Historia / Klasyki

Prototypy z przeszłości: Ford Levacar Mach I miał latać 800 km/h. Latać, nie jeździć

Historia / Klasyki 17.02.2019 21 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 17.02.2019

Prototypy z przeszłości: Ford Levacar Mach I miał latać 800 km/h. Latać, nie jeździć

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk17.02.2019
21 interakcji Dołącz do dyskusji

Pamiętacie kreskówkę „Jetsonowie”? Jej twórcy zapewne myśleli, że latające samochody – takie, jakimi poruszali się bohaterowie – są kwestią nieodległej przyszłości. W końcu chwilę wcześniej pojawił się Ford Levacar.

Mój tata opowiadał mi, że gdy był w szkole podstawowej, miał na lekcji plastyki narysować, jak wyobraża sobie świat w roku 2000. Zarówno jego praca, jak i dzieła jego koleżanek i kolegów, miała jeden wspólny element: wszyscy byli przekonani, że w tak odległej przyszłości tradycyjne auta odejdą do lamusa. Miały je oczywiście zastąpić samochody latające.

Trudno się dziwić.

W końcu w tamtych czasach (były to lata 70.) technika gnała do przodu. Kilka lat wcześniej człowiek wylądował na Księżycu, a w telewizji pojawiał się od czasu do czasu animowany serial „Jetsonowie”. Tak – emitowano go też w Polsce, pod nazwą „Odrzutowscy”. Wydawało się, że przedstawione tam wizje to coś całkiem realnego.

Zaczęło się jeszcze wcześniej.

Lata 50. były – zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych – czasem, kiedy wszystko wydawało się możliwe. II wojna światowa, mimo swoich wszystkich okropności, bardzo przyspieszyła rozwój branży lotniczej. Po wojnie tempo wcale nie zmalało, napędzane paliwem w postaci rywalizacji z ZSRR o to, kto wygra w wyścigu kosmicznym.

Marzenia o lataniu i motywy lotnicze przeniknęły do motoryzacji. Szybko uznano, że szorowanie oponami po asfalcie to coś całkowicie niemodnego i przestarzałego. Nadeszła najwyższa pora na następny krok.

Tak powstał Ford Levacar.

Ford Levacar

Po raz pierwszy pokazano go w 1959 r. Wiem, że z pewnością rozczaruję w tym miejscu wielu czytelników, ale muszę zacząć od ważnej informacji: ten prototyp nie latał. Był tylko modelem w skali 1:1.

Wygląd: jak z kreskówki.

Ford Levacar

Z pewnością Levacar zainspirował twórców wspomnianych „Jetsonów”, którzy powstali trzy lata później. W środku nadwozia, które wygląda jak definicja słowa „futurystyczne”, mieścił się tylko jeden człowiek. Trudno powiedzieć, czy miał to być bardziej kierowca, czy pilot.

Gdzie schowano koła? Odpowiedź brzmi: nigdzie. Pomysł na to, jak ten Ford miał się poruszać, był następujący: na początku pojazd unosił się kilkanaście centymetrów nad ziemię, za pomocą trzech dyszy powietrznych umieszczonych w podwoziu. Następnie do akcji wkraczał umieszczony z tyłu silnik odrzutowy.

Teoretycznie, miał pozwalać na osiągnięcie 800 km/h.

Ford Levacar
Oto jak tłumaczono zasadę działania Levacara.

Konstruktorzy Levacara skorzystali jednak z przywileju przysługującego twórcom prototypów. Nie wyjaśnili, jak pojazd miałby wytracać tak olbrzymią prędkość. Nie skupiono się też zbytnio nad kwestią sterowności czy bezpieczeństwa podczas (nieuchronnych) wypadków. Czy raczej: katastrof.

Levacar był tylko wizją, która z deski kreślarskiej stała się plastikową skorupą – ale niczym więcej. Nawet w latach 50. inżynierowie wiedzieli, że na latające, odrzutowe samochody jest jeszcze za wcześnie. Ale na pewno gdyby ktoś kazał im narysować świat w roku 2000, już by tam były…

Ford X2000. Piękny, prawda?

PS Ford w tamtych czasach był chyba najciekawszą i najodważniejszą marką na świecie. Razem z Levacarem zaprezentowano jeszcze model X2000, który wyglądał jak zaprojektowany po zażyciu dużej dozy środków pobudzających wyobraźnię. Obok postawiono Forda Nucleona o napędzie atomowym. Na deser zostawiono jeszcze latającą hulajnogę.

Obecny zarząd Forda mówi głównie słowa „restrukturyzacja”, „zwolnienia” i „zwiększenie zysków”. Ich dalecy poprzednicy mieliby ich za strasznych nudziarzy.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie