Samochody używane / Przegląd rynku

Przegląd ofert: coupe-cabrio, czyli co kupowali modni ludzie przed przed szałem na SUV-y

Samochody używane / Przegląd rynku 08.07.2021 235 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 08.07.2021

Przegląd ofert: coupe-cabrio, czyli co kupowali modni ludzie przed przed szałem na SUV-y

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk08.07.2021
235 interakcji Dołącz do dyskusji

Pamiętacie modę na coupe-cabrio, czyli kabriolety z twardym dachem? Wybuchła na początku XXI wieku, a dziś już nic po niej nie zostało, chyba że na rynku wtórnym. Spójrzmy, co można kupić. Oto letni przegląd ofert.


Fala upałów wcale się nie kończy. Termometry wskazują coraz bardziej absurdalne wartości, a w Kanadzie z tego powodu palą się już całe miasteczka. Wiecie co? To pewnie i tak najchłodniejsze lato reszty naszego życia. Tak czy inaczej, słoneczna pogoda sprawia, że pewnie niejeden z was (ja też) pomyślał sobie, że byłoby miło pojeździć jakimś kabrioletem.

Tak naprawdę, kabriolety są okropne w upał

Zwłaszcza w korku skwar jest nie do wytrzymania. Jeśli ktoś wpadnie na pomysł, by kupować kabriolet bez klimatyzacji „bo przecież nie ma dachu i wiatr ochładza”, to już mu współczuję. Spaliny, rozgrzany asfalt i słońce świecące jak szalone – ach, co za cudowna przejażdżka! Dobrze by było, gdyby jednak nie skończyła się udarem słonecznym i oparzeniami. Kabriolet – zwłaszcza z klimatyzacją – może być jednak niezłym pomysłem na wiosnę i jesień. Liczba ciepłych dni powinna się raczej zwiększać. O ile w okolicy nie będzie przechodzić akurat żadna niszczycielska trąba powietrzna, jazda bez dachu przy ciepłej, ale nie gorącej pogodzie, to sama przyjemność.

Jaki kabriolet kupić?

„Żadnego kabrioleta, tylko roadstery!” – podszeptuje mi mój wewnętrzny nastolatek. Rzeczywiście, wizja jazdy lekkim, tylnonapędowym, mocnym wozem z dwoma miejscami brzmi kusząco, ale w przypadku większości nabywców glos sprzeciwu mogłaby zgłosić rodzina. Jazda z tylu w aucie bez dachu nie jest fajna, bo strasznie wieje (rany, jak ten autor narzeka), ale jednak miło mieć dodatkowe miejsca do wożenia dzieciaków. Albo znajomych, bo atrakcyjność towarzyska posiadacza kabrioletu wzrasta.

Ale klasyczne kabriolety z miękkim dachem mają swoje wady. O dach trzeba dbać i konserwować go specjalnymi środkami, przez tylne okienko z tworzywa niewiele widać, no i zawsze może się zdarzyć, że nasz wyczyszczony i zakonserwowany dach padnie ofiarą wandala i jego noża.

łada samara kabriolet

Między innymi stąd wzięła się moda na kabriolety CC

CC czyli coupe-cabrio. To samochody ze składanym, ale twardym dachem. Po wciśnięciu przycisku kabriolet z pomocą silniczków elektrycznych zamienia się w kilkanaście-kilkadziesiąt sekund w coupe.

Świat (a zwłaszcza Europa) oszalał na punkcie aut coupe-cabrio na początku XXI wieku. Pomysł na takie nadwozie nie był nowy, bo jeszcze w latach 30. wpadł na niego francuski dentysta i projektant, Georges Paulin. Ale mniej więcej od roku 2001 przez ponad dekadę kabriolety z twardym, składanym dachem podbijały rynek. Reklamowano je jako „cabrio na cały rok”. Były modne i większość producentów starała się mieć taki model w swojej ofercie. Prawie tak, jak teraz dzieje się z SUV-ami.

To nie znaczy, że nie miały wad. W stosunku do kabrio z miękkim dachem, CC były cięższe, miały bardziej skomplikowany mechanizm składania, a dach zabierał więcej bagażnika. Żeby jakoś mieścił się z tyłu auta, styliści musieli czasami zagryźć zęby i zapomnieć o lekcjach rysunku, na których uczyli się proporcji.

Rozejrzyjmy się po rynku

Oto mały przegląd ofert pod hasłem „kabriolet z twardym dachem”. Załóżcie czapki z daszkiem, żeby nie rozwiało wam fryzury ani nie przypiekło głowy. Jedziemy, póki nie pada.

Zacznijmy od jednego z prekursorów segmentu

coupe-cabrio przegląd ofert

Mowa o Peugeocie 206 CC. Na temat jego miejsc z tyłu można by opowiadać w „Maratonie Uśmiechu”, ale to przecież mały samochód. Ma nieprzesadnie drogie części i nadal nie wygląda źle. To jeden z najtańszych sposobów na kabriolet, ale egzemplarz z motorem 1.6 110 KM za 3500 zł reklamowany słowami „pali jeździ” nie wygląda zachęcająco. 206 CC za 4450 zł z polskiego salonu prezentuje się już trochę lepiej, zwłaszcza gdy przeczyta się opis. Właściciel wypisał tam części, które wymienił przez ostatnie dwa lata. Kosztowało go to ponad 5000 zł. Z jednej strony to oczywiście dobrze, a z drugiej – skoro od czasu wymiany auto nie pokonało nawet 5000 km, to chyba jednak coś może być z nim nie tak.

Za 6000 zł można stać się posiadaczem wersji 2.0 o mocy 138 KM w ładnym kolorze. Ten ceglany trochę kojarzy mi się z barwą kortu tenisowego, ale akurat egzemplarz w odmianie Roland Garros za 10 500 zł jest srebrny. Trochę taniej można kupić różowe 206 CC z czerwonym wnętrzem. Różowe. Z czerwonym wnętrzem. Muszę pędzić, by wziąć oczu kąpiel.

Najdroższe dostępne 206 CC kosztuje 12 900 zł i ma automatyczną skrzynię biegów, więc zbyt szybko nim nie popędzę. Za podobne pieniądze można już kupić następcę, czyli 207 CC. Uwaga – w ogłoszeniach zdarzają się też egzemplarze z silnikiem Diesla. To były czasy mody i na coupe-cabrio i na diesle. Motory wysokoprężne montowano wszędzie, gdzie się dało. Wizja jazdy bez dachu przy akompaniamencie klekotu – brzmi wspaniale. Zapach też musi idealnie dopełniać aromat lasu, jeziora, morza, świeżych bułek z piekarni i w ogóle wszystkie te, którymi chcą się cieszyć kierowcy kabrioletów.

Zostańmy w segmencie B

Mitsubishi Colt CZC to arcyciekawy wóz. Powstał na bazie Colta wyglądającego jak mikrovan, więc to chyba samochód najbliższy abstrakcyjnej wizji „vana cabrio”. Dziwniejszy byłby tylko blaszak ze składanym, miękkim dachem.

Na Otomoto jest tylko 12 ofert z tym modelem, a na OLX – 10. Ceny: od niecałych 7 tysięcy za samochód poobijany (powodzenia z szukaniem części blacharskich) do 13 500 zł za egzemplarz z opisem ociekającym rasowością. Colt jest podobno wyjątkowo przestronny jak na ten segment, ale jakoś mnie nie dziwi, że klienci się na niego nie rzucają.

Trochę zgrabniej – zwłaszcza gdy przymknie się oczy na ten zbyt długi tył – wygląda Nissan Micra w odmianie coupe-cabrio. Ja uznaję wyłącznie egzemplarze w kolorze różowym. Występował w gamie, ale nie ma takich aut ogłoszeniach, a błękitny to jednak nie to samo. Jeździłbym, gdybym był 130-kilogramowym mistrzem kulturystyki albo sztuk walki.

coupe-cabrio przegląd ofert

Coupe-cabrio segmentu C: jakie są?

Małe kabriolety są po prostu małe, więc większą popularnością cieszą się większe wozy. Piękne mi wyszło to zdanie, bardzo odkrywcze. Czy Opel Astra III w wersji Twintop jest piękny? Tu bym się spierał, ale zdaniem wielu to chyba najbardziej spójny i proporcjonalny stylistycznie wóz w swojej klasie.

Okolice 10 tysięcy złotych to w tym przypadku absolutne minimum, ale takie oferty też nie wzbudzają wielkiego zaufania. Ach, te udawane niemieckie blachy! Auta ciut droższe to już być może Dobra Opcja Na Lato, ale z silnikiem 1.6 115 KM nie należy się spodziewać mocnego wiatru we włosach, tylko co najwyżej powiewu. Uwaga: można natrafić na Astrę coupe-cabrio z dieslem. Uciekamy. Benzynowe 1.8? No dobrze, ujdzie. O wiele lepszym pomysłem jest silnik 2.0 turbo o mocy 170 KM. Co ciekawe, w gamie było też 1.6 turbo mocniejsze o 10 KM. Ale przerabianie kabrioletu na gaz to już oryginalny pomysł. Musiało zostać mnóstwo bagażnika.

Jak widać, Astrę Twintop spokojnie da się znaleźć poniżej 20 tysięcy złotych

Nieco tańsze jest Renault Megane CC, a w bardzo podobnej lidze cenowej gra Ford Focus kabrio. Zauważyłem, że niektórzy okropnie narzekają na jego linię nadwozia. No dobrze, ten tył nie jest mistrzowski, ale całość przecież wcale nie wygląda tak źle. Nawet mi się podoba, zwłaszcza w tym kolorze. Pamiętam go z folderów. Pan Artur zrobił za to dość ładne zdjęcia swojego egzemplarza, ale 100 KM i LPG w ciężkim kabrio? To brzmi jak dostawca kebaba na skuterze znowu nie dał mi żadnych szans spod świateł. Pozostaje benzynowy motor 2.0 145 KM.

Czy na rynku jest jakieś szybsze coupe-cabrio?

W poszukiwaniu mocy i osiągów musimy przejść segment wyżej, również cenowo. Witam w krainie prestiżu i (czasami) silników z większą liczbą cylindrów. Zacznijmy od BMW E93, czyli Trójki kabrio z twardym dachem. E93 nadal wygląda rewelacyjnie. Jest niezwykle proporcjonalne i wcale nie widać, żeby styliści musieli się jakoś specjalnie starać, by zmieścić składany dach w tylnej części auta. Ta linia po prostu nie chce się zestarzeć.

Jak przystało na niezbyt nowe BMW, E93 zaczyna mieć jednak problem z właścicielami. Postrachem wielu małych miejscowości są E92 i E93 z przyciemnionymi, tylnymi lampami, często z kierownicą po prawej stronie. Amatorskie próby driftu na lokalnym rondzie przy akompaniamencie przebojów Tobiego Kinga to jedno. Drugie to szalone wyprzedzanie na trzeciego na wąskich, wiejskich drogach.

W segmencie do 30 000 zł dominują auta uszkodzone, z kierownicą po prawej stronie albo takie i takie naraz. Jest też BMW serii 1 kabrio, które ktoś usilnie przedstawia jako serię 3. Aby rozejrzeć się za sensownym E93, trzeba mieć około 40 tysięcy. Egzemplarz sprzedawany przez pana Jana pochodzi z polskiego salonu i robi przyzwoite wrażenie mimo sporego przebiegu i – niestety – słynnych, przyciemnianych reflektorów. Niby ciemne, a jednak widać przez nie ostrzegawczą lampkę, która powinna zapalić się chętnemu. Zaskakująco ładnie jak na 38 900 zł wygląda niebieski samochód z jasnym wnętrzem (też lubię robić zdjęcia na tym parkingu na warszawskim Wilanowie), ale w opisie zawarto istotną informację. Ten egzemplarz urodził się na Wyspach i ma za sobą przekładkę. Dla niektórych to wada.

coupe-cabrio przegląd ofert

Większość klientów będzie też wolała poszukać czegoś z sześciocylindrowym motorem. Wiadomo, jak BMW to tylko R6. Jest znacząco drożej, zwłaszcza jeśli ktoś chciałby wóz z polskiego salonu i od pierwszego właściciela, taki jak ten sprzedawany przez pana Sebastiana. Za 65 900 zł dostajemy benzynowe 272 KM o oznaczeniu 330i. 900 zł mniej kosztuje egzemplarz w wersji 335i, która przeszła tuning i zamiast 306 ma 370 KM. Kiedyś na jakimś forum czytałem, że takim 335i można już ganiać M3. Ze względu na folię, którą pokryto opisywane BMW, raczej trudno będzie pozostać niezauważonym podczas pościgu.

Najdroższym E93 wystawionym na sprzedaż, które nie jest M3, jest egzemplarz za 83 000 zł. Niestety, ma diesla pod maską, ale zrobię tu wyjątek i przyznam, że akurat takim kabrio mógłbym jeździć, bo to sześciocylindrowy silnik 3.0 D. Sprzedający zachwala, że wóz pojawił się w teledysku Ani Dąbrowskiej. Ja wolałbym E36 z teledysku Kalwi & Remi

Spójrzmy na coś trochę mniej dresiarskiego popularnego

O ile BMW E93 kojarzy się jednak trochę z Tobim Kingiem i kroniką wypadków w lokalnej gazecie, o tyle Volvo C70 drugiej generacji to nadal wóz nasuwający skojarzenia raczej z elegancką panią prawnik, która podąża do kancelarii w gustownym, beżowym płaszczu. Wątpię, by zechciała rozmyślać o nadchodzącej rozprawie, czując jednocześnie wiatr we włosach i spaliny diesla. Niestety, większość C70 w ogłoszeniach (start od 20 tysięcy złotych) ma pod maską motor tankowany czarnym pistoletem. W dodatku nie jest to przyjemnie brzmiące pięć cylindrów, tylko peugeotowski diesel 2.0, znany też z Fordów.

Trochę lepiej skupić się na benzynowym, pięciocylindrowym 2.4. 140-konne C70 to idealny przykład wozu, o którym można powiedzieć, że może i nie jest szybki, ale za to dużo pali. Wyniki zużycia paliwa muszą być naprawdę słabe, bo widać, że LPG jest tutaj popularną modyfikacją (np. ten i ten egzemplarz). Najlepiej musi jeździć C70 2.5 turbo, ale podaż sensownych egzemplarzy jest równie słaba, co promień skrętu Volvo.

Coupe-cabrio jest na rynku jeszcze więcej

Ci, którzy wolą jednak roadstery, powinni zwrócić uwagę na coupe-cabrio sprzed czasów mody na coupe-cabrio, czyli na pierwszego Mercedesa SLK. Po angielsku nazwę tego modelu wymawia się Es-El-Kej i niektórzy złośliwi brytyjscy dziennikarze zamieniali jedną literkę, sugerując, do kogo skierowano tak zaprojektowany samochód. Jest to oczywiście bzdura, a zadbane SLK z mocnym silnikiem to już pełnowartościowy klasyk. O ile nie rdzewieje.

Warto pamiętać też o VW Eosie (całkiem ładny i całkiem szybki z 2.0 turbo albo sześciocylindrowym 3.2). Swoich zwolenników ma Peugeot 308 CC, ale ileż można pisać o jednej marce w tym przeglądzie? Uwaga na Opla Cascadę, bo podobno jest tak ciężki, że niektóre wersje wymagają już prawa jazdy kategorii C. A jak chcecie się wyróżniać i kupić coś, czego nie ma nikt inny, kupcie TO. Albo TO. Tylko szybko, bo zbiera się na deszcz.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać