Przegląd rynku

Poniedziałkowy przegląd ofert: świeżo sprowadzony do 20 tys. zł

Przegląd rynku 09.09.2019 513 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 09.09.2019

Poniedziałkowy przegląd ofert: świeżo sprowadzony do 20 tys. zł

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski09.09.2019
513 interakcje Dołącz do dyskusji

„Świeżo sprowadzony”, „nigdy nie jeździł po Polsce” i „prosto od Niemca” to hasełka, które sponsorują dzisiejszy przegląd ofert. Kwota sponsoringu nie może przekraczać 20 tys. zł, a szukamy auta praktycznego i rodzinnego, najlepiej kombi. 

Najważniejsze jednak, żeby nie było nigdy używane przez Polaka i nie jeździło po polskich drogach. Niemieckie drogi są tak gładkie, że można się w nich przeglądać jak w lustrze. Przeciętny Niemiec nigdy nie daje ognia na zimnym, a o samochód dba bardziej niż o wiodącą pozycję swojego kraju w UE. Olej zmienia co 5000 km i wlewa tylko najlepszy, z kryształkami unobtainium i sproszkowanym rogiem jednorożca. Opony – co roku nowe, ze specjalnej mieszanki gumy robionej na zamówienie według indywidualnych upodobań. Siedemnaście warstw ceramiki na lakierze. Nie wiem czy wiecie, ale jeśli w trakcie badania technicznego w Niemczech inspektor znajdzie pyłek na desce rozdzielczej, to cały samochód idzie natychmiast na przemiał. Dlatego samochody w Niemczech są przeważnie lepsze niż nowe. Stąd też przeświadczenie, że informacja w rodzaju „świeżo sprowadzony od Niemca, nie jeździł po Polsce” stanowi istny magnes na klientów. A nawet elektromagnes. Włączamy prąd i zobaczmy, co nas przyciągnie.

Audi i Volkswagen

Właściwie ten przegląd mógłby się zakończyć na Audi A4 B6, względnie B7. Nie ma przecież nic lepszego za te pieniądze. Wiem, to przeważnie 2.0 TDI, silnik ten ma raczej przeciętną opinię, ale problemy z nim dotyczą raczej aut z przebiegami powyżej 300 tys. km. A tu proszę, zaledwie 248 tys. km i to w uczciwej cenie. Świeżo sprowadzony. Jeśli 2.0 TDI to nie wasza bajka, można też zaatakować 2.7 TDI V6. To już ten z common rail, nie ma nic wspólnego z problematycznym 2.5 TDI na pompie wtryskowej. Czasem silnik jest mniej ważny niż wnętrze, ja na przykład uwielbiam jasne wnętrza i w sumie silnik byłby mi obojętny, gdyby mógł obcować z czymś tak pięknym. Oczywiście niemal każdy świeżo sprowadzony samochód ma przebieg autostradowyPrzebieg autostradowy w ogłoszeniu to nowy hit, bo zamiast pchać szafę do tyłu, piszemy przebieg autostradowy i gotowe. Przecież powszechnie wiadomo, że przy prędkości 200 km/h auto zużywa się najmniej. Wszyscy Niemcy tak robią, bo mieszkają przy samej autostradzie. Odpalają rano i od razu ogień na autobahn. Niektóre samochody wyglądają tak groźnie, że sam się ich boję. RS4 Look to jest to.

samochody z niemiec

Jednak Audi A4 B6 i B7 mają pewną wadę. Są dość ciasne. Owszem, przyjemnie się nimi jeździ, ale wielkościowo to taki Golf piątka Variant. Golf za te pieniądze będzie może nieco gorzej wyposażony, ale nowszy i będzie miał mniejszy przebieg autostradowy. O wiele prostsze i tańsze w naprawach będzie przednie zawieszenie, które bez wątpienia przecież rozpadnie się już po kilkuset kilometrach po polskich drogach. A do tego jeszcze można znaleźć egzemplarz ze zwykłym 1.6 MPI, który da się przerobić na LPG. W Audi oczywiście też trafia się taki silnik, tyle że Golf z taką jednostką ma po prostu lepsze osiągi. Do setki przyspiesza o ok. sekundę szybciej.

Można też za te pieniądze kupić Passata, ale niestety B6. Poszukiwanie konfiguracji „świeżo sprowadzony, kombi i 1.6 MPI pod maską” jest średnim pomysłem. 1.6 MPI to prawie same sedany. Kombi to diesle, zwykle 2.0 TDI. Passata więc odpuszczamy. Łatwiej o Tourana. Niektóre są całkiem atrakcyjne. Spójrzcie na to nagromadzenie zalet: świeżo sprowadzony, bez DPF, nikt nie woził psów ani kotów (przebitka na poprzedniego właściciela jadącego z kapibarą na kolanach). Może kogoś przekona benzynowy Touran „1.6 bęzyna” – pozostaje jednak problem powrotu na tych tablicach rejestracyjnych. One tak słabo udają niemieckie, jak ja mówię po niemiecku. Tak jak jednak wspomniałem, Touran jest łatwiejszy w zakupie niż Passat. Ostateczny ranking „świeżo sprowadzonych” aut rodzinnych z grupy VW-Audi do 20 tys. zł: Golf V Variant, Touran, A4, Passat.

samochody z niemiec
mmm Touranik. Autor zdjęcia nie podany. Link do ogłoszenia powyżej

BMW i Mercedes

BMW to w tym przypadku tylko trójka i piątka, przy czym piątka to generacja E61, a trójka – E91. Niestety BMW to stan umysłu. Cena 19 999 zł, ale doliczcie 3000 zł na opłaty, których nie chciało mi się zrobić. How about no. Ogólnie jednak 20 tys. zł starczy na E61 z trzylitrowym dieslem, ale ryzyko wpadki będzie moim zdaniem większe niż w przypadku VW czy nawet Audi. Wpadka będzie polegała na tym, że mimo upływu czasu E60/1 nie chce się stać mniej skomplikowane i wydanie dychy na naprawy nie jest wielkim wyczynem.

Można też zaatakować E91. Tyle że kombi to znów prawie zawsze diesel 2.0 (którego nie jestem fanem), a jeśli już trafi się świeżo sprowadzony egzemplarz benzynowy, to przeważnie ma słabe wyposażenie. E91 bez iDrive i ekranu to zaraza. Nie kupiłbym tego za dolara. Jedyna sztuka E91 330xd za mniej niż 20 tys. zł okazała się być nieaktualna i w dodatku sprowadzona z Francji. Francuzi, w odróżnieniu od Niemców, o samochody nie dbają w ogóle.

W przypadku Mercedesa wybór świeżo sprowadzonych aut rodzinnych do dwóch dych jest znikomy. W ogóle na rynku wtórnym Mercedes w porównaniu z Audi i BMW to marka niszowa. Na pewno nie chciałbym klasy C W203, w tym samochodzie nie podoba mi się nic. Pozostanę więc przy E W211 kombi. Może być 320 CDI z szóstką w rzędzie i zadziwiająco małym przebiegiem (credo, quia absurdum). Bardziej podoba mi się ta sztuka – 2.0 kompresor i manual. Tylko ta skórzana tapicerka jest okropna. Skóra służy tylko do tego, żeby się do niej przyklejać. Kto w ogóle wymyślił, że skóra jest luksusowa?

samochody z niemiec
egg, baked beans, sausage and spem. Fot. Damian

Ford i Opel

To najtrudniejsza część do opisania dla mnie. Nie wyobrażam sobie wydać 20 tys. zł na żaden samochód żadnej z tych marek. No ale nie jest to wpis o mnie, więc proszę: może być świeżo sprowadzone Mondeo „emkacztery” (oczywiście jest to trzecia generacja, a to oznaczenie wynika z nieznajomości historii modelu). Auto bardzo duże i proste w wykończeniu, powiedziałbym że nieco toporne. Nadrabia rozmiarem. Ten Convers+ o którym piszą sprzedawcy to taki kolorowy wyświetlacz na zegarach. Jest równie zbyteczny co iDrive w BMW, ale równie uprzyjemnia jazdę. Poszczególne egzemplarze z ogłoszeń są do siebie bardzo podobne, jednak w tym przypadku ktoś napisał, że w zawieszeniu nic nie stuka. Czyli pewnie puka. Jeśli ktoś nie chce diesla w Mondeo „emkacztery” to znalazłem takie auto z benzynowym 1.6 125 KM. Ależ to musi być wybitna konfiguracja…

Od Mondeo wolałbym Focusa. Okolice 20 tys. zł są o tyle dobre, że to wystarczy na naprawdę superidealnego i dopasionego Focusa dwójkę (według logiki fordziarzy to powinien być Focus mk3). Ta kwota to trochę za mało na generację z 2011 r., ale można mieć taką dwójeczkę z pełnym wypasem i najmocniejszym dieslem. Uważam, że lepszy jest samochód starszy, ale z lepszym wyposażeniem i z końca produkcji niż większy, gorzej wyposażony i z początku produkcji. A na ten egzemplarz kliknąłem, bo zobaczyłem to zdjęcie:

samochody z niemiec
Fot. Dominik

Doskonały zabieg, panie Dominiku. Zainteresowałem się Pana ofertą dzięki tej fotce. Brawo. Tak się sprzedaje samochody.

Zostaje jeszcze S-Max. Nie wiem dlaczego, ale S-Max mnie przyciąga, a Mondeo odpycha, a przecież są podobne. 20 tys. zł bez problemu pozwala kupić S-Maxa, autko przyjehalo na kolach wczoraj. Tu mamy ciekawy przypadek, bo w opisie napisano: gwarantuję, że pierwsza osoba, która zobaczy to auto, na pewno je kupi. Ale licząc od kiedy? Bo jeśli od wystawienia, to powinno było się sprzedać w minutę po zamieszczeniu ogłoszenia. Chyba że chodzi o zobaczenie na żywo. Ale wtedy jest większy problem, bo kto zobaczył je jako pierwszy na żywo? Chyba pracownik fabryki w Genk, gdzie je składano…

Opel: nie.

inne marki

Zaskakująco dużą skalę importu mają koreańskie kompaktowe kombi w postaci Hyundaia i30 i Kii Cee’d. Warto się nimi zainteresować, bo choć nie ma problemu z zakupem auta krajowego w przypadku obu tych modeli, to te sprowadzone potrafią być po prostu o wiele lepiej wyposażone. Spójrzcie na tę ofertę i tę konfigurację: 1.6 CRDi 90 KM, automat, bogate wyposażenie. Rewelacja. 1.6 CRDi jest super prosty. Nie ma DPF, VNT ani DMF (kto ma wiedzieć, ten wie), a automat w tym przypadku to zwykły hydrokinetyk. O tym, że taki i30 długo na klienta nie czeka, świadczy to nieaktualne już ogłoszenie. Mimo słabego silnika bogate wyposażenie zrobiło robotę i cyk sprzedane. Podobnie rzecz się ma z Cee’dami. Za kilkanaście tysięcy odjeżdżasz autem, które NIGDY NIE JEŹDZIŁO PO POLSKICH DROGACH. W tym egzemplarzu przesadzono z plakiem, Tu za dwie dyszki jest Cee’d po lifcie, a tu mamy coś super: Cee’d SW 2.0 benzyna ze skórą. Szkoda, że ze skórą, ale ogólnie prezentuje się nieźle. Zdecydowanie Cee’d > i30.

Autor zdjęcia: AUTO – KOMIS ” FILIP ”- STRZEGOM

W przypadku Renault spojrzyjmy przychylnym okiem na niedoceniane Megane III. Ale zanim do tego dojdziemy, to mamy w tej kategorii jeszcze prawdziwego marzyciela z Megane II za 16 900 zł i nie, nie jest to RS, jest to zwykłe kombi 1.6. Jestem pod wrażeniem. W przypadku Megane III można także liczyć na bogate wyposażenie, gorzej z silnikami – jeśli to nie benzynowy 1.6, to zwykle mamy do czynienia z dieslem 1.5 dCi 110 KM albo 1.9 dCi 130 KM. Spodziewam się, że łatwiej będzie kupić Scenica, ale Scenic w trasie jest głośniejszy i więcej pali. Choć oddzielne fotele z tyłu to rzecz nie do przecenienia. Jak się ma dużo dzieci.

Odważnym zostaje też Citroen C5 II. Auto dołuje cenowo, a „świeżo sprowadzony z Niemiec” oznacza prawie zawsze „mocny diesel i vollwypas”. 2.2 HDi 170 KM z manualną skrzynią biegów musi być naprawdę wartki. Zapewne szybszy niż 2.7 V6 HDi z automatem. A z pewnością mniej kłopotliwy i tańszy w naprawach. Praktyka pokazuje, że najlepiej jest po prostu zostać przy 2.0 HDi 163 KM. Szkoda, że egzemplarz w fajnym kolorze ma opis, od którego wszystko mi opadło. PRAWA AUTORSKIE ZDJĘĆ ZASTRZEŻONE – napisano na każdym zdjęciu, tak jakby ktoś chciał sobie przypisywać ich autorstwo. Sugeruję poniechać.

Zostały nam dwie marki. Jedna z nich to Toyota. Dokładnie to Avensis, i to Avensis II, najczęściej benzynowy. W tym przypadku radzę pominąć silnik 2.0 D-4 i zostać przy 1.8. Jeżdżą dość podobnie, a ten większy ma bezpośredni wtrysk paliwa, który nie przynosi użytkownikowi żadnej korzyści, a wręcz potrafi sprawiać problem w postaci dymienia. W sumie co do Avensisa można powiedzieć tyle: widziałeś jednego, widziałeś wszystkie. Auto smutne jak piosenki zespołu Radiohead. Ale da się być z niego zadowolonym.

Druga i ostatnia marka to Volvo. Jakie „świeżo sprowadzone” Volvo kombi można kupić za ok. 20 tys. zł? Wiadomix – V50, czyli lepszego Focusa kombi. To prawda, że te samochody dzielą to samo podwozie, ale Volvo jest o wiele solidniejsze, o wiele lepiej wyciszone, ma przyjemniejsze materiały i lepsze wyposażenie. Ogólnie, jeśli pogodzisz się z trochę wyższymi kosztami serwisowania, to V50 > Focus. Oczywiście jak już iść w takie premium, to nie tam żadne 1.6 DRIVe, tylko 2.0 D, ewentualnie benzynka.

autor: Icars Autohandel

I to już wszystko

Wybór jest spory, a pokazałem tylko najpopularniejsze auta. Najważniejsze, że żadne z nich nie jeździło nigdy po polskich drogach i wszystkie ledwo co przekroczyły granicę. Problem w tym, że niektóre z tych ogłoszeń widzę od pół roku. Pojawia się więc pytanie, jak długo samochód po sprowadzeniu zachowuje świeżość i może się chwalić mianem „świeżo sprowadzonego”? A także pytanie dodatkowe: co się zmieni, kiedy wejdzie przepis o konieczności zarejestrowania wozu po 30 dniach od zaimportowania?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie