Wiadomości

Ferrari cenzuruje Instagrama. Marka dla przyzwoitek zakazuje biustów i pośladków przy swoich samochodach

Wiadomości 05.08.2019 78 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 05.08.2019

Ferrari cenzuruje Instagrama. Marka dla przyzwoitek zakazuje biustów i pośladków przy swoich samochodach

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz05.08.2019
78 interakcji Dołącz do dyskusji

Ferrari chce by pewien bogacz usunął zdjęcia swego Ferrari z Instagrama i grozi pozwem. Problemem są pośladki, biusty, szampan i udające zwykłe buty kalosze.

Dyskretny wygląd, nowicjat, skromność i asceza. Z tym do tej pory kojarzyła się nam marka Ferrari. Aż przyszedł Philip Plein – projektant mody – kupił 812 Superfast i wszystko zepsuł. Chcąc wypromować swoją nową linię obuwia do roboty zaprzągł roznegliżowane panie o obfitych kształtach, węże ogrodowe, dudniącą muzyczkę i kilka superdrogich samochodów. Wśród tego towarzystwa dumnie prezentowały się ortopedyczne buciki. Relacja z tych bachanaliow pojawiała się często na Instagramie Philipa Pleina (1,8 mln obserwujących profil) i miała sławić dobre imię jego kapcioszków.

View this post on Instagram

CAR WASH 🧽

A post shared by Philipp Plein (@philippplein) on

A to nie spodobało się Ferrari. Najwyraźniej hołdująca bardziej subtelnym gustom marka, za pośrednictwem swej kancelarii prawnej, napisała do instagramera. Niestety nie był to list gratulacyjny z powodu świetnie prowadzonej kampanii promocyjnej, ani słowa zachwytu na świetnie zgraną kolorystyką butów i lakieru Ferrari. Było to wezwanie do usunięcia filmów i zdjęć w ciągu 48 godzin.

Ferrari – prawny spór na Instagramie

Philip Plein pismo od prawników Ferrari od razu wrzucił na Instagrama i stwierdził, że niczego usuwać nie zamierza, a samochód jest jego, konto na Instagramie również, więc w ogóle o co chodzi. Projektant, którego poczucie estetyki krąży gdzieś między strojami Power Rangers a scenografią filmów pornograficznych, nie widzi problemu w tym, że główną częścią jego filmów i zdjęć są buty zestawione bezpośrednio z logotypem lub napisem Ferrari.

A Ferrari widzi i uważa, że takie zestawienie jest nie fair, bo znak handlowy Ferrari jest wykorzystywany do celów promocyjnych marki obuwia, z którą nie mają nic wspólnego. Lecz to nie koniec uwag, Włochom nie podoba się kontekst – nagość i nachalne seksualne inklinacje. Całość jest niesmaczna, godzi w dobre imię marki Ferrari a nawet może powodować straty materialne producenta samochodów. Tak napisano w piśmie.

reklama ferrari 812 superfast instagram

Projektant się nie przejął i zdjęć z Instagrama nie usunął, a dwudniowy termin wyznaczony przez Ferrari też zupełnie zlekceważył. Może pozew leży już cały oburzony w sądzie i obaj producenci – krzykliwego obuwia i skromnej samochodowej marki – spotkają się niebawem w sali rozpraw. Będzie ciekawie, bo żaden z prezentowanych zielonych kaloszy nie ma logotypu Ferrari bezpośrednio na sobie, trudno więc o skojarzenie, że to Ferrari podpisało się pod ich jakże schludnym designem. Philipowi Plein chodziło o zaprezentowanie pewnego stylu życia, w którym rekwizyty takie jakie walonki ze sznurówkami, panie w za małej o kilka rozmiarów bieliźnie oraz samochody zbyt drogie na automatyczną myjnię, stanowią konieczne do życiowego szczęścia atrybuty. Im więcej wylanej na ten skład wody, tym wyraźniej akcentowany jest życiowy sukces.

View this post on Instagram

🦍 🦍

A post shared by Philipp Plein (@philippplein) on

Włoskiej marce najwyraźniej bliżej jest do kółka różańcowego, w którym kolejne tajemnice poznają doktorantki wydziału teologii w stonowanych i nieostentacyjnych samochodach. Niech w ukazywanych tam obrzędach polewania wodą przedmiotów kultu uczestniczą sobie inne samochody, jak np. widoczne u Philipa Pleina Lamborghini Urus. Ferrari ma na swój temat wyobrażenie zupełnie inne i w nich na nachalną erotykę i styl życia polegający na wywlekaniu opowieści z dark roomów na domowe podwórko, nie ma miejsca.

reklama ferrari 812 superfast instagram

Ferrari sprzedaje ekskluzywne sny

Ferrari już od dawna chce pozycjonować swoje produkty jako towar ekskluzywny i dostępny tylko dla nielicznych. Kilka lat temu, informując o ograniczeniu rocznej produkcji, Luca Montezemelo – prezes firmy – mówił, że nie sprzedaje zwykłego produktu, sprzedaje sen. I dodał jeszcze, że woli nie mówić o luksusie, tylko o pięknie i guście. Są to odważne słowa jak na sprzedawce bardzo szybkich naleśników, a wyglądają na całkiem odkrywcze, gdy zestawi się jej z pismem do Philipa Pleina. Ferrari wie lepiej o czym powinni śnić nabywcy ich samochodów. Mają to być sny grzeczne i z rączkami na kołderce.

To nie pierwsza takie zachowanie Ferrari. Nie tak dawno Włosi odmówili sprzedaży modelu LaFerrari Aperta multimilionerowi Davidowi Lee. Podobno powodem był zbyt wystawny styl życia i przemożna chęć chwalenia się nim w mediach społecznościowych. Oficjalnego stanowiska w tej sprawie nie wydali, ale wygląda na to, że nie godzą się na kreowanie wizerunku firmy jako marki dla bogaczy, którzy lubią polewać skąpo ubrane panie szampanem.

Źli użytkownicy w dobrych samochodach

Sprawa wydaje się tak absurdalna, że aż niemożliwa, ale kancelaria Orsingher Ortu faktycznie reprezentuje Ferrari. To uprawdopodabnia przedziwny fakt, że marka samochodowa ściga w mediach społecznościowych swoich klientów i mówi im jak powinni żyć i prezentować swoją własność. O ile oburzenie stawianiem promowanych butów obok znaku handlowego Ferrari jeszcze można jakoś zrozumieć, to słów krytyki za generowanie niesmacznych skojarzeń z marką Ferrari – już nie bardzo. Idąc tym tropem uzbieramy wiele teledysków do zaskarżenia. Ferrari przejęło się nagością, a co ma zrobić Toyota, w samochodach której fotografują się terroryści z ISIS? A co by było, gdyby na Ferrari ktoś postawił peerelowskie Sofixy?!

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać