Felietony

Pytanie na niedzielę: czy dłubiesz przy samochodzie?

Felietony 18.08.2019 683 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 18.08.2019

Pytanie na niedzielę: czy dłubiesz przy samochodzie?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski18.08.2019
683 interakcje Dołącz do dyskusji

Jak byłem młody, to nieustająco dłubałem coś przy aucie, co pozwoliło mi popsuć trochę samochodów, ale też nauczyć się trochę rzeczy. Proste naprawy staram się wykonywać sam, ale coraz rzadziej udaje mi się znaleźć na to czas.

Kiedy byłem młody, miałem stare graty z lat 80., które były niezwykle proste w konstrukcji. Zarazem moje finanse nie były w najlepszej kondycji, ponieważ byłem biednym studentem z niezbyt zamożnej rodziny (blokowisko PRL, Fiat 126p, wakacje w Bułgarii, te rzeczy). W związku z tym intensywnie starałem się nauczyć sam naprawiać własny samochód.

Udało mi się zrobić całkiem sporo napraw. Wymieniłem kiedyś zawieszenie w VW Polo – zwłaszcza z tylnym było sporo babrania, żeby wyciągnąć amortyzatory. Udało mi się wyremontować silnik w Maluchu, poskładać go razem ze skrzynią, wymienić przy okazji sprzęgło, złożyć, odpalić i chodził. Potem utonął mi pływak w gaźniku, więc wymieniłem jeszcze pływak i zaczął chodzić lepiej. Udało mi się wymienić wszystkie szczęki i cylinderki hamulcowe i odpowietrzyć samodzielnie układ. Udało mi się rozłożyć silnik od motoroweru, złożyć go z powrotem i motorower jeździ.

Ale ostatnio nie mam już czasu

Owszem, naprawiłem sobie sam podnośnik szyby w W210, ale na przykład wszystkie prace przy Cinquecento, z wyjątkiem montażu radia, zleciłem już mechanikom. Asystowałem przy regeneracji i wymianie gaźnika, ale 99% prac wykonał mechanik. Po latach prowadzenia wiadomej strony poznałem tylu dobrych mechaników, że aż żal mi babrać się samemu przy mojej niewielkiej wiedzy i dużym ryzyku zepsucia czegoś, skoro mogę dać zarobić znajomemu mechanikowi. Ja nie zbiednieję, kolega zarobi, a praca będzie wykonana dobrze i porządnie. Zatem zarzuciłem dłubanie i teraz po prostu odwożę auto do naprawy – i wcale nie uważam, żeby to był powód do wstydu.

Niektórzy są dłubaczami z zamiłowania

Naprawiają sobie sami, bo lubią, uwielbiają dochodzić do przyczyn awarii, samemu wszystko złożyć, a czasem jeszcze poprawić fabrykę. Szanuję takich ludzi bardzo. Z drugiej strony mamy oszczędzaczy, którzy „nie pozwolą mechanikowi się oszukiwać”. Chociaż pojęcia o naprawie pojazdów nie mają wcale, biorą się za rozkładanie auta na kawałki, oglądając przy tym tutoriale na Youtube. Fora pełne są takich dłubaczy-oszczędzaczy, którzy zadają co najmniej dziwne pytania w rodzaju „mam wysprzęglik do wymiany, gdzie w samochodzie jest skrzynia biegów? Bo kazali ją wyjąć żeby się dostać do wysprzęglika. Czy śrubokręt wystarczy?” itp. Strach potem kupić takie auto, które ktoś samodzielnie rozłożył na kawałki w garażu i naprawiał oglądając jutuba. Dlatego dłubanie nie zawsze musi być dobre, i jest to też jeden z powodów (pomijając kwestie czasowe) dla którego z niego zrezygnowałem.

A wy dłubiecie?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie