Felietony

Wszedłem na stronę Mercedesa i wyszedłem oburzony. Ale winy Mercedesa nie ma w tym ani trochę

Felietony 22.07.2021 257 interakcji

Wszedłem na stronę Mercedesa i wyszedłem oburzony. Ale winy Mercedesa nie ma w tym ani trochę

Piotr Barycki
Piotr Barycki22.07.2021
257 interakcji Dołącz do dyskusji

Wyobraźmy sobie taki cudowny program wsparcia: dopłacamy zamożnym ludziom do tego, żeby kupili produkt, którego nie potrzebują. Brzmi bez sensu? Tak. I jednocześnie brzmi jak Program Mój Elektryk. 

Od razu przepraszam Mercedesa za to, że mu się oberwało – ma po prostu pecha, że jest moją ulubioną marką i regularnie wchodzę na jego stronę internetową, żeby zobaczyć, czy aby nie pojawiło się tam coś nowego. I ostatnio przywitał mnie taki oto obrazek:

Czyli tak: kup pięknego (ok, z tym to już żartuję), błyszczącego EQA, a Polska dopłaci ci do niego nawet 27 000 zł. Pewnie podobne obrazki znalazłbym też na stronach innych producentów. Tylko po co mam tam wchodzić, jak tam żadnych ciekawych samochodów nie ma.

Ale wracając do tego obrazka, to…

Jest to idealne podsumowanie całego cudownego programu Mój elektryk.

I to na kilku poziomach.

Po pierwsze – EQA jest drogim samochodem, nawet według współczesnych poziomów cenowych nowych aut. Bez jakiejkolwiek opcji kosztuje katalogowo minimum 199 900 zł (EQA 250, 222 800 zł za EQA 300 4Matic). Czyli jest to auto raczej dla osób, które radzą sobie zdecydowanie przyzwoicie.

Po drugie – to SUV/crossover, czyli auto w formie, która jest światu absolutnie zbędna. Jest modą i fanaberią, która nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia. Czyli to jest auto, które trudno uznać za podstawowy, niezbędny nabytek.

Czyli mamy taką kosmiczną kombinację – drogi SUV marki premium, który absolutnie nikomu do życia potrzebny nie jest, objęty jest państwowym dofinansowaniem potężnie przekraczającym (po spełnieniu odpowiednich wymagań) 10 proc. katalogowej wartości samochodu.

Czyli w jeszcze większym skrócie: państwowy program Mój Elektryk pozwoli komuś, kto i tak biedy nie klepie, spełnić swoją fanaberię – w tym przypadku dotyczącą jazdy elektrycznym SUV-em z gwiazdą na grillu.

Żeby nie było – ani Mercedesowi nie zabraniam produkować takich aut, ani nikomu ich kupować.

Ludzie chcą kupować SUV-y – proszę bardzo, niech producenci je produkują. Ludzie chcą za nie płacić 200 000 zł i więcej (w leasingu, oczywiście) – proszę bardzo, najwyraźniej takie są ich rynkowe ceny, a ja nikomu do kieszeni zaglądać nie zamierzam. Niech kto chce kupuje sobie EQA i niech mu droga szeroką będzie, a ładowarki niech wyrastają jedna po drugiej wzdłuż wszystkich jego tras podróży. A za 3 lata, jak skończy się leasing, niech go już będzie stać na EQC albo w ogóle EQS.

Tylko dlaczego ktokolwiek ma do tego dopłacać z państwowych pieniędzy?

Trochę naiwnie zakładam, że dopłaty do czegokolwiek mają pomóc rozwiązać jakiś problem, ewentualnie napędzić coś. Mój Elektryk nie zrobi ani jednego, ani drugiego. Jeśli chodzi o jakość powietrza (już pomijając nasz miks energetyczny) czy inne problemy generowane przez samochody spalinowe – auta kupione w ramach ME będą mikroskopijną kroplą w morzu aktualnej floty. I zmienią dokładnie nic, bo i w jaki sposób mogłyby zmienić. Jeśli chodzi o problemy generowane ogólnie przez samochody – lokalnie i globalnie – to program ME zmieni jeszcze mniej albo nawet pogorszy sytuację, bo w sumie jak ktoś ci dopłaca kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy, to dlaczego nie zmienić samochodu na nowszy i bardziej błyszczący.

Mody na zakup samochodów elektrycznych na dłuższą metę też raczej z tego nie będzie. Fajnie, że można kupić takie auto nawet o 27 000 zł taniej, tylko większość osób pewnie zacznie sobie zadawać pytania „a gdzie ja to będę ładował” i na tym się chęć skorzystania z dofinansowania skończy. Czyli ostatecznie głównie kupią ci, którzy i tak by kupili – tyle że teraz kupią odrobinę albo zauważalnie taniej – i może trochę osób, które były trochę na tak, ale jednak trochę na nie, i ta gratyfikacja finansowa ich przekonała.

„Boli cię, bo sam nie możesz skorzystać”

Niespecjalnie. Nie łapię się na tyle programów dofinansowania aktualnego rządu, że w sumie już całkowicie przywykłem. Ale z chęcią widziałbym te pieniądze trafiające do osób, które faktycznie zachowywały się w zakresie motoryzacyjnym eko i to od dłuższego czasu. Np. do pana Staszka (właśnie go wymyśliłem), który kupił 20 lat temu Fiata Bravo i śmiga nim do dzisiaj, dbając o to, żeby był w dobrej kondycji. Ileż ten człowiek zaoszczędził CO2 na tym, że nie kupował regularnie nowych samochodów – to dopiero zasługuje na jakiś eko-bonus.

No ale nic, to by się rządowi słabo klikało. Czekam więc na kolejny program wspomagający, przewidujący np. dopłaty do zakupu jachtów. Przecież one też przez większość czasu są eko.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać