Felietony

Pytanie na niedzielę: jaki był najbardziej relaksujący samochód, jakim jeździliście?

Felietony 10.11.2019 293 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 10.11.2019

Pytanie na niedzielę: jaki był najbardziej relaksujący samochód, jakim jeździliście?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski10.11.2019
293 interakcje Dołącz do dyskusji

Nagrałem ostatnio film o Oplu Rekordzie. Opel Rekord może nie jest szczytem motoryzacyjnego wyrafinowania, ale okazał się bardzo relaksującym wozem. Oczywiście nie aż tak, jak…

Kiedyś myślałem, że najbardziej relaksującymi samochodami są wozy amerykańskie z najlepszych czasów Malaise (późne lata 70. i niemal całe 80.). Nawet kupiłem sobie taki wóz i rzeczywiście jazda nim była fantastycznie uspokajająca. Bulgoczące pięciolitrowe V8 o bardzo małej mocy plus trzybiegowy automat czyniły z niego idealny pojazd do kruzingu z małą prędkością i z otwartym oknem. Miał absolutnie koszmarne hamulce i równie straszne opony (choć kupiłem zupełnie nowe), ale kiedy toczyłem się nim po mieście, czułem się jak król świata. Od razu miałem dobry humor i zyskiwałem siły do wymyślania nowych głupot i bredni. Potem jednak miałem w życiu okres przejściowy, amerykańskie Malaise miało ogromne rozmiary i nie bardzo miałem gdzie je trzymać, więc się go pozbyłem. Owszem, był megarelaksujący, ale miał też swoje wady jak dość okropne fotele, szumiące drzwi bezramkowe czy kierownica z luzem na słoniową łapę.


Pewnego dnia kolega przewiózł mnie Camry III generacji (XV10)

Normalnie nie dawał mi nią jeździć, ale tego dnia potrzebowaliśmy zrobić zdjęcia innego auta właśnie z tej Camry, a że kolega w przeciwieństwie do mnie umie robić zdjęcia, więc on robił zdjęcia, a ja jechałem. Cóż to był za niezwykły pojazd. To wyciszenie, te miękkie fotele, to poczucie solidności, ten mruczący silnik V6… może i auta amerykańskie są relaksujące, ale samochody japońskie produkowane na rynek amerykański – to dopiero relaks za kierownicą. Tym rdzennie amerykańskim brakuje dalekowschodniej jakości, zbyt wiele w nich luzów, klekotania, szarpnięć i sytuacji typu „to nie działa i nigdy już nie będzie”. Potem jeździłem jeszcze paroma autami tego typu w rodzaju Nissana Maximy z lat 90., jakiegoś Lexusa czy nawet Mitsubishi Sigmy. Wszystkie miały ten sam niepowtarzalny styl, który zniechęca kierowcę do szybkiej agresywnej jazdy, pozwalając mu się odprężyć. Podobnie czułem się w Mercedesie W210 i W140, choć ten ostatni, za sprawą mocnego silnika, trochę mnie kusił, żeby mu wcisnąć.

A Wy jaki wóz wspominacie jako najbardziej relaksujący?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać