Historia / Klasyki

Prototypy z przeszłości: Hunaudieres to Bentley, który 20 lat temu zapowiadał Bugatti Veyrona

Historia / Klasyki 13.01.2019 23 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 13.01.2019

Prototypy z przeszłości: Hunaudieres to Bentley, który 20 lat temu zapowiadał Bugatti Veyrona

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk13.01.2019
23 interakcje Dołącz do dyskusji

Mało brakowało, a najszybszy drogowy samochód początku XXI wieku nosiłby znaczek Bentleya. Oto prototyp z bardzo trudną do wymówienia nazwą.

Czas po świętach Bożego Narodzenia to okres wyprzedaży w sklepach. Można zaszaleć i wybrać się na duże zakupy. Ale niezależnie od tego, ile koszul, butów i skarpet sobie kupicie, nie pobijecie zakupów Volkswagena z 1998 roku. W ciągu kilku miesięcy tamtego roku, firma z Wolfsburga kupiła trzy wielkie, utytułowane i legendarne marki – Lamborghini, Bugatti i Bentleya.

Na początku nie było jeszcze jasne, jaki Niemcy mieli pomysł na tę trójkę. Z Lamborghini poszło łatwo – decyzja, aby w Sant’Agata Bolognese dalej tworzono szalone auta sportowe była dość oczywista. Ale przy Bugatti i Bentleyu sytuacja się komplikowała. Obie marki miały wspaniałe przedwojenne tradycje wyścigowe. Obie kojarzyły się z luksusem, klasą i prędkością. A w Volkswagenie coraz bardziej dojrzewano do decyzji o zbudowaniu hipersamochodu. Takiego, którego nie stworzył nikt inny. Luksusowego, niesamowicie drogiego i najszybszego na świecie. Tylko jaki miał mieć znaczek?

Na początku padło na Bentleya. Tak powstał Hunaudieres

Bentley Hunaudieres

Jeżeli ktoś – na przykład tak, jak piszący te słowa – po francusku potrafi powiedzieć co najwyżej „bonjour”, na nazwie tego auta połamie sobie język. Ale francuska nazwa w brytyjsko-niemieckim samochodzie nie była przypadkowa. Tak nazwano najdłuższą prostą na Circuit de la Sarthe, gdzie odbywa się 24-godzinny wyścig Le Mans. Inna nazwa na ten 6-kilometrowy fragment to Mulsanne. Chyba widzicie, że ten tor zajmuje w historii marki Bentley szczególne miejsce…

Jeżeli chodzi o wygląd nadwozia modelu Hunaudieres: w tamtych latach Bentley produkował samochody, które mogłyby ilustrować w Encyklopedii Britannica hasło „konserwatyzm”. Klasyczne, proste, wielkie i kanciaste. W sam raz dla chodzącego w futrze lorda. I tacy właśnie ludzie kupowali wtedy Bentleye. Jestem przekonany, że gdy zobaczyli, jak wygląda Hunaudieres, pooblewali się herbatą. Z wrażenia albo z oburzenia.

Oto supersamochód w najczystszej postaci. Został zbudowany na płycie podłogowej Lamborghini Diablo

Bentley Hunaudieres

Moim zdaniem o ile z tyłu widać, że ten projekt ma 20 lat, to z przodu Hunaudieres nadal prezentuje się świeżo. Gdyby zamontować tu LED-owe reflektory, mógłby udawać aktualny model. Z profilu wielkie, błyszczące felgi i chromowane detale nie każdemu się spodobają. W żadnym wypadku nie jest tu ascetycznie. Ale to w końcu Bentley. Przypomina o tym też lakier. British Racing Green był jedynym słusznym wyborem.

Zresztą nadwozie to jedynie opakowanie dla silnika. I to jakiego! Mówimy o motorze W16. Co ciekawe, nie ma tu żadnego doładowania, jest to jednostka wolnossąca o pojemności 8004 centymetrów sześciennych. Dzięki zastosowaniu zasady „no replacement for displacement” udało się uzyskać imponującą moc 630 KM. Moment obrotowy to z kolei 760 Nm. Jest dostępny przy 4000 obrotów na minutę.

Bentley Hunaudieres

W tym miejscu warto zauważyć, że stara jak świat jednostka 6,75 l, montowana np. w Bentleyu Continentalu T z tamtych lat zapewniała aż 875 Nm – i to przy 2100 obr/min. Ale Continental T nie osiągał 100 km/h poniżej 4 sekund i nie mógł jechać 350 km/h. A Hunaudieres owszem.

W środku – prawie jak… w Veyronie

Bentley Hunaudieres

Skóra, metal, sporo błysku i dość proste kształty. Ten sam pomysł zastosowano potem w Bugatti. Ale Bentley Hunaudieres był jeszcze ciekawszy, ponieważ… był samochodem koncepcyjnym. Dlatego nie ma w nim tradycyjnych lusterek, tylko kamery połączone z ekranami. Nie chciałbym musieć z nich korzystać, bo chyba wszyscy pamiętamy jakość takich sprzętów w 1999 roku. Ale prototypy rządzą się swoimi prawami. Z kolei przyciski do obsługi zestawu audio były odpowiednio schowane – by nic nie rozpraszało kierowcy.

Zadbano też o to, by w środku nie było ciasno. Mimo pokrewieństwa z Diablo, wnętrze Bentleya było obszerniejsze. Miejsca nad głową było więcej aż o prawie 8 centymetrów. W końcu jednymi z potencjalnych klientów mogli być koszykarze z NBA…

Plan był następujący: sprzedawać 300 egzemplarzy rocznie za ponad 250 tysięcy funtów za sztukę

Bentley Hunaudieres

Ciekawe czy – podobnie jak w przypadku Veyrona – koncern zakładał, że na każdym z tych wozów straci. Tak czy inaczej, wkrótce po tym, jak Hunaudieres ujrzał światło dzienne, w zarządzie VW podjęto ważną decyzję: Bentley skupia się na produkcji limuzyn i nieco „skromniejszych” modeli. A Bugatti, zamiast produkować planowaną limuzynę z silnikiem W18 (!), przejmuje projekt 16-cylindrowego hipersamochodu.

Po drodze powstało jeszcze prototypowe Audi Rosemeyer, ale w końcu na rynek trafił Veyron. Nie obyło się bez problemów, bo Bugatti miało być jeszcze szybsze niż Hunaudieres i przekraczało 400 km/h. Wyzwaniem okazało się m.in. zaprojektowanie układu chłodzenia i opon. Ale to już inna historia…

A Hunaudieres był moim zdaniem ładniejszy od Bugatti. Przynajmniej z przodu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie