Felietony

Samochód znowu wymaga, bym zmienił osobistą elektronikę na nowszą. Ten cykl nie ma końca

Felietony 29.07.2019 243 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 29.07.2019

Samochód znowu wymaga, bym zmienił osobistą elektronikę na nowszą. Ten cykl nie ma końca

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski29.07.2019
243 interakcje Dołącz do dyskusji

Nie dałem wczoraj rady naładować telefonu w Bardzo Mowoczesnym Wehikule, bo zamiast zwykłego USB miał USB-C. To mi przypomniało…

W filmie „Faceci w czerni” jest taka scena, jak Tommy Lee Jones pokazuje malutką, okrągłą płytkę i mówi że to następczyni płyt CD, i że znowu musiał kupować swoją ulubioną muzykę na kolejnym nośniku. Ale się pomylił, hahaha.

Kiedyś, dawno temu, miałem kolekcję kaset. Zbierałem ją całkiem długo, bo kasety były szeroko rozpowszechnione. Ich wielką zaletą było to, że można było na nie nagrywać muzykę z radia. To było coś w porównaniu do płyt winylowych. Oczywiście fani winyli twierdzili, że to nie to samo, że winyl brzmi ciepło, a kaseta brzmi jak płyta wiórowa szorowana papierem ściernym – tępy dźwięk z szumem w tle.

Potem musiałem schować kolekcję kaset do kartonów. Mam ją do dziś, choć trochę oddałem Lutto Lento. Płyty kompaktowe stały się nowym standardem. Także w samochodach. Pierwsze odtwarzacze płyt CD w autach miały ten problem, że przeskakiwały na wybojach, bo nie było buforowania, a dodatkowo nie działały po pochyleniu. Tymczasem w wielu starszych autach miejsce na radio było pod kątem. Poza tym mnożyły się kradzieże, i trzeba było wozić całą kolekcję płyt CD w samochodzie, a to zajmowało masę miejsca. Z radością powitałem więc format MP3 i możliwość nagrania całej muzyki, która była mi potrzebna w aucie na 3 płyty.

Wjeżdża USB

Universal Serial Bus ma już ponad 20 lat. W samochodach pojawił się ok. 2002-2003 r. i dziś trudno wyobrazić sobie auto bez USB. Radia samochodowe wciąż istnieją, choć nikt nie wie po co. Pamiętam ten szok, jak w prasowym BMW serii 5 E60 zobaczyłem USB, było to w roku 2005. Uznałem, że to już ostateczna forma rozwoju przechowywania muzyki. Włączasz telefon albo pendrive i możesz słuchać ile wlezie. Potem do tego wszystkiego doszły jeszcze różne spotifaje i inne takie takie. Uznałem, że nic więcej się już nie zdarzy, a tu jeszcze wpadł streaming przez Bluetooth. Ale USB trzymało się mocno.

samochód z usb

Wsiadam wczoraj do Nowego, Prestiżowego Samochodu, chcę podłączyć telefon i co? I nie ma zwykłego USB. Jest tylko USB-C, czyli nowa, symetryczna wersja USB, zaprojektowana tak, żeby nie pasowała do poprzedniej. Oczywiście producent tego samochodu robi słusznie, wsadzając do niego gniazdo w nowym standardzie, w końcu te auta będą żyły stosunkowo długo i za parę lat wszystko już będzie na USB-C. O ile w ogóle będzie miało jakieś wtyczki i gniazda, bo przecież ostatnio pokazano smartfon bez gniazd i wtyczek w ogóle. Który zresztą okazał się marketingową ściemą.

Oczywiście mogę też kupić sobie przejściówkę z typowego USB na USB-C. To koszt od 15 do 25 zł, które muszę zbytecznie wydać, żeby być bardziej na czasie, bo ktoś postanowił skomplikować mi życie.

samochód z usb-c

Po co?

Rozumiem ogromną różnicę w praktyczności między kasetą a płytą winylową – ta pierwsza była mniejsza, lżejsza i odporna na wstrząsy. Rozumiem różnicę w jakości dźwięku między kasetą a płytą CD. Rozumiem moment przejścia na brak fizycznego nośnika, dzięki czemu nie trzeba było wozić regałów z płytami w samochodzie. Ale nie rozumiem, dlaczego nagle przechodzimy z jednej wtyczki na drugą. Co to ma dać użytkownikom? Obawiam się, że o to już nikt nie pyta i że ten manewr wykonano tylko po to, żeby przymusić ludzi do wymiany urządzeń elektronicznych na nowsze – niewielu grzybów takich jak ja będzie chciało babrać się z przejściówkami. A co gorsza, jestem niemal pewien, że i standard USB-C także się nie utrzyma, a po nim przyjdzie następny, do którego nic już nie będzie pasowało, jeśli nie będziesz miał Wszystkiego, Co Najnowsze.

W związku z tym, w Bardzo Mobilnym Wehikule nie naładowałem telefonu (można bezprzewodowo, ale mój telefon tego nie obsługuje), a zamiast muzyki ze smartfona słuchałem radia, jak zwierzę.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać