Felietony

Pytanie na niedzielę: jaki jest najgorszy współczesny samochód?

Felietony 16.06.2019 1314 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 16.06.2019

Pytanie na niedzielę: jaki jest najgorszy współczesny samochód?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski16.06.2019
1314 interakcje Dołącz do dyskusji

Liczę na krew i flaki w komentarzach. Potem szczegółowo je przeczytam i sprawdzę, jaki samochód wygrał. 

Za „współczesne” uznaję samochody od Euro 2 wzwyż, czyli wyprodukowane od 1999 r. do dziś. To kryterium mamy więc omówione, a teraz przejdźmy do tego, czym jest samochód najgorszy.

Najgorszy: przypadek 1.

W pierwszym przypadku najgorszy to taki, w którym wystąpił największy dysonans między ceną, oczekiwaniami nabywców, a ostateczną jakością i poziomem satysfakcji. W żadnym razie takiego dysonansu nie ma choćby w przypadku Dacii Logan – była tania, działała, teraz rdzewieje, wszyscy są zadowoleni. Nie można też mówić o takiej sytuacji w odniesieniu choćby do Poloneza czy Yugo Koral: te samochody były dość nędzne mechanicznie, ale tanie jak barszcz, więc nikt nie oczekiwał że będą wieczne.

Solidności zwykle oczekują klienci kupujący auta niemieckie. I tu muszę negatywnie wyróżnić dwa pojazdy. Pierwszy to Passat B6. Aż trudno uwierzyć ile awarii i niedoróbek udało się skumulować we wczesnych egzemplarzach B-szóstki. Auto robiło doskonałe pierwsze wrażenie, a potem gotowało kierowcy krwawą łaźnię – pompy oleju, głowice, pompowtryskiwacze, rdzewiejąca tylna klapa, niedziałający hamulec ręczny itp. – to zdecydowanie nie było to, czego oczekiwali użytkownicy. Gigantyczny dysonans.

pytanie na niedzielę

Jeszcze większy dysonans spowodował Mercedes klasy S W220. Najdroższy model w gamie powinien być najlepszy. Szkoda, że korodował jak oszalały i doprowadzał użytkowników do amoku awariami pneumatyki oraz elektroniki. 24 miesiące gwarancji na lakier bez gwarancji na perforację to w tej klasie beka z nabywców. Beka z W220.

pytanie na niedzielę

Najgorszy: przypadek 2.

W drugim wariancie najgorszy oznacza taki, który najbardziej nie trafia w potrzeby nabywców. Jest od początku do końca zaprojektowany bez sensu, bez przemyślenia, nie tak jak klienci by chcieli. Cała inżyniersko-dizajnerska para idzie w gwizdek, bo klient wchodzi do salonu i wychodzi zniesmaczony, mówiąc „w morde kopany, co to w ogóle jest?”, albo podczas jazdy próbnej nagle wysiada i pyta „czy to żart?”.

W tej kategorii chciałbym również wyróżnić dwa pojazdy. Pierwszy to Suzuki Kizashi. Serio nie czaję po co go zrobiono. Sedan wyglądający jak każdy inny sedan, podczas gdy Europa za sedanami nie przepada. W środku nudny i smutny. Pod maską zbytecznie duży silnik 2.4. Skrzynia CVT. Nie wiem co miałoby skłonić klienta do wydania choćby złotówki na ten pojazd. Wszystko w nim było zniechęcające.

pytanie na niedzielę

Drugi wybitnie nieudany pojazd to wolnossący Hyundai Veloster 1.6 GDI. Ani to ładne, ani praktyczne, a już na pewno nie szybkie. Zbyteczne dziwactwo dla ludzi, którzy lubią zbierać dziwactwa. Veloster nie miał ani jednej pozytywnej cechy, w niczym nie był naprawdę dobry, a podczas jazdy frustrował beznadziejnymi osiągami i tym, że im bardziej dusiło się gaz, tym bardziej nic się nie działo. A przejechałem nim dobre 400 km. Po pierwszych 20, pozostałe 380 pokonałem w trybie grzybojazdy.

No dobra, Wasze typy…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie