Przegląd rynku

Dopłaty do samochodów elektrycznych zatwierdzone. Oto 5 aut, które kupisz o kilkadziesiąt tysięcy taniej

Przegląd rynku 06.11.2019 311 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 06.11.2019

Dopłaty do samochodów elektrycznych zatwierdzone. Oto 5 aut, które kupisz o kilkadziesiąt tysięcy taniej

Piotr Barycki
Piotr Barycki06.11.2019
311 interakcji Dołącz do dyskusji

Czyli 5 samochodów elektrycznych, które choć trochę zbliżą się do granicy sensowności zakupu.

Ale po kolei.

Dopłaty do samochodów elektrycznych – co trzeba wiedzieć?

Po pierwsze to, że nie ma co jeszcze dzisiaj lecieć do salonu, chyba że po to, żeby zapoznać się z ofertą. Jak podaje TVN24, dziś podpisane rozporządzenie wejdzie w życie dopiero po 14 dniach od ogłoszenia, więc jest jeszcze trochę czasu.

Dodatkowo, jak podaje Elektrowoz.pl, wnioski o dofinansowanie będą mogły składać wyłącznie osoby, które dokonają zakupu dopiero po ogłoszeniu terminu pierwszego naboru wniosków. Ponownie – nie rzucajmy się do salonów.

Jeśli uda nam się nie kupić auta zbyt wcześnie, możemy uzyskać dofinansowanie do zakupu:

  • samochodu elektrycznego
  • samochodu elektrycznego zasilanego ogniwami paliwowymi

I najważniejsza uwaga – program póki co dotyczy wyłącznie osób fizycznych. Koniec i kropka. Sukces programu murowany. Żeby jednak nie było – przedsiębiorcy też doczekają się swoich zniżek, ale dopiero później.

Dofinansowanie samochodów elektrycznych – limity

Maksymalnie możemy otrzymać 30 proc. zwrotu kosztu zakupu, przy czym końcowy koszt samochodu nie może przekroczyć:

  • 125 000 zł brutto dla aut elektrycznych (zwrot do 37 500 zł)
  • 300 000 zł brutto dla aut napędzanych wodorem (zwrot do 90 000 zł)

I nie chodzi o to, że są to maksymalne progi, na bazie których wylicza się zwrot. Jeśli auto kosztuje 125 001 zł i jest autem elektrycznym, to nie łapie się na dofinansowanie.

Pomińmy więc samochody na ogniwa paliwowe i zobaczmy, jakie elektryki można kupić za maksymalnie 125 000 zł.

Samochody elektryczne do 125 000 zł.

Od razu zastrzeżenie – to nie będzie piękna lista. To będzie lista zrobiona mocno na siłę.

Volkswagen e-Up

Volkswagen hybrydy

Nie chciałem nikogo rozczarować, więc oczywiście Volkswagen trafia na pierwsze miejsce. Po części dlatego, że jest jednym z tańszych normalnych samochodów w tym zestawieniu. Wersja podstawowa (i innej nie ma) kosztuje 96 290 zł.

W tej cenie dostaniemy 83-konny silnik elektryczny, a także m.in. fotel kierowcy z regulacją wysokości, trójramienną kierownicę, dywaniki (whoa), ESP, 2 głośniki z przodu, Bluetooth, klimatyzację automatyczną i 14-calowe kołpaki.

Za 2990 zł można jeszcze dokupić obszycie kierownicy skórą, system szybkiego ładowania i Pakiet Komfort. Dopłacić można też za lakiery, pakiety stylistyczne, pakiet Zimowy, felgi aluminiowe (nawet 16 cali) i… kabel do ładowania z domowego gniazdka.

Nie, nie będzie to przesadnie dobrze wyposażone auto, nie będzie też – przez wzgląd na rozmiar – specjalnie uniwersalne. Ale jako malutkie auto do miasta – dlaczego nie. O ile już ktoś musi koniecznie pchać się do miasta samochodem.

Co do parametrów – zasięg wynosi 260 km, a akumulator ma pojemność 32,3 kWh.

Alternatywnie można zerknąć w kierunku bliźniaczej Skody Citigo na prąd, ale w jej przypadku nie podano ceny.

Cena po dofinansowaniu: 67 403 zł

Opel Corsa E

nowy Opel Corsa 2020

Zupełnie przypadkiem kosztuje 124 490 zł, przy czym mowa tutaj o wersji Edition – odmiana Elegance kosztuje już 130 390 zł i, przynajmniej bez negocjacji, nie zmieści się w budżecie dopłat.

Żeby było wesoło, Corsa E za 124 490 zł nie ma:

  • elektrycznie sterowanych szyb z tyłu
  • reflektorów LED
  • czujników parkowania z żadnej strony
  • podłokietnika
  • regulacji fotela pasażera na wysokość
  • lakieru metalicznego

Ma za to system multimedialny z Bluetooth, czujnik deszczu, automatyczne sterowanie światłami, system utrzymania na pasie ruchu, elektryczny hamulec postojowy, elektryczne lusterka z podgrzewaniem i… 16-calowe felgi stalowe.

Pocieszają tutaj tylko dwa fakty. Po pierwsze – może uda się wyrwać jakiś pakiet z rabatem (a pakietów i opcji jest od groma). Po drugie – Corsa E ma całkiem niezłe osiągi jak na auto elektryczne. 330 km zasięgu (akumulatory 50 kWh), 136 KM i 8,1 s do 100 km/h. Hothatch to to nie jest, ale ślimak raczej też nie. Przy okazji jest to najszybsza Corsa w gamie (1.2 Turbo 130 KM przyspiesza do 100 km/h w 8,7 s).

Alternatywnie można zerknąć na bliźniaczego Peugeota E-208.

Cena po dofinansowaniu: 87 143 zł

smart EQ fortwo

Oficjalna strona smarta jest niestety na tyle biedna, że nic z niej się nie dowiemy. Ale redaktor prowadzący kazał mi zrobić TOP 5, więc nie obejdzie się bez przeszukiwania stocka (albo dublowania E-208/Corsa E i Citigo/e-Up).

A na stocku znajdziemy ślicznego (ok, żartuję), białego smarta w wersji dwuosobowej, napędzanego 82-konnym silnikiem elektrycznym. Samochód kosztuje 119 297 zł, więc jak najbardziej łapie się na dopłaty. Ba, choć auto jest już po obniżce ceny, to nawet bez niej załapałoby się na rządowy program.

Lista wyposażenia jest przy tym tak długa, że można założyć, to to opcja pt. pełny wypas. Niestety trudno pełnym wypasem nazwać układ napędowy smarta, a przynajmniej jego część odpowiadającą za zasięg – 133 km to raczej bardzo słaby wynik…

Cena po dofinansowaniu: 83 507 zł

Breeze Li 4

Miał być Twizy, ale kupić go nie sposób, więc zostali Brizi Breeze.

Auto Pojazd jest o tyle ciekawy, że wpisanie tej nazwy w Google nie zwraca kompletnie żadnych wyników. Chińskie pochodzenie jest natomiast niemal bezdyskusyjne. Podobnie jak to, że przyciski do wyboru trybów jazdy (przód, tył, etc.) to o wiele lepsze rozwiązanie niż jakieś dziwne wajchy wystające z podłogi.

Breeze’em Li 4 – przynajmniej według zapewnień sprzedającego – można jeździć od 16. roku życia, a każde naładowanie da nam do 130 km zasięgu. Niestety pokonanie tych 130 km może nam zająć sporo czasu – moc silnika elektrycznego wynosi zaledwie 8 KM.

Ale przynajmniej jest tanio! Samochód – z dwuletnią gwarancja na akumulator – kosztuje zaledwie 52 900 zł.

Cena po dofinansowaniu: 37 030 zł

Numer 5: nie znalazłem. Poważnie. Może Renault Zoe.

Renault ZOE

Na Otomoto są wprawdzie egzemplarze Renault Zoe za mniej niż 125 000 zł, ale – tak jak np. tutaj – mają wpisany rok produkcji 2018, ewentualnie są egzemplarzami demonstracyjnymi. A takie pewnie nie załapią się na dotacje.

Z drugiej strony, auta mają być nowe i dostępne od ręki, więc niech będzie.

Co warto kupić po dopłatach?

dacia sandero cena
Nie na prąd. I co z tego?

Gdyby ktoś pytał mnie o zdanie – nic. Nic z tej listy nie jest rozsądnym zakupem z perspektywy klienta, który chce po prostu sensowne auto, a nie zaprogramował się na zakup auta elektrycznego za wszelką cenę.

Breeze’a odrzućmy na starcie – jest tutaj raczej dla żartu. Smart ze 133 km zasięgu za prawie 90 000 zł też nie jest raczej propozycją z tych z rękami i nogami. Zoe? Według cennika jest co najmniej 10 000 zł powyżej limitu.

Corsa E? Z jednej strony po dofinansowaniu zjeżdża w okolice 90 000 zł. Z drugiej – naprawdę te braki wyposażenia są karygodne. Za 90 000 zł, kupując auto miejskie, oczekuję, skrajnego wypasu. Jeśli go nie dostanę, pójdę sobie kupić coś bardziej uniwersalnego, np. jakiegoś ładnego Proceeda bo dozbieraniu kilku tysięcy złotych.

Elektryczny Up? Ok, niby wszystko fajnie. Malutki, łatwy do parkowania, idealny wózek na zakupy do miasta. Ale… za 70 000 zł? Gdybym chciał mieć małe i tanie auto do jeżdżenia po mieście, to kupiłbym pewnie coś w rodzaju najbardziej zabiedzonej Pandy z salonu i tyle.

Właściwie każde auto z tej listy jest ale. Do tego wybór jest tragiczny i obejmuje niemal tylko bliźniacze produkty Volkswagena (Citigo/up) i PSA (208/Corsa). Możliwe, że pojawią się kolejne pojazdy, które też zostaną wycenione tuż pod progiem, kosztem np. zasięgu czy wyposażenia (auto na prąd, szyby na korbę – to jest coś).

Tylko czy na pewno o to chodziło? Chociaż w sumie może właśnie tak – o to, żeby informacja o dofinansowaniach była, ale skorzystanie z nich nie było przesadnie kuszące.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać