Wiadomości

Policja zapowiada punkty karne za drifting. Czy piłowanie Golfa na ręcznym to już drift?

Wiadomości 04.08.2021 367 interakcji

Policja zapowiada punkty karne za drifting. Czy piłowanie Golfa na ręcznym to już drift?

Paweł Grabowski
Paweł Grabowski04.08.2021
367 interakcji Dołącz do dyskusji

Punkty karne za drift to najnowszy pomysł na poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach. To wspaniały pomysł, może nie będzie bezpieczniej, ale za to bardziej skomplikowanie.

Festiwal przekrzykiwania się na coraz głupsze pomysły w celu karania kierowców trwa w najlepsze. Wystarczył jeden medialny wypadek, a urzędnicza machina została wprawiona w ruch przyspieszony. Nie ma czasu na zastanawianie się, co jest bardziej bez sensu. Opinia publiczna wymaga działań i konkretów. Przekroczenie prędkości o 30 km/h w dowolnym miejscu ma skończyć się co najmniej 1 500-złotowym mandatem. Padł pomysł konfiskaty samochodów pijanym sprawcom wypadków, ale nikt na razie nie zna szczegółów. Stawki ubezpieczenia OC mają być powiązane z punktami karnymi (doprawdy nie mam pojęcia, jak to sensownie zrobić, skoro w Polsce ubezpiecza się samochód, a nie kierowcę). Kwoty mandatów mają wzrosnąć, policja ma być skuteczniejsza, wszystkim ma będzie się żyć lepiej. Gdy już myślałem, że formuła przerzucania się pomysłami z kapelusza wyświechtała się, to wtedy cały na niebiesko wchodzi pan Jarosław Szymczyk – Komendant Główny Policji. Na konferencji prasowej poświęconej zmianom w prawie powiedział:

Zwiększamy maksymalną liczbę punktów karnych za jedno wykroczenie do 15, wprowadzamy także punkty karne za tzw. wyścigi samochodowe, za drifty na ulicach, a więc ta represja będzie nieporównywalnie większa i zapewniam Państwa, że policjanci jak tylko te narzędzia do rąk dostaną będą z nich korzystać.

Wszystko pięknie, tylko co to jest właściwie ten drift?

Punkty karne za drift brzmią groźnie, ale najpierw trzeba zdefiniować drift

Czy piłowanie Golfa na ręcznym nosi znamiona driftu, czy to tylko męczenie wszystkich użytkowników dróg, którzy muszą na to patrzeć? Czy wzięcie ronda bokiem BMW to drift, czy standardowy sposób poruszania się po ulicach? W polskim prawie nie ma żadnej definicji driftu. Do tej pory było tak, że jazda bokiem istniała gdzieś na obrzeżach prawa. Jeżeli policjant chciał wystawić z tego tytułu mandat, to podciągał to pod jeden z dwóch artykułów kodeksu wykroczeń, tj. 86 i 98. Pierwszy z nich mówił, że kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny. Drugi z nich odnosi się do jazdy poza drogami publicznymi. Te dwa artykuły były podstawą karania zarówno za jazdę bokiem zimą na parkingu, jak i pokonanie ronda bokiem. Mandat jest niewielki – od 200 do 500 zł. Największym plusem jest to, że razem z nim nie dostaje się punktów karnych, więc można driftować, dopóki wystarczy pieniędzy.

Pomysł, żeby przyznawać punkty karne za drift, kojarzy mi się z punktami za styl w programach tanecznych. Jury złożone z policjantów będzie oceniać jakość driftu i odpowiednio go nagradzać. Proponuję rozgraniczenie punktowe. Jazda przednionapędówką na ręcznym to 15 punktów, bo to kaleczenie rzemiosła. Jazda BMW ze zespawanym dyfrem powinna być karana 10 punktami. Najłagodniej należy oceniać jazdę bokiem z załączonymi systemami bezpieczeństwa, bo trzeba nie lada umiejętności, żeby zerwać się ze smyczy. Natomiast jazda na wspomagaczach takich jak tryb driftu w najnowszym Audi RS3 lub BMW M4, powinna być surowo karana, bo to jak przyjście z pałką teleskopową i maczetą na walkę bokserską, dlatego 15 punktów to absolutne minimum.

Skoro nie ma definicji, to trzeba ją wymyślić

Od rana w naszej redakcji trwa burza mózgów. Próbujemy znaleźć najlepszą definicję, żeby pomóc walczyć z tymi niebezpiecznymi zachowaniami. Czy wystarczy krótkie i treściwe: przez drift rozumie się wprowadzenie pojazdu silnikowego w jazdę boczną, czy może lepsza byłaby bardziej formalna definicja w rodzaju: kontrolowane utrzymywanie samochodu w poślizgu nadsterownym? Głowiliśmy się, próbowaliśmy nieszablonowego podejścia i w końcu udało nam się stworzyć ideał, znaleźć boską proporcję. Ta definicja brzmi tak:

Drift to utrzymywanie kierunku jazdy powyżej 45 stopni w stosunku do wzdłużnej osi pojazdu przez dłużej niż 5 sekund, przy jednoczesnym utrzymywaniu silnika na wysokich obrotach (tzw. „łutututu”).

To definicja idealna. Jest łatwa do nauczenia się i brzmi wystarczająco bezdusznie. O takiej definicji śnią po nocach profesorowie wykładający teorię i filozofię prawa. Komendant Główny Policji powiedział, że jak tylko policjanci dostaną do rąk narzędzia, to będą z nich korzystać. Przy takiej propozycji najtańszym narzędziem będzie zwykły kątomierz. Prosty, skuteczny i obiektywny, lepszy niż oko. Zdajemy sobie jednak sprawę, że możemy nie umieć w legislację tak doskonale, jakby się mogło wydawać, dlatego ogłaszamy konkurs na najlepszą definicję driftu. Zwycięzca będzie mógł zbić z nami wirtualnie piątkę i zyska wieczną chwałę. Zostanie SDD – stworzycielem definicji driftu. To duże wyróżnienie.

A gdy tylko wprowadzimy definicję driftu, to możemy wziąć się za jego karanie. Chociaż tak patrząc na nasze drogi, to jest jakieś 2137 pilniejszych spraw do załatwienia niż punkty za jadę bokiem. Ale one są mniej medialne. Lepiej mówić o driftach, niż o niskiej wykrywalności wykroczeń oraz o niskiej skuteczności egzekwowania kar. Dla społeczeństwa jazda bokiem brzmi tak groźnie. A potem to samo społeczeństwo jedzie 90 na 50, bo przecież wszyscy tak jadą.

Zdjęcie główne: Michele Morrone / Shutterstock.com

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać