Ciekawostki / Klasyki

Bańka inwestycyjna samochodów klasycznych pęka. Większość modeli tanieje

Ciekawostki / Klasyki 04.10.2019 173 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 04.10.2019

Bańka inwestycyjna samochodów klasycznych pęka. Większość modeli tanieje

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk04.10.2019
173 interakcje Dołącz do dyskusji

Jeśli planowałeś kupić sobie całą halę pełną zabytkowych samochodów, a później sprzedać je za pięć razy tyle, lepiej przemyśl to jeszcze raz. Najczęściej zamiast intraty, są straty.

Jeszcze niedawno każda kolejna aukcja bardzo drogich i bardzo rzadkich aut zabytkowych kończyła się kolejnym rekordem. Najdroższe na świecie Ferrari. Rekordowa sprzedaż Porsche. Spektakularnie drogi Mercedes.

Ostatnio wydaje się jednak, że całość nieco wyhamowała, a transakcje są mniej spektakularne. Wiele wozów, które jeszcze niedawno sprzedałyby się na pniu, tym razem nie osiągają ceny minimalnej.

Potwierdzają to analizy.

Firma zajmująca się wycenami i ubezpieczeniami aut klasycznych, Hagerty, od lat prowadzi swoje statystyki. Wskaźnik nazywany „Blue Chip” pokazuje zmiany cen transakcyjnych wybranych zabytków w idealnym stanie. W roku 2018 zanotowano stagnację. W roku 2019 ceny spadły. We wrześniu aż o 4 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca w zeszłym roku. Statystyki wypadałyby jeszcze gorzej, ale zawyżył je spory skok cenowy (o 14 proc.), który w tym roku zanotowało Shelby Cobra. Był to jeden z niewielu modeli, który stał się droższy.

Hagerty pociesza, że ceny i tak są wyższe niż pięć lat temu. Ale jeśli ktoś kupił samochód niedawno, ma powody do zmartwień. Pesymizm wykazują także eksperci.

Jeszcze bardziej interesujące badania przeprowadzili Holendrzy.

Ferrari 250 GTO
250 GTO być może już nie zdrożeje.

Mogłoby się wydawać, że opisane wyżej sprawy to typowe „problemy pierwszego świata”, dotykające garstkę milionerów, którzy kupują na aukcjach Ferrari za 10 milionów dolarów.

Ale Luc Renneboog i Dries Lauren, ekonomiści z uniwersytetu w Tilburgu, wzięli pod uwagę aż 29 000 aut klasycznych, kupowanych i sprzedawanych od 1998 r. aż do szczytu dobrej koniunktury na rynku zabytków, czyli do roku 2015 r.

Wnioski są… otrzeźwiające. Większość z tych wozów okazała się fatalną inwestycją.

Cena wspomnianych samochodów wzrastały średnio o 5,6 proc. rocznie. Brzmi nieźle? Pamiętajcie o inflacji. Wtedy wzrost topnieje do 3,4 proc. rocznie. Nadal w porządku? W takim razie muszę dodać, że nie uwzględniono tu kosztów renowacji i napraw, garażowania, ubezpieczenia ani innych wydatków związanych z utrzymaniem auta. Słabo, prawda?

W takim razie, warto przemyśleć, czy aby na pewno zakup zabytkowego auta, które od 20 lat trzyma w stodole twój sąsiad, na pewno przyniesie ci w przyszłości wielkie zyski. Pomyśl, czy wyjątkowo drogi Mercedes W124 „w idealnym stanie”, ale w zwyczajnej wersji, na pewno „kiedyś na siebie zarobi”.

Recepta jest jedna: kupujcie samochody dla przyjemności.

Potraktujcie wszystkie pieniądze wydane na wóz po prostu jako wydatek na hobby. Jedni zbierają znaczki, drudzy naprawiają zabytkowego Triumpha. Trudno, co zrobić. A jeśli za kilka lat ktoś zechce zapłacić ci tyle, że jeszcze na tym wszystkim zarobisz, potraktuj to jako miły prezent od losu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać