Przegląd rynku

Przegląd rynku: samochód na trasy do 150 tysięcy złotych netto

Przegląd rynku 10.08.2019 319 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 10.08.2019

Przegląd rynku: samochód na trasy do 150 tysięcy złotych netto

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk10.08.2019
319 interakcji Dołącz do dyskusji

Osoba z mojej rodziny ostatnio poprosiła mnie o pomoc w wyborze nowego samochodu służbowego. Wymagania były następujące: ma być wygodny na trasie, mieć raczej silnik Diesla, automatyczną skrzynię i dobre światła. Co udało mi się znaleźć?

Na rynku jest masa aut, które spełniają dane kryteria i trzeba by napisać artykuł o objętości encyklopedii, by je wszystkie opisać. Skupiłem się więc na autach, które rzeczywiście mogę polecić – bo nimi jeździłem i słyszałem o nich dobre opinie.

Pozostaje jeszcze kwestia budżetu. W moim „rodzinnym” przypadku nie został on jeszcze dokładnie określony, ale dla ułatwienia w artykule skupmy się na popularnej ostatnio granicy podatkowego limitu wliczania raty leasingowej w koszty: 150 tysięcy netto, czyli 184 500 brutto. To dość specyficzna kwota: trochę za mało na dobrze wyposażone samochody segmentu premium albo SUV-y, ale – z drugiej strony – coś fajnego już powinno się znaleźć.

Dodam jeszcze, że w tekście biorę pod uwagę ceny z konfiguratora. Wiem, że można je negocjować w salonie: ale skupmy się na „punktach wyjścia”, czyli kwotach „oficjalnych”.

Wymagania, oprócz ceny, są następujące:
– dobre wyciszenie i wygoda na trasie
– jak najlepsze reflektory
– automatyczna skrzynia biegów
– dość mocny silnik, najlepiej w okolicach 190-200 KM
– raczej diesel niż benzyna, bo musi być ekonomiczny na długich dystansach
– im więcej wyposażenia tym lepiej
– może być sedan

No to pora rozejrzeć się trochę na rynku. Zaczynamy!

Volkswagen Passat

samochód służbowy przegląd rynku

Jeśli myślę o samochodzie na trasy, do głowy od razu przychodzi mi Passat. Nic na to nie poradzę! Ale Passatowi, oprócz tego, że jest nudny, niewiele da się zarzucić. Dobrze wyciszone wnętrze, oszczędne silniki, ergonomiczny kokpit… szczerze mówiąc, trudno go nie polubić. Chyba że ktoś z założenia nie znosi aut tego koncernu.

samochód służbowy przegląd rynku

Za podaną kwotę kupimy Passata sedana po liftingu, w bogatszej wersji Elegance i z silnikiem 2.0 TDI o mocy 190 KM i DSG. Możemy zaszaleć nawet z napędem na cztery koła, ale lepiej wydać te pieniądze na dodatkowe wyposażenie. Do bazowej ceny opisywanej wersji (157 990 zł) zdołamy dorzucić jeszcze np. lakier metalizowany, ładniejsze felgi, pakiety Premium i Techniczny (m.in. z nawigacją i kamerą cofania), a także najdroższe możliwe reflektory (IQ. LIGHT za prawie 10 tysięcy) i fotele ErgoComfort z funkcją masażu. Wychodzi 184 140 zł. Dobrze byłoby jeszcze dodać np. head-up i lepsze audio, ale nie można mieć wszystkiego. Rozsądna propozycja.

Audi A4

nowe audi a4

Pozostajemy w tym samym koncernie, ale „awansujemy” do segmentu premium. Pytanie tylko, czy przypadkiem bardziej premium nie będzie lepiej wyposażony Passat?

W Audi bowiem nie zaszalejemy. Owszem, starczy na ten sam silnik (190 KM, skrzynia S Tronic), ale na wyposażenie zostanie już niewiele. Starczy tylko na lakier metalizowany, 17-calowe felgi (16-tki to lekka przesada) i na reflektory LED. Dokupienie do nich układu zmywania powoduje, że przekraczamy założony budżet o… 70 zł. Tyle powinno dać się utargować u dilera.

nowe audi a4
Na skórzaną tapicerkę na pewno zabraknie.

Pewnym rozwiązaniem może być wybór silnika o mocy 163 KM, zamiast 190. Adam takim jeździł i mówił, że to wystarcza. Wierzę mu, a taka decyzja oznacza, że „dostaniemy” jeszcze 10 000 zł na wyposażenie. W sam raz na pakiety: Comfort m.in. z podgrzewanymi siedzeniami, systemem keyless i systemem Audi Parking Plus i Travel z pakietem schowków i kołem dojazdowym. Na ten z nawigacją już zabraknie. Starczy co najwyżej na kolorowy wyświetlacz między zegarami (w standardzie jest monochromatyczny, jak w 1998 r.).

A4 to bardzo dobry samochód, ale w tym budżecie chyba jednak wolałbym Passata. Albo jeszcze odrobinę lepiej wyposażonego Superba, na którego akurat w tym przeglądzie zabrakło już miejsca. Ale pamiętam o nim i go doceniam.

Alfa Romeo Giulia

Pora na coś ciekawszego. Oto wybór dla tych, którzy wolą czasami pojechać krętą drogą zamiast prostą autostradą. Wiem, że Alfa Romeo oferuje duże rabaty i raczej nikt nie kupuje tych aut za cenę cennikową. Ale to na cenniku muszę się dziś skupić.

Najtańsza wersja ze 160-konnym dieslem kosztuje 161 700 zł. Gdy chcemy mieć 190-konny silnik, musimy wydać 173 500 zł. Oszczędzamy na lakierze, bo typowy dla Alfy czerwony jest za darmo. Wydamy za to 8800 zł na pakiet o średnio pociągającej nazwie Flota Plus: z kamerą cofania, ściemniającym się lusterkiem wstecznym, czujnikami parkowania z przodu i z tyłu, automatycznymi „długimi”, nawigacją i czujnikiem monitorowania martwego pola. Rozsądnie skalkulowana cena, jak za tyle elementów. Okazuje się jednak, że trzeba do tego dodać jeszcze elektrycznie składane lusterka za 1600 zł.

Do dyspozycji zostaje równe 600 zł. Za mało na lepsze reflektory biksenonowe o większej mocy (LED-ów nie ma). Za mało nawet na pakiet zaczepów i siatek w bagażniku. Starczy na aluminowe listwy progowe, ale chyba już lepiej iść za to na dobry obiad i kupić wino na wieczorne świętowania odbioru auta.

Giulia to bardzo dobry pomysł, jeżeli komuś nie zależy na najnowszych multimediach i gadżetach, ale za to chce mieć inne auto niż szef, sąsiad i kolega z pracy. Tylko chyba przydałby się jej już lifting…

Peugeot 508

samochód służbowy przegląd rynku

508-ka to kolejny z „ciekawszych” wyborów. Ma szyby bez ramek, interesującą stylistykę i… dość wysokie ceny. Ale może coś uda się złożyć w podanym budżecie. Sprawdźmy.

Wersja GT Line ze 180-konnym dieslem to wydatek 167 700 zł. Można zaszaleć i za resztę dokupić efektowną, czerwoną tapicerkę ze skóry, ale taki wybór nie w każdej branży się sprawdzi. Lepiej poprzestać na czerwonym lakierze (3500 zł) i przejść dalej.

Grzech nie wybrać podgrzewanej przedniej szyby, skoro kosztuje tylko 400 zł. Weźmy też audio firmy Focal (3600 zł) i pakiet City 3 z kamerami i czujnikami dookoła auta (3900 zł). Za resztę można kupić np. system bezkluczykowy albo adaptacyjne zawieszenie, ale może lepiej byłoby podarować sobie odrobinę snu w zimowe poranki. Zamiast skrobać szyby, można dokupić ogrzewanie postojowe (5000 zł). Taki Peugeot kosztuje 184 100 zł.

samochód służbowy przegląd rynku

To bardzo ciekawa propozycja, ale raczej dla kogoś, kto rzadko wozi ludzi z tyłu. Wybór Peugeota zamiast np. Passata wymaga też nieco odwagi… ale dzięki takim ludziom świat bywa mniej nudny.

Toyota Camry

toyota camry 2019 test

Miały być diesle, ale hybrydowe Camry w trasie pali prawie jak diesel. Cena tego modelu została specjalnie tak skalkulowana, by mieścić się w założonym przez ustawodawcę limicie. Nie ma wyboru silników (tylko 218-konna hybryda), ale za to można zaszaleć i kupić najdroższą wersję wyposażenia, Executive. Ma już reflektory Pure LED, systemy asystujące kierowcy i np. skórzaną tapicerkę. Dokupmy jeszcze lakier… chyba do Camry najlepiej pasuje jednak czarny.

toyota camry 2019 test

Co ciekawe, da się zmieścić w ustalonym limicie nawet po dodaniu pakietu VIP. Ma kilka przydatnych elementów (HUD, lepsze audio) i kilka zbędnych, jeśli kierowca zamierza sam prowadzić, a nie zatrudniać szofera (elektryczna regulacja tylnych foteli, sterowanie multimediami z tylnego podłokietnika). Ale – jak szaleć, to szaleć. Nawet w Toyocie. Łączna cena: 182 800 zł.

Skoda Kodiaq

Skoda-Kodiaq

SUV na trasy? Już widzę, że niektórzy pukają się w czoło. Fakt, SUV będzie więcej palił i pewnie będzie w nim trochę głośniej. Ale niektórzy cenią sobie wysoką pozycję za kierownicą i wygodne wsiadanie, a w dodatku czasami zjeżdżają gdzieś na gorszą drogę albo jadą zimą na narty i chcą mieć poczucie, że auto da sobie radę.

O SUV-ach za takie pieniądze można by napisać osobny tekst, ale zdecydowałem, że tutaj ten segment będzie reprezentować Skoda Kodiaq. Będzie też przy okazji najbardziej rodzinnym wozem ze wszystkich wymienionych.

Znany już z Passata i A4 190-konny diesel z DSG i 4×4 kosztuje – w wersji Style – od 157 900 zł. Gdy zaszalejmy z kolorem i weźmiemy czerwony (wszystkie Kodiaqi na ulicach są szare albo białe, nuda), cena rośnie do 161 500 zł. Bardzo sensowny jest też pakiet Comfort (kamera cofania, nawigacja, przyciemnione szyby, bezdotykowe otwierania bagażnika). Dodajmy jeszcze aktywny tempomat, ogrzewaną przednią szybę i lepsze audio. Zostaje do dyspozycji prawie 15 tysięcy złotych. Nieźle.

Skoda Kodiaq RS

Co można za to mieć? Na przykład trzeci rząd siedzeń, pakiet asystentów jazdy, ogrzewanie postojowe i „pakiet rodzinny”. Za ostatnie 150 złotych dokupujemy podgrzewane dysze spryskiwaczy… uff, gotowe. 184 500 zł, co do grosza.

Trzeba przyznać, że taki Kodiaq ma bardzo sensowne wyposażenie. To kusząca propozycja, ale oczywiście nie jedyna. Mógłbym tu wspomnieć jeszcze m.in. o Maździe CX-5, Kii Sportage, Volkswagenie Tiguanie czy Hyundaiu Tucsonie. Może dalibyśmy radę nawet ze skromnym BMW X1. A jeśli wrócimy jednak do klasycznych nadwozi, powinienem jeszcze napisać o Kii Stinger, Renault Talismanie albo Fordzie Mondeo. Wybór jest spory.

A co ja bym wziął? Wahałbym się między Passatem a Giulią. Dziwny wybór, wiem. Rozum mówi jedno, serce podpowiada drugie… W końcu pewnie stereotypowo przestraszyłbym się egzotycznej Alfy i poszedł po Volkswagena, złoszcząc się jednocześnie na własny brak odwagi.

A poza tym, to pewnie mocno bym się potargował wszędzie tam, gdzie się da. A co wy byście zrobili?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie