Historia

Fast food i koronawirus. Stary patent na bezkontaktowy drive-thru może wrócić do łask

Historia 12.08.2020 52 interakcje
Michał Koziar
Michał Koziar 12.08.2020

Fast food i koronawirus. Stary patent na bezkontaktowy drive-thru może wrócić do łask

Michał Koziar
Michał Koziar12.08.2020
52 interakcje Dołącz do dyskusji

Niby drive-thru to dość bezpieczny sposób zakupu posiłków, ale istnieje sposób na zupełne wykluczenie ryzyka zarażenia. Restauracje, dla których koronawirus to nie tylko nagłówek w gazecie mogłyby wykorzystać pomysł z przeszłości – Motormat.

Taki jeden Mateusz niedawno mówił, że wirus już nie jest niebezpieczny. Oczywiście się mylił, a wraz ze wzrostem zakażeń można się spodziewać powrotu niektórych obostrzeń. Być może koronawirus znowu zamknie restauracje, a jedynym sposobem by coś zjeść będzie drive thru. Niestety, tam również dochodzi do kontaktu między ludźmi, choćby przy płatności czy podawaniu jedzenia. Minimalnego, ale jednak. Istnieje na to sposób.

the track los angeles

Pomysł na restauracje, których koronawirus nie dopadnie

W 1948 Kenneth C. Purdy opatentował ciekawy wynalazek o nazwie Motormat, który miał uprościć działanie restauracji typu drive-thru. Jak to działało? Dookołą restauracji rozprowadzono taśmociągi z miejscami na samochód na końcach. W okienku na klientów czekało menu, kubeczki, woda, ołówek i kartki. Głodny kierowca wypisywał na kartce swoje zamówienie, wciskał przycisk i po chwili świstek za pomocą taśmociągu trafiał do kuchni. Kucharze zaczynali przygotowywać zamówienie, a w tym czasie z powrotem do klienta jechał rachunek. Kierowca kładł na tacce pieniądze, odsyłał do restauracji, po czym czekał aż taśmociąg przywiezie mu jedzenie i resztę. Choć rozwiązanie na początku zyskało ogromną popularność, szybko znikło. Prawdopodobnie ze względu na koszty zakupu, montażu i utrzymania instalacji. Poza tym taśmociągi po prostu zajmowały dużo cennego miejsca.

restauracje koronawirus

Co ciekawe, pomysł nie umarł do końca. W 2006 do idei taśmociągów w obsłudze drive-thru powróciła sieć restauracji Chick-fil-a. W pierwotnej wersji Motormat nie rozlewał napojów dzięki niskiej prędkości taśmociągów. Współczesna odmiana rozwiązania była o wiele szybsza, a za bezpieczną dostawę pożywienia do klienta odpowiadały podstawki z żyroskopami. Inna kwestia, że Chick-fil-A nie postawił na pełną automatyzację. Zanim jedzenie trafiało do klienta, przechodziło jeszcze przez ręce człowieka z obsługi.

Embed from Getty Images

Motormat: wersja epidemiczna.

To oczywiście wymysł z kategorii opowieści dziwnej treści, ale z okazji pandemii na upartego można by powrócić do starego amerykańskiego pomysłu. Już wiemy, że koronawirus szybko nie zniknie, a restauracje muszą jakoś funkcjonować. Można zostać przy zwykłych drive-thru z minimalnym kontaktem, albo kosztem sporych inwestycji zupełnie zlikwidować kontakt międzyludzki.

Widziałbym to tak. Na końcu taśmociągu byłaby budka z obsługą głosową, w której można złożyć zamówienie bez dotykania czegokolwiek. Następnie płatność – tylko kartą, tylko bezdotykowo. Jedzenie przyjeżdża taśmą, zabierasz, zrobione. Żadnego kontaktu międzyludzkiego.

restauracje koronawirus

Inna kwestia, że to, jak mawiają Anglosasi, overkill. Tyle zachodu i inwestycji, by wyeliminować ewentualną minimalną wymianę zarazkami przy płatności w okienku i odbieraniu torby z jedzeniem, gdzie też mogą znajdować się zarazki. Ale jak wiadomo, bezsensowne rozwiązania techniczne wspomina się najdłużej, więc przynajmniej byłoby co opowiadać kolejnym pokoleniom.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać