Lokowanie produktu

Tygodniu, zamknij się! Weekendowy przegląd prasy z Publico24 Newsstand

Lokowanie produktu 24.08.2019 48 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 24.08.2019

Tygodniu, zamknij się! Weekendowy przegląd prasy z Publico24 Newsstand

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz24.08.2019
48 interakcji Dołącz do dyskusji

Pora podsumować dobiegający końca tydzień. Co się działo? O czym pisały dzienniki? Co było w tygodnikach i miesięcznikach? Rozpoczynamy weekendowy przegląd prasy z platformą Publico24 Newsstand – pierwszym w Polsce Netfliksem dla prasy.

W przeciwieństwie do Mateusza jestem z subskrypcjami nieco na bakier, ale tygodniowy przegląd motoryzacyjnej prasy za opłatę bliską cenie jednego miesięcznika o klasycznych samochodach, zdecydowanie mnie skusił. Moja kolej na prasówkę, przeczytałem tylko to o czym sam chciałbym napisać na Autoblogu.

Jeśli też chcecie skorzystać z Publico24 Newsstand, to możecie zrobić to zupełnie za darmo. Usługa jest płatna, ale Czytelnicy Spider’s Web 7 dni testują bez opłat.

  • Przetestuj Publico24 Newsstand za darmo. Hasło do darmowego testowania to: spidersweb

Można otrzymać dodatkowe 30 dni (czy razem 37 dni) darmowej subskrypcji, jeśli poda się dane karty płatniczej przy subskrypcji.

Jak działa Publico24 Newsstand? Przeczytaj tutaj: „Czekałem na to! Publico24 Newsstand to pierwszy w Polsce Netflix prasowy z gazetami i czasopismami”.

No to palimy.

Motocyklem do wrót piekieł

Motocyklem można dotrzeć do wrót piekieł, niekoniecznie za złe zachowanie na drodze. Wystarczy nie przekładać swojej podróży dookoła świata na koniec emerytury. Można też potrenować w wakacje zwiedzanie świata po kawałku na jednośladzie. Ja wciąż wędruje palcem po mapie, ale są też w Polsce praktycy dalekich podróży.

Jagoda i Maciek urządzili sobie wyjątkowo długi motocyklowy urlop i w kilka miesięcy odwiedzili 15 państw. Przez Rumunię tylko przemknęli, w Bułgarii zaliczyli upadek, ale pobyt w szpitalu to był tylko wstęp do atrakcji. Ściganie się ze świstakami i przepychanie między wielbłądami to tylko niektóre z nich.

Publico24 Newsstand

 

Po Rumunii i Bułgarii, przyszła kolej na drugie śniadanie w malowniczej Turcji. Obfity obiad zjedli zaś w Gruzji, racząc się wszystkimi możliwymi specjałami, od kurdali, przez chaczupari i na chinkali skończywszy. Nie wiem co to, ale zjadłbym wszystko, a potem wylegiwałbym się w ciepełku bram do piekła.

Wrota Piekieł to ogromna dziura w ziemi w Turkmenistanie, która płonie bez przerwy od 43 lat. Gdy radzieccy geolodzy wykonywali odwierty natrafili na kieszeń gazową, z której otworem o 70-metrowej średnicy zaczął wydobywać się gaz ziemny. Postanowiono go podpalić by nie truł okolicznych mieszkańców i tak pali się do dziś. Po patrzeniu w oko Saurona, Jagoda z Maćkiem potrzebowali ochłody.

Zaznali jej znacznie więcej niż chcieli, bo w Tadżykistanie złapała ich burza śnieżna, którą niestety musieli przeczekać w namiocie. Nie zdążyli porządnie zmarznąć, bo zaraz trafili do Iranu i najgorętszego miejsca na ziemi – do Pustyni Dast-e Lut. Nie musieli pocić się na niej na motocyklach, turystów wożą tam charakterystyczne żółte taksówki.

Iran to państwo do którego chcieliby najbardziej wrócić, ale w Pakistanie bawili się chyba trochę gorzej, bo przez większość czasu towarzyszyła im policja.

Do sklepu? Z policją. Zwiedzić miasto? Z policją. Zjeść coś? Z policją. Pewnego wieczora policjanci zaprosili nas do lunaparku, gdzie wsiedliśmy do karocy z plastikowymi końmi. W pozostałych saniach siedziały zdziwione dzieci. Do naszej karocy dosiadło się dwóch policjantów, z których jeden był uzbrojony w kałacha. Wtedy włączyły się światełka i radosna muzyka, a karuzela rozpoczęła swój szalony taniec.

W tej podróży wciąż spotykali rodaków również będących w podróży. Chyba nie tylko oni odważyli się zrealizować marzenia. By je spełnić przejechali 32 000 kilometrów, w trakcie tylko raz kładąc się pod rentgen, trzy razy łapiąc gumę i dwukrotnie wymieniając opony.

Publico24 Newsstand

 

Oprócz pobytu w szpitalu, wszystko brzmi kusząco. Kradnę ten styl życia, podobnie jak Bertha Benz wykradła mężowi samochód.

Mercedes Bertha-Benz

Gdyby Bertha Benz nie ukradła mężowi jego prototypu, rozwój motoryzacji mógłby zacząć się z dużym opóźnieniem. Jej 100-kilometrowy rajd zyskał niezbędny rozgłos by ludzie usłyszeli o pojazdach, których nie musi ciągnąć koń. Może jej imię powinno znaleźć się w nazwie marki?

 

Publico24 Newsstand

5 sierpnia 1888 roku Karl Benz odsypiał stres powodowany systematycznym uszczuplaniem się rodzinnego majątku i widmem komornika na horyzoncie. Pieniądze pożarł projekt, w który wierzyło niewielu. Prasa wyśmiewała pojazd spalinowy, nie widząc w nim sensu skoro w sprzedaży wciąż są konie. Sens widziała żona Carla – Bertha, która wraz z dwoma synami zabrała trzeci z kolei prototyp na całodzienną przejażdżkę

I choć powóz ma już za sobą pierwszą jazdę próbną (Benz wylądował na płocie), pierwszą jazdę publiczną po Mannheim, w którym mieszkają (do strzelnicy i z powrotem), a nawet jest już opatentowany, wciąż zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z powagi tego odkrycia. Bertha uważa, że pojazd potrzebuje solidnej dawki reklamy.

Czyn Berthy był odważny, bo kobiety nie miały wtedy nawet praw wyborczych, a z awariami w trasie musiała radzić sobie sama. Pojechała wbrew mężowi, który zwątpił w ten projekt i nie chciał dokładać do niego ani grosza więcej.

Publico24 Newsstand

Bertha była zaprawiona w bojach z nieposłusznym pojazdem i zniechęconym mężem. Po wcześniejszych doświadczeniach w pchaniu pojazdu męża, gdy ten nie chciał odpalić przy pomocy koła zamachowego, w trasie poradziła sobie znakomicie. Zatkaną rurkę od gaźnika przetkała szpilką z kapelusza, masłem z kanapki smaruje zacierającą się piastę, a przetartą izolację kabla załatała podwiązką.

Podróż zakończona w Pforzheim była przełomowa i wynalazkiem Karla zainteresowała świat. Czterosuwowy silnik o pojemności 954 ccm i maksymalnej mocy 0,75 KM napędzał ten automobil, ale rozwój projektu napędziła swym uporem Bertha Benz, która jest pierwszym kierowcą jaki pokonał ponad 100-kilometrową trasę samochodem.

Już lubię Berthę, ale bardziej lubiłem dwieściepiątkę.

205 GTI – chcę go, choć dla samych tych felg

Miałem Peugeota 205 i chętnie miałbym go znowu, gdyby ktoś obiecał mi niezgniły egzemplarz z tylną belką w takim stanie, że koła jeszcze nie rozjeżdżają się na boki. Wersją GTI też bym nie pogardził, ale to towar wysoce pożądany.

128 koni mechanicznych mocy to może nie za wiele, ale 205 GTI ważył tylko 875 kilogramów. To stado wystarczyło by w mniej niż 8 sekund rozpędzać go do setki i zyskać status ikony gatunku hot hatch-y. Volkswagen Golf GTI był niepocieszony, że wyrósł mu taki rywal.

205 GTI wygrywał samochodowe rajdy, ale niewiele różniło go od cywilnej wersji. Wyglądał zaskakująco normalnie, jak zwykły kompakt. Zdradzały go tylko emblematy na słupku C i tylnej klapie.

Publico24 Newsstand

 

Całość z zewnątrz była niepozorna, nieco więcej wyróżników było w środku. Trójramienna kierownica z grubym wieńcem to obowiązkowy zestaw. Podobnie jak wskaźniki ciśnienia i temperatury oleju. Zwykłe wersje miewały zegarek, albo tylko smutny napis Peugeot w miejscu obrotomierza.

Wygląd potrafi zmylić, ale 205 GTI potrafi dać radość z jazdy.

Przemiana ze słodkiego kociaka w drapieżnego lwa ma miejsce po przekroczeniu 3 tysięcy obrotów. Samochód nagle budzi się do życia, napina muskuły, zrywając przy tym guziki koszuli, i bierze się do roboty. Dzięki niewielkiej masie już podstawowe wersje silników sprawiały, że 205 potrafił drapnąć pazurem. Po zaaplikowaniu sterydów samochód wręcz fruwa. Silnik nie ma turbosprężarki, czuć jednak wyraźną różnicę pomiędzy jazdą na niskich i wysokich obrotach. Przyrost mocy i momentu jest jednak liniowy, bez nagłego kopniaka w tyłek. Jeszcze lepiej jest w zakrętach. Utwardzone sprężyny i amortyzatory trzymają 205 GTI przyklejone do drogi, a jednocześnie pozwalają w miarę komfortowo jechać po prostej drodze. Krótki rozstaw osi sprawił, że auto jest niezwykle zwinne.

Przed powrotem do korzeni i ponownym zakupem 205-ki powstrzymuje mnie rynkowa oferta. Da się w miarę tanio kupić jeżdżący egzemplarz, ale porządnych GTI jest niewiele i jeszcze trzeba za nie słono zapłacić.

Zdecydowanie więcej trzeba zapłacić za tego Nissana.

Megagodzilla żyje

Co to za dziwny samochód? Wiele z jego elementów wykonano z włókna węglowego, jego silnik został wykonany ręcznie przez jedną z pięciu uprawnionych do tego osób, a wciąż ma przyciski z 10-krotnie tańszego Qashqaia.

Publico24 Newsstand

 

Nie jestem wielkim fanem superszybkich samochodów, ale Nissan GT-R Nismo zasługuje na swój kultowy status. Jego kolejna wersja, mimo że stała się znacznie droższa, jest na szczęście też bardziej brutalna i wciąż pokazuje, że w Japonii potrafią robić bardzo szybkie samochody.

Hiroszi Tamura „MR GT-R”

Niebiesko-biały Nissan 2000 Skyline GT-R – dużo słabszy od napędzanych sinikami Wankla Mazd RX3 – przekracza linię mety toru Fuji Speedway szybciej niż mocniejsi konkurenci. Powściągliwi w okazywaniu uczuć Japończycy potrafią jednak docenić dobry wyścig. Na trybunach rozlegają się głośne okrzyki podziwu. W rzęsistym deszczu wraz ze wszystkimi wiwatuje Hiroshi Tamura. Ma 10 lat i właśnie rodzi się jego wielka pasja do Nissana GT-R.

W 1984 r. Tamura zatrudnia się w Nissanie i zaczyna pracować na swój przyszły pseudonim – Mr GT-R. Ma ogromny wkład w rozwój kilku generacji modelu (od R-33 do obecnej), ze szczególnym uwzględnieniem podwozia. Pierwszego Skyline’a GT-R kupił w 1989 roku, dziś jeździ modelem Skyline GT-R R32 o mocy około 600KM. Więcej, jak mówi, „zaburzyłoby balans” samochodu. Mr GT-R szanuje (i zna osobiście) wielu tunerów modyfikujących sportowe Nissany, najmocniejszym, jaki prowadził, był 1800-konny GT-R.

1800 koni mechanicznych raczej burzy balans każdego samochodu. Japończyk ma poczucie humoru – fabryczne 600 KM w samochodzie, który rozpędza się 100 km/h poniżej 3 sekund (choć Nissan nie podaje oficjalnych danych) raczej ma mało wspólnego z jakimkolwiek balansem. W GT-R przecież można włączyć tryb jazdy R i patrzeć do przodu przez boczną szybę.

Publico24 Newsstand

 

Kupuję koncepcję samochodu, któremu ktoś poświęcił całe swoje życie. Na kupno Nissana GT-R niestety mnie nie stać.

To koniec przeglądu na dziś. Wybaczcie, że nie wstawiałem zdjęć roznegliżowanych pań tak jak Mateusz, ale ten Japończyk z Nissana uparcie pozował w ubraniu.

Sprawdź Publico24 Newsstand za darmo

Jeśli też chcecie skorzystać z Publico24 Newsstand, to możecie zrobić to zupełnie za darmo. Usługa jest płatna, ale Czytelnicy Spider’s Web 7 dni testują bez opłat.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie