Felietony

Wojna, wojna nigdy się nie zmienia. A hamulce Poloneza nigdy nie są sprawne dłużej niż 6 miesięcy

Felietony 22.08.2019 530 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 22.08.2019

Wojna, wojna nigdy się nie zmienia. A hamulce Poloneza nigdy nie są sprawne dłużej niż 6 miesięcy

Michał Koziar
Michał Koziar22.08.2019
530 interakcji Dołącz do dyskusji

W ramach przygotowań do wyprawy Polonezem w kierunku Stambułu przyszła pora, by zmierzyć się z odwiecznym wrogiem samochodów FSO. Czyli z kapryśnymi hamulcami starego typu, tzw. heblami, względnie bendiksami.

Układ stosowany w Polonezie przed wprowadzeniem systemu Lucasa pamięta lata 60. Wprowadzono go do produkcji wraz z włoskim Fiatem 125, trafił też do naszego 125p. W momencie premiery kanta był przełomem, układem szaleniem nowoczesnym. Tarcze na wszystkich kołach sprawiały, że Duży Fiat zatrzymywał się dużo szybciej niż reszta pojazdów na polskich drogach. Dlatego na początku produkcji tylne szyby 125p ozdabiano naklejkami z napisem „hamulce tarczowe ze wspomaganiem”.

Nie chodziło tu wcale o przechwałki czy zachęcanie postronnych kierowców do zakupu nowego auta. Chętnych i tak było aż za dużo. Naklejka stanowiła ostrzeżenie dla kierowców Warszaw i reszty ciężkich pojazdów z hamulcami bębnowymi. Jadąc za Fiatem musieli zostawiać większy odstęp, bo w przypadku nagłego hamowania ryzyko uderzenia w tył kanta było ogromne.

To taka pocztówka z przeszłości. W latach 90. stary układ jeszcze wystarczał do normalnej jazdy, ale na tym jego zalety się kończyły. Był rozwiązaniem nie tylko przestarzałym, ale też dość marnie wyprodukowanym. W efekcie heble zyskały bardzo złą sławę. Trapią je wieczne problemy z zapiekaniem, niską skutecznością i niesprawnym hamulcem ręcznym. Niektórzy nadali im szydercze miano spowalniaczy.

polonez wymiana klocków hamulcowych

Objawy i dane pacjenta.

Mój Polonez z 1991 r. nie jest jakimś cudownym wyjątkiem i już miał problemy z bendiksami. Tylne hamulce działają wzorowo, ponieważ w zeszłym roku zamontowałem tam kompletne, fabrycznie nowe zaciski. Za to przód, składany na regenerowanych podzespołach, regularnie kaprysi. Tym razem, by skutecznie zahamować, trzeba było zbyt głęboko wcisnąć pedał, przy okazji pojawiło się lekkie ściąganie w prawo. Sytuacja nie była tragiczna, ale wymagała interwencji, zwłaszcza przed długą trasą.

Hamulce Poloneza to układ z czterema tarczami i zaciskami jednotłoczkowymi, pływającymi. Ręczny działa jak w rowerze, przez mechaniczne wysunięcie tłoczka. Żadnych tarczobębnów. Przed rozpoczęciem prac przygotowałem nowe klocki, tarcze i wyciągnąłem ze składziku jeden gotowy zregenerowany zacisk. Nigdy nie wiadomo, jak duży będzie konieczny zakres napraw w wiecznie zepsutych bendiksach.

Zaczynamy operację.

Skoro wszystko było gotowe, zabraliśmy się z red. Tomkiem za robotę. Przedni hamulec Poloneza składa się z zacisku mocowanego do jarzma. Klinują go dwa ślizgi, czyli takie wygięte małe blaszki, które pozwalają mu się w razie potrzeby przesuwać. Po obu stronach mają otworki, w które wsadza się jako zabezpieczenie zawleczki z drutu. Samo jarzmo ma jeszcze sprężynki oraz prowadnice, trzymające klocki w odpowiedniej pozycji.

By zdjąć zacisk, trzeba najpierw wyjąc kombinerkami zawleczki, a następnie wybić ślizgi. Sprawny zacisk już w tym momencie powinien dać się zdjąć ręką, ewentualnie z drobną pomocą młotka, najlepiej gumowego. Tak było w tym przypadku. Wszystko poszło gładko. Trochę gorzej wyglądał demontaż samych klocków. W idealnym świecie powinny dać się bez problemu usunąć. Niestety, zablokowały się w prowadnicach i wymagały podważania płaskim śrubokrętem. To pierwsza wskazówka tego, co było nie tak.

polonez wymiana klocków hamulcowych

Diagnoza.

Po zdemontowaniu wszystkich elementów przyszła pora by ustalić przyczynę problemu z hamulcami. Zaciski zostały wykluczone z kręgu podejrzanych, oba tłoczki były ruchome. Bez problemu dały się wcisnąć za pomocą małego klucza francuskiego, po wciśnięciu pedału hamulca wysuwały się z powrotem. Wycieków nie stwierdzono.

Za to stan klocków nie napawał optymizmem. Z której strony nie spojrzeć, były bardzo krzywo starte. Nie będę ściemniał, że jestem ekspertem, diagnozę skonsultowałem telefonicznie z bardziej doświadczonym kolegą.

polonez wymiana klocków hamulcowych

Po opisaniu objawów potwierdził to, na co wskazywał uciążliwy demontaż klocków. Stanęły w prowadnicach. Trzeba je porządnie wyczyścić, przesmarować i wymienić klocki. Tak, wiele osób uważa, że używanie jakichkolwiek lubrykantów podczas napraw hamulców to zbrodnia. Takie forumowe gadanie. W praktyce składanie układu hamulcowego Poloneza na sucho kończy się właśnie zapiekaniem. Odrobina pasty do tłoczków albo smaru miedziowego na prowadnicach nie stwarza żadnego ryzyka, chyba że ktoś leje po całym jarzmie i jeszcze wciera specyfik w klocki.

Korzystając z okazji zmierzyłem grubość tarcz. Równo 9 mm, czyli idealnie dopuszczalne minimum. Zdecydowałem więc, że je też wymienię. By to zrobić trzeba odkręcić 2 śruby trzymające jarzmo oraz szpilki ustalające tarczę z piastą i dystansem.

Żeby nie było za prosto.

Wymiana tarcz jest czynnością na tyle prostą, że obyło się bez przygód. Potrzebne było jedynie użycie narzędzia specjalnego o oznaczeniu FSO A.1251500, czyli młotka, by przekonać śruby do odkręcania się i stare tarcze do zejścia z piast. Trochę gorzej wyglądała kwestia montażu nowych klocków. Nie miały ochoty pasować do wyczyszczonych drobnym papierem ściernym prowadnic. Nic nowego, witamy w świecie samochodów FSO. Tu nic do niczego nie pasuje.

polonez wymiana klocków hamulcowych
Zmuszenie klocków by tu pasowały trochę zajęło.

Potrzebny był drobny tuning. Trąc o beton zdjęliśmy farbę z fragmentów wchodzących w prowadnice, jednak to wciąż było za mało. Z pomocą papieru ściernego zeszlifowaliśmy jeszcze trochę materiału, aż w końcu klocki łaskawie zaczęły pasować. Można je było włożyć w przesmarowane prowadnice i założyć zaciski. Montaż całości jest stosunkowo prosty. Należy wcisnąć maksymalnie tłoczek, dzięki czemu zacisk wejdzie na swoje miejsce bez oporów.

polonez wymiana klocków hamulcowych
Bonusowy problem – gumka jednego tłoczka się wysunęła. Trzeba było ją z powrotem wcisnąć.

Ważne, by przy zakładaniu sprężynki nie wcisnęły się pomiędzy niego i przylgnie ślizgów.

polonez wymiana klocków hamulcowych
Jeszcze tylko wbić ślizgi.

Potem trzeba wbić ślizgi. Je też warto przesmarować przed montażem, to zmniejszy szanse, że się zapieką i zablokują po dłuższym postoju. Z definicji pierwszy ślizg wchodzi gładko, drugi z oporami. Ogólnie powinno się je wbijać od boku, ale jeśli się nie da – można popełnić warsztatowe vaux pas i montować od czoła. Wymaga to odrobiny brutalnej siły i podobno jest niepoprawne, ale działa. Na koniec pozostaje wsunąć zawleczki i gotowe. Teraz jeszcze odtłuścić tarcze i można zakładać koła.

polonez wymiana klocków hamulcowych
Gotowe.

Niemożliwe, nic nie poszło źle.

Jestem pozytywnie zaskoczony. Poskładaliśmy wszystko do kupy bez dziwnych przygód. Co jeszcze bardziej nietypowe dla aut FSO – układ działa po naprawie idealnie i nie wymaga żadnych poprawek. Polonez hamuje teraz jak zły. Serio, prawie jak współczesne auto. Miła odmiana po wiecznie nawarstwiających się problemach, które wychodzą przy okazji czynności serwisowych.

Swoją drogą to jak mój kundelek teraz hamuje przypomniało mi o tym, co twierdzę od bardzo dawna. Sprawne hamulce Poloneza nie są spowalniaczami, działają zupełnie przyzwoicie. Ten przydomek wziął się stąd, że one po prostu bardzo rzadko pracują w pełni poprawnie.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać