Historia / Klasyki

Włoska poczta upamiętniła jeden z najbardziej kosmicznych prototypów w historii. To Ferrari 512 S Modulo

Historia / Klasyki 13.10.2020 38 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 13.10.2020

Włoska poczta upamiętniła jeden z najbardziej kosmicznych prototypów w historii. To Ferrari 512 S Modulo

Piotr Szary
Piotr Szary13.10.2020
38 interakcji Dołącz do dyskusji

Jeśli oprócz samochodów lubisz również znaczki pocztowe, będziesz zachwycony. Włoska poczta wprowadziła na rynek znaczek upamiętniający zarówno 90-lecie Pininfariny, jak i 50 lat niesamowitego Ferrari 512 S Modulo.

Pewnie kiedyś już o tym wspominałem, ale co do zasady nie jestem jakimś wielkim fanem prototypów z ostatnich lat. Wszystko przez to, że albo wyglądają niemal jak produkt finalny i tym samym rzadko się wyróżniają czymś szczególnym, albo przypominają futurystyczny sprzęt AGD, tylko z ograniczoną liczbą sensownych funkcji – za to z dużą liczbą światełek. Pół wieku temu wyróżnić się było łatwiej, a i tak wszyscy kombinowali z totalnie odjechanymi projektami.

Jednym z nich było Ferrari 512 S Modulo

Ferrari 512 S Modulo

Samochód zaprojektowany przez Paolo Martina zaprezentowano na Salonie Samochodowym w Genewie w 1970 r. Był to w owym czasie jeden z kilku kosmicznych prototypów Pininfariny, przy czym chyba nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że w tej kosmiczności Modulo zgarnęło żółtą koszulkę lidera. Albo żółte papiery. Albo jedno i drugie.

Ferrari 512 S Modulo

Jak nazwa wskazuje, za bazę do budowy futurystycznego auta posłużyło Ferrari 512 S – wyścigówka oparta na stalowej, rurowej ramie przestrzennej, napędzana 5-litrowym silnikiem V12. Można nawet ująć to w sposób bardziej precyzyjny: Ferrari Modulo skorzystało z podwozia 512 S o numerze 27.

Auto oczywiście kompletnie nie przypominało pierwowzoru od strony wizualnej, ale poza tym, zmiany względem oryginalnego 512 S były raczej niewielkie. Oznacza to, że także i w prototypie z 1970 r. można było liczyć na ok. 550 KM, które za pośrednictwem 5-biegowej skrzyni biegów trafiały na tylną oś. Zakładając, że osiągi byłyby zbliżone do tych z auta wyścigowego, taka moc powinna wystarczyć na osiągnięcie ok. 350 km/h. Masa własna wynosiła zaledwie 900 kg.

Ferrari 512 S Modulo
Reflektory przednie były podnoszone – podobnie jak dzieje się to np. w Porsche 928.

Rozgrzewka za nami, pora na rzut oka na nadwozie

Nie no, dobra, tak to się nie da. Rzucić okiem to można, no nie wiem, na Skodę Fabię albo Mazdę 626 z połowy lat 90., ale Ferrari 512 S Modulo przykuwa uwagę na długo. W zasadzie trudno zdecydować się, od czego zacząć, więc jeśli ten fragment będzie odrobinę chaotyczny – musicie mi wybaczyć.

Zacznę od tego, że początkowo prototyp był błękitny. Potem przemalowano go na czarno, przez co wyglądał w mojej opinii dość złowrogo. Później samochód ponownie zmienił ubarwienie – tym razem zdecydowano się na kolor biały, co poskutkowało uwypukleniem wszelkich ciekawych detali stylistycznych i podkreśleniem futurystycznej sylwetki. Ciekawym zabiegiem było zastosowanie czerwonego pasa okalającego nadwozie i łączącego przednie i tylne oświetlenie auta.

Ferrari 512 S Modulo

Kolejna kwestia to koła. Te ukryto za aerodynamicznymi osłonami, co zresztą sprawia, że auto wygląda jakby wizja zawrócenia nim „na trzy” na pasie startowym lotniska była wizją nazbyt optymistyczną. Bez tych osłon auto traciło wiele ze swojego charakterystycznego stylu, ale wtedy łatwiej też było dojrzeć, że tylna część nadwozia odrobinę przypominała z profilu coś w stylu rozpłaszczonego De Tomaso Mangusty po kuracji odchudzającej.

Wsiadamy!

Ależ oczywiście, proszę bardzo signore, tylko weź tu znajdź drzwi. Nie ma? A to szkoda. No ale dobra, nie ma drzwi, to trzeba radzić sobie inaczej. Na przykład odsuwając do przodu panel złożony z dachu, szyby czołowej i szyb bocznych. Można powiedzieć, że w nieco podobny sposób rozwiązało to 35 lat później Maserati, tworząc prototyp Birdcage 75th.

Ferrari 512 S Modulo

We wnętrzu Ferrari 512 S Modulo oczy wypadały z orbit jeszcze szybciej niż podczas oględzin mierzącego 93 cm wysokości nadwozia. Szerokość kabiny teoretycznie pozwalałaby na przewiezienie 4 pasażerów obok siebie, ale fotele były tylko 2 – do tego ustawione tak blisko siebie, że kierowca teoretycznie mógłby uderzać pasażera łokciem w żebra przy każdej zmianie biegów. W praktyce było to jednak odrobinę utrudnione, ponieważ kierujący prototypem Pininfariny siedział na prawym fotelu i zmieniał biegi prawą ręką – wspomniane atakowanie pasażera trzeba by było wobec tego uskuteczniać łokciem lewym, co byłoby trudniejsze do wytłumaczenia.

Warto także zwrócić uwagę czarne kopuły – były one obrotowe i po stronie kierowcy można było tam znaleźć sporą część elementów sterujących do obsługi samochodu. No i zostaje jeszcze kwestia kierownicy, której punkt mocowania ukryto pod deską rozdzielczą. Dzięki temu kierowca mógł mieć wrażenie, że przed nim znajduje się tylko sama obręcz kierownicy.

Ferrari 512 S Modulo

Dziś prototypowe Ferrari ma się lepiej niż kiedykolwiek

Modulo przez długie lata było częścią kolekcji Pininfariny. Gdy włoskie biuro projektowe wpadło w kłopoty finansowe, auto sprzedano. Nabywcą został James Glickenhaus, znany z posiadania m.in. wyjątkowego Ferrari P4/5 (zbudowanego na bazie Enzo), a także właściciel zespołu wyścigowego Scuderia Cameron Glickenhaus i własnej marki samochodu SCG (budującej model SCG003).

Ferrari 512 S Modulo

Glickenhaus zdecydował się na usprawnienie auta, które trafiło do niego bez układu napędowego i szeregu innych elementów. Gdy braki już uzupełniono i samochód zabrano na testy do Monako, tył Modulo stanął w płomieniach z powodu wadliwego elementu układu wydechowego. Potem jednak samochód naprawiono i dziś Ferrari jest w pełni sprawne. Dopuszczenie go do ruchu wymagało co prawda pewnych zmian konstrukcyjnych (z których chyba najprostszą było dołożenie lusterek bocznych), ale nie zmienia to ogólnego odbioru pojazdu. Mi ciśnie się na usta i pod palce tylko jedno: kosmos, po prostu kosmos.

A, byłbym zapomniał

Znaczki! Ze znaczkami z opisywanym Ferrari z 1970 r. jest o tyle przyjemna sytuacja, że włoska poczta wyda ich 400 tys., więc jeśli ktoś chciałby dołączyć sobie Modulo w miniaturce do swojego klasera – powinien zdążyć. Jedna sztuka to koszt 1,10 euro. To chyba dobra cena za kawałek legendy?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać