Wiadomości / Felietony

Wrocławski protest kierowców przeciwko korkom był jak libacja na skwerku

Wiadomości / Felietony 07.11.2021 327 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 07.11.2021

Wrocławski protest kierowców przeciwko korkom był jak libacja na skwerku

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski07.11.2021
327 interakcji Dołącz do dyskusji

Kiedy funkcjonariusze przybyli na miejsce, okazało się, że nikogo tam nie ma. A przecież tyle osób wyrażało poparcie dla protestu na Facebooku. 

Na pewno pamiętacie kultowy wpis „Gazety Wrocławskiej” z 2010 r. pt. „libacja na skwerku”. Przybyli na miejsce rzekomej libacji funkcjonariusze nie zastali nikogo na miejscu i był to temat wart poruszenia w mediach. Podobnie rozwinął się „protest wrocławskich kierowców przeciwko korkom”, który zakończył się na tym, że organizatorzy stanęli na rynku i coś tam poopowiadali, a kilkanaście osób ich wysłuchało. Najwyraźniej wrocławianie nie mają chęci protestować w swoich samochodach przeciwko korkom.

Sam jestem samochodziarzem i nie rozumiem przeciwko czemu był ten protest

Przeciw korkom? Ale to samochody tworzą korki. Wystarczy nie jeździć samochodem i nie ma problemu. „Spóźniłem się, bo stałem w korku” – jakbyś nie pojechał samochodem, korek byłby mniejszy. Ja już od dawna uznaję korki uliczne za nieodłączną wadę mieszkania w dużym mieście. Staram się ich unikać, jeżdżąc jednośladem gdy tylko się da, ale jeśli już muszę jechać samochodem, to rozumiem że będę musiał postać w kolejce i poczekać na swoją kolej do przejechania. Korek nie różni się niczym od kolejki do kasy w supermarkecie. Nie chcesz stać w kolejce do kasy – idź do marketu w takich godzinach, w których nie ma kolejek. Wszyscy możemy zmniejszyć korki, nie biorąc w nich udziału. Protestowanie nie ma sensu, nikt nie wybuduje ośmiopasmowych ulic w centrum, a nawet gdyby to zrobił, to pewnie też by się zakorkowały.

Podobnie absurdalny jest protest przeciwko buspasom. Buspas zachęca mnie do jazdy komunikacją zbiorową, a zniechęca do jazdy samochodem. Jeśli szybciej dojadę autobusem, wybiorę autobus. A jeśli jest tak, że autobus grzęźnie na długie minuty z samochodami prywatnymi, to nie mam najmniejszego powodu, żeby w ogóle się do niego zbliżać. Postulaty w rodzaju „buspasy się buduje, a nie maluje” są wzięte z Księżyca. Organizacja ruchu w mieście powinna stawiać na maksymalną efektywność. Powala mnie stwierdzenie, że „miasto powinno mieć sprawną komunikację, która jest wyborem, a nie przymusem” (to słowa jednego z organizatorów). Ona już jest wyborem, nikt nie każe jechać samochodem. A jeśli wybierasz samochód, to z konsekwencjami, czyli korki + konieczność zaparkowania. Najwyraźniej organizatorzy to kolejna grupa, która chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko.

Protestowano też przeciw zabieraniu miejsc parkingowych

Tu nie jestem już taki pierwszy do wyśmiewania tego postulatu, ale nie mam na myśli miejsc w centrum, w gęstej zabudowie, gdzie wiadomo że nie zmieści się nieskończona liczba samochodów. Protestuję natomiast przeciwko debilnemu zabudowywaniu nowymi blokami osiedlowych parkingów na osiedlach z PRL. Powoduje to tylko chaos przestrzenny, eskalację problemu i agresję. Nie ma szans, żeby ludzie mieszkający na prl-owskich blokowiskach pozbyli się samochodów „bo tak”. To nierealne. Mieszkanie w centrum, w kamienicy, bez samochodu – spoko. Mieszkanie w oddalonym od centrum osiedlu, w wielkim bloku, bez auta – zero szans. A tu przychodzi deweloper i na miejscu, gdzie znajdował się zorganizowany (i często płatny) parking dla mieszkańców osiedla, stawia blok. Dotychczasowi mieszkańcy nie mają gdzie parkować, nowi też – bo nie wykupują miejsc w nowej inwestycji, uznając że „jakoś to będzie”. Horror do kwadratu. Ale w starej zabudowie, która dominuje w centrum Wrocławia, no cóż – parkingi też powinny być, najlepiej podziemne i słono płatne, bo jednak i mieszkać w centrum, i mieć samochód, to już trochę luksus.

libacja na skwerku
Nawet na tym zdjęciu widać, że to nie buspas jest problemem.

Najwyraźniej jednak ludzie mają wylane na te problemy

Każdy sobie jakoś radzi po swojemu i nie ma potrzeby protestować. Dlatego z ponad tysiąca osób, które zadeklarowały zainteresowanie wydarzeniem na Facebooku, ostatecznie przyszło ponoć tylko kilkanaście. Reszta nie zdążyła, bo stali w korku, który sami stworzyli.

Zdjęcie główne: Vnukko/Pixabay

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać