Wiadomości

Japończycy zadbali o to, żeby Rolls-Royce nie był zbyt skromny. Tak wygląda Cullinan w wersji Black Bison

Wiadomości 12.11.2020 72 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 12.11.2020

Japończycy zadbali o to, żeby Rolls-Royce nie był zbyt skromny. Tak wygląda Cullinan w wersji Black Bison

Piotr Barycki
Piotr Barycki12.11.2020
72 interakcje Dołącz do dyskusji

Był przez chwilę taki plan w centrali Rolls-Royce’a, że samochody tej marki nie będą już tak ordynarnie luksusowe i zaczną być – na ile to tylko możliwe – skromne. I wtedy przyszli Japończycy i stwierdzili: nic z tego! 

Przy czym eksperci z Wald International nie zabrali się jeszcze za skromnego Ghosta nowej generacji. Zamiast tego zabrali się za Cullinana, przy projektowaniu którego jeszcze chyba nie obowiązywały zasady umiarkowania i dyskrecji (tak jakby obowiązywały przy tworzeniu Ghosta…).

Dla przypomnienia, standardowy Cullinan wyglada tak:

Tak:

I tak:

W zasadzie, pomijając monstrualne wymiary i znaczek, który od razu wskazuje, że to auto kosztowało więcej niż twój dom i przy okazji domy całej twojej rodziny, nawet elegancko i nie jakoś przesadnie na pokaz.

Najwyraźniej dla Wald International było zbyt elegancko i skromnie. W końcu inaczej nie powstałby pakiet Black Bison, po ubraniu którego Rolls-Royce Cullinan wygląda tak:

I jeśli do tej pory nie byliście przekonani, że Cullinan może wyglądać skromnie, to w porównaniu do odmiany z pakietem Black Bison macie dowód na to, że może tak być. Jeszcze więcej chromu (jednak się da!), jeszcze większy grill (a przynajmniej jego wizualne przedłużenie) jeszcze więcej dokładek, a do tego… obniżone zawieszenie. Zdecydowanie trzeba będzie w tej wersji szukać dla siebie dróg dobrej jakości. I bez progów zwalniających.

Z podjeżdżaniem na krawężniki też może być problem, bo ktoś w Wald International uznał, że 22-calowe felgi są zdecydowanie zbyt dyskretne, więc zamiast nich na pokładzie Cullinana Black Bison znalazły się… 24-calowe obręcze. Z dość symbolicznej grubości gumą dookoła.

A jeśli komuś przód i bok wydawały się lekko kontrowersyjne, to jest jeszcze tył. I to jaki!

Mniej więcej taki, jakby ktoś postanowił sprawdzić, czy da się wszystkie możliwe tuningowe gadżety zamontować w jednym aucie. I udało się. Lotka na bagażniku? Jest. Dodatkowe zdobienia w zderzaku? Są. Monstrualny dyfuzor? Oczywiście. Dodatkowe poszerzenia zderzaka? Jasne.

A gdyby tego było mało, na środek udało się jeszcze wepchnąć oświetlenie rodem z F1:

Dobra, nie będę ukrywać – ta wersja wygląda okropnie.

Może nie tak bardzo jak projekt Mansory…

… ale jednak pięknym go nazwać bardzo trudno. Natomiast ma jeden duży plus: o ile nigdy nie byłem fanem Cullinana, tak teraz – w kontraście do japońskiego szaleństwa – wydaje się całkiem atrakcyjnym i nawet wysmakowanym autem.

Swoją drogą, dopiero teraz odkryłem, że Rolls-Royce na swojej stronie reklamuje Cullinana między innymi takim hasłem:

A nie, przepraszam, pomyliłem luksusowe marki, u Rollsa chodzi takie:

Przy aucie za milion złotych – brzmi legitnie.

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać