Wiadomości

Naukowcy ze Stanów usiedli i policzyli, czy warto wyprzedzać rowerzystów w mieście. Wyszło im, że niezbyt

Wiadomości 02.07.2020 111 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 02.07.2020

Naukowcy ze Stanów usiedli i policzyli, czy warto wyprzedzać rowerzystów w mieście. Wyszło im, że niezbyt

Piotr Barycki
Piotr Barycki02.07.2020
111 interakcji Dołącz do dyskusji

Przyznaję się – trochę podkoloryzowałem. Nie mam pojęcia, czy usiedli do tych obliczeń, czy robili je na stojąco. Ale reszta się zgadza, choć wymaga kilku gwiazdek.

Zanim więc wyniki badania, najpierw zacznijmy od doprecyzowania, które niestety nie zmieściło się w tytule. Żeby nie było, że to badanie jest badaniem ostatecznym i jedynym słusznym – pewnie żadne takie nie jest.

Pierwsza gwiazdka – badanie było wykonywane w Stanach Zjednoczonych

Nie jestem ekspertem od amerykańskiego ruchu drogowego, ale podejrzewam, że pod wieloma względami może się on różnić od europejskiego. Dopuszczam nawet możliwość, że Amerykanie jako rowery klasyfikują wszystko, co nie ma minimum V8 i 6 litrów pojemności.

Załóżmy jednak, że akceptują powszechną i u nas definicję roweru, a różnice ograniczają się głównie do infrastruktury i może charakterystyki ruchu.

Druga gwiazdka – badanie było realizowane wyłącznie w mieście

I jest to o tyle istotne, że nie da się tych wniosków rozszerzyć w takim układzie na drogi międzymiastowe o wyższych limitach prędkości i wyższych realnych prędkościach podróży, a co za tym idzie – wyższych różnicach prędkości między rowerem a samochodem.

Badanie miało zresztą głównie na celu sprawdzenie, czy warto wyprzedzać rowerzystów w terenie zabudowanym, gdzie przeważnie dużo trudniej to zrobić lub jest to bardziej ryzykowne niż w innych warunkach.

Trzecia gwiazdka – badanie miało raczej dość ograniczony rozmach

Przeprowadzono je bowiem na sześciu ulicach w Portland, jak podaje Forbes. Nawet jeśli były to najbardziej reprezentatywne obszary testowe dla Portland (a może i nie tylko Portland), to wciąż warto zastanowić się, zanim rozszerzymy te wyniki na cały świat. Oczywiście realizacja takich testów na każdej dostępnej na świecie ulicy też jest bzdurą, ale sam chętnie zobaczyłbym jeszcze kilka takich badań, przed wyciągnięciem ostatecznych wniosków.

Dobra, gwiazdki z głowy. Co wyliczyli naukowcy?

Że, wbrew pozorom, obecność rowerów na miejskich drogach bez wydzielonych pasów lub dróg rowerowych nie wpływa w wyraźny sposób na prędkość jadących wspólnie z nimi samochodów, nawet jeśli te ich nie wyprzedzają.

Badacze wzięli przy tym pod uwagę dane dotyczące średnich prędkości zarówno dobowych, jak i tylko tych w trakcie największego ruchu. Analizowane i porównywane były dwa scenariusze – takie, kiedy samochód jechał za rowerem, a także takie, kiedy samochód jechał za innym samochodem. Nie były to przy tym testy teoretyczne lub laboratoryjne – dane z tych sześciu ulic pochodziły z miejskiego Biura Transportu.

Co udało się wyliczyć? Że choć pomiędzy przypadkiem 1 (samochód za samochodem) a 2 (samochód za rowerem) pojawiały się w niektórych przypadkach znaczące statystyczne różnice, to średnia różnica wynosiła w większości przypadków… 1,6 km/h (1 mila na godzinę) lub mniej. Czyli w ruchu miejskim, po drogach w terenie zabudowanym, przeważnie nie ma większego znaczenia, czy jedziemy za rowerem, czy za samochodem.

A skoro tak, to nie ma też większego sensu za wszelką cenę i z narażeniem cudzego i własnego życia rzucać się do wyprzedzania. Tym bardziej – i to też zostało już kilka razy policzone – że średnią prędkość z całego miejskiego przejazdu możemy mieć i tak mniejszą niż rowerzysta. Może zresztą uda mi się pewnego dnia przekonać Adama do zrobienia takiego testu we Wrocławiu i podzielimy się wynikami na Autoblogu. Sam jestem ciekaw rezultatów.

Przy okazji takie badanie obala też dwa inne mity – że rowerzyści przyczyniają się do znacznego spowolnienia ruchu, a co za tym idzie – większych korków i większego zanieczyszczenia powietrza.

Tyle statystki i nauka, a jak to wpłynie na rzeczywistość?

Na razie pewnie link do badań będzie głównie narzędziem w dyskusjach i odpowiedzią na pytania „czy ma pan na to jakieś badania naukowe?” (ok, nikt tak nie dyskutuje w internecie, ale jednak). Mam pewne wątpliwości, czy tym, którzy do tej pory w ryzykowny sposób i za wszelką cenę (w końcu obiekty w lusterkach przegrywają) wyprzedzali rowerzystów na drogach miejskich, teraz zapali się lampka „acha, przecież amerykański naukowcy wyliczyli, że to mi się nie opłaca, więc nie będę tego robił”.

Nie mam też raczej żadnych wątpliwości co do tego, że optymalnym rozwiązaniem byłoby rozdzielenie ruchu rowerowego od samochodowego – nawet w sposób pozorny, poprzez domalowanie osobnego pasa na już istniejącej drodze. Ale że do modelu holenderskiego (niedługo sprawdzę, jak spisuje się w praktyce) nam jeszcze bardzo daleko i jeszcze przez wiele lat będzie się trzeba dzielić miejscem na drodze, może warto pamiętać o tym, co wyliczyli sobie naukowcy w Stanach.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać