault też może mieć coś podobnego w ofercie.

Dacia Spring

Dacia Spring Chiny samochody elektryczne najtańsze

Również ze względu na cenę. Ta z całą pewnością będzie wyższa niż w przypadku Ami, ale nawet jeśli byłaby wyższa-dwukrotnie-z-kawałkiem, to jak na miejskiego crossovera dalej nie ma dramatu.

Chociaż to z kolei oznacza, że Spring może być i tak droższy od Dustera, więc nie wiem, czy sam z siebie się wybroni – przynajmniej do momentu, kiedy wciąż jeszcze będzie można kupić auta spalinowe…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać