Samochody używane

Polerowanie reflektorów w samochodzie – postanowiłem zrobić to sam. Oto efekt

Samochody używane 05.09.2022 23 interakcje

Polerowanie reflektorów w samochodzie – postanowiłem zrobić to sam. Oto efekt

Piotr Barycki
Piotr Barycki05.09.2022
23 interakcje Dołącz do dyskusji

Zajrzałem w głąb moich reflektorów i nie zobaczyłem tam zbyt wiele – uznałem więc, że przydałoby się im polerowanie. Jak wygląda cały proces, czy jest strasznie skomplikowany, ile to wszystko kosztuje, jaki daje efekt i czy warto się bawić w to samemu?

Oczywiście pierwszą moją myślą było to, żeby komuś to zlecić – przy moim poziomie sprawności manualnej przeważnie jest to najlepsze rozwiązanie. Terminy na tego typu usługę w wysokogwiazdkowanych warsztatach były jednak dość odległe, a dodatkowo po naszej redakcji krążył przeklęty zestaw do samodzielnej regeneracji reflektorów. Przeklęty, bo co do kogoś trafiał, to ten ktoś sprzedawał samochód, zanim zestaw mógł zostać użyty. Zaryzykowałem jednak i zgłosiłem się jako kolejna osoba po zestaw czysto chińskiego pochodzenia – sprzedaż 159 w najbliższym czasie mi raczej nie grozi.

Jak wyszło? Po kolei.

Jak wyglądały reflektory w moim aucie, zanim do gry weszło polerowanie?

Średnio. Jak widać na powyższym zdjęciu, przez 12 lat jazdy i ok. 150 000 km (może tak, może nie) powierzchnia reflektora uległa zdecydowanej degradacji. Wżery, rysy, plamy – pełna opcja. Przekładało się to niestety na tragiczny poziom świecenia, mimo stosowania bardzo dobrej jakości żarówek. Światło było mdłe, linie odcięcia średnio wyraźne, zasięg był bardzo taki sobie i generalnie jadąc ciemną jezdnią, skuteczniej drogę przede mną oświetlało… auto jadące za mną.

Ani to komfortowe, ani bezpieczne. Zanim więc zdecydowałem się na rozwiązania bardziej skomplikowane i kosztowne, postanowiłem sobie trochę popolerować.

Polerowanie reflektorów – co właściwie jest w zestawie i ile to kosztuje?

W przeklętym zestawie, który do mnie dotarł, znalazły się:

  • komplet 6 wodnych papierów ściernych od 180 do 1200;
  • podkładka pod papier ścierny;
  • podgrzewany „kubeczek” w komplecie z chemią, która podgrzana ma służyć do odmatowienia reflektorów i zabezpieczenia ich przed czynnikami zewnętrznymi;
  • ładowarka samochodowa i klasyczna do kubeczka. Ta samochodowa ma przy tym tak krótki przewód, że nie jestem pewien, do czego w ogóle może służyć;
  • taśma malarska do zabezpieczenia okolic reflektorów.

Taki zestaw kosztuje obecnie około 140 zł.

Samodzielne polerowanie reflektorów – jak to wygląda krok po kroku?

Mała uwaga na początek – proszę nie traktować tego jako poradnika i mam pełną świadomość, że można było to zrobić lepiej. A skoro mamy wszystko wyjaśnione, to cały proces – zgodnie z instrukcją – wyglądał tak:

Na początek zabezpieczamy okolice reflektora taśmą malarską. W moim przypadku pewnie dało się po prostu sprytnie owinąć całość dookoła, ale wybrałem opcję trudniejszą, brzydszą i bardziej czasochłonną. Teraz rozumiecie, dlaczego wolałem to oddać do zrobienia komuś innemu.

Najlepiej przy tym zabezpieczyć też fragmenty karoserii, w które możemy wjechać papierem ściernym. Ja tego nie zrobiłem, ale na szczęście obeszło się bez ofiar.

Potem trzeba zdecydować, od którego papieru ściernego zacząć. Biorąc pod uwagę uszkodzenia mojego reflektora i sugestie osób, które cokolwiek na ten temat wiedzą, zignorowałem 180-tkę i zacząłem od 400-tki.

Zgodnie z instrukcją należy zarówno papier ścierny, jak i polerowany reflektor, regularnie namaczać, do czego można z powodzeniem wykorzystać zwykły domowy spryskiwacz do kwiatów. Instrukcja sugerowała również, żeby kierunki tarcia papierem ściernym były naprzemienne – czyli jednym w pionie, a potem kolejnym, drobniejszym, już w poziomie. Postanowiłem się dostosować.

Moje testowo polerowane reflektory nie były zbyt wielkie (ograniczyłem się na początek do świateł mijania), więc wycinane z arkuszy fragmenty papieru ściernego również były dość kompaktowe – spokojnie taki zestaw wystarczyłby na kilkanaście takich niewielkich reflektorów albo kilka normalnych. Zresztą wszystkiego w tym zestawie było z nadmiarem.

Problemy? Właściwie jedyny, jaki napotkałem, było to, że taśma malarska dość szybko poddawała się pod wpływem wody i po prostu rozmiękała, a potem darła się w niektórych miejscach pod wpływem tarcia. A jako że wszystko było mokre, to przyklejenie kolejnych warstw nie wchodziło w grę. O dziwo jednak ostatecznie nie uszkodziłem ani kawałeczka chromu, więc nie wyszło tak źle.

Ostateczny efekt, po poświęceniu pojedynczych minut na każdy papier (całość robiłem ręcznie) i skończeniu na 1200, wygląda tak:

Te plamy to po prostu mokre miejsca – po wyschnięciu zniknęły.

Widok trochę przerażający, ale na szczęście wiedziałem już po obejrzeniu kilku filmików, że podgrzewany kubeczek i znajdująca się w nim chemia powinny zdziałać cuda. I faktycznie – po około 2 minutach podgrzewania z końcówki kubka zaczęły unosić się opary – wystarczy wtedy wodzić tą końcówką ok. 1 cm od powierzchni reflektora i wszystko błyskawicznie staje się takie, jak byśmy chcieli.

Polerowanie reflektorów – efekt końcowy (w moim przypadku)

Wygląda to tak:

Różnica w porównaniu do punktu startowego jest gigantyczna, przynajmniej jeśli chodzi o warstwę wizualną. Powierzchnia reflektora jest gładka, klarowna i gdybym jeszcze do tego zatroszczył się o chromy dookoła, cały ten element wyglądałby ja nowy.

Uwagi? Taki proces nie do końca znosi bylejakość albo po prostu niedokładność. W strachu przed porysowaniem chromów trochę zbyt mocno oszczędzałem jedną krawędź – a raczej pojedyncze jej milimetry – i ewidentnie podgrzana chemia nie chciała się tam trzymać ani robić nic ciekawego i ładnego.

Tutaj jeszcze małe porównanie świateł mijania w wersji po polerowaniu:

I drugi reflektor, jeszcze przed polerowaniem:

Różnicą w jasności w tym przypadku bym się nie przejmował – nie „wyrównywałem” zdjęć pod tym kątem. Widać jednak wyraźnie, że w drugim przypadku światło natrafia na swojej drodze na masę przeszkód w postaci brudu (i to nie takiego, który da się zmyć – próbowałem), wżerów i rys. Amatorsko polerowany reflektor tych problemów nie ma, aczkolwiek po wyczyszczeniu z zewnątrz okazało się, że niestety trochę zabrudzeń jest też od środka.

Niestety na to już ten zestaw do polerowania reflektorów nic nie poradzi.

Samodzielne polerowanie reflektorów – czy jest poprawa w jakości świecenia?

Tak i to znacząca, choć w moim przypadku satysfakcja była częściowa. Zajmijmy się jednak najpierw tą pierwszą częścią.

Reflektory po takiej – kompletnie amatorskiej i trochę bylejakiej – polerce, świecą zauważalnie przyjemniej. Światła jest więcej, jest intensywniejsze, nie jest ciapkowane, a linie odcięcia są teraz widoczne w sposób, którego wcześniej w tym aucie chyba nie widziałem. Czysto wizualnie też jest dużo lepiej.

Ostateczny efekt jednak – choć poprawa jest znaczna – nie powalił mnie jednak na kolana. Powód? Prawdopodobnie po 12 latach na emeryturę przechodzą już odbłyśniki – zresztą z tego, co czytałem, to w 159 12 lat na jednym komplecie to i tak dość sporo. Ostatecznie, dla idealnego efektu, czeka mnie więc pewnie regeneracja całych lamp z czyszczeniem od środka albo zakup nowych i święty spokój przez dłuższy czas przy mniejszych nakładach pracy, ale większych finansowych.

Polerowanie reflektorów – czy warto zająć się tym samodzielnie?

To skomplikowane.

Z jednej strony efekt, który uzyskałem, jest całkiem w porządku i choć pewnie dałoby się to zrobić lepiej, to różnica w jakości świecenia nie byłaby gigantyczna. Zresztą zawsze mogę sobie cały proces w jakieś słoneczne popołudnie ponowić.

Z drugiej strony – cały zestaw kosztuje ok. 140 zł i owszem, starczy na wiele razy, ale czy planuję wiele razy polerować te reflektory, jeśli nie będę musiał? Niespecjalnie. Pewnie za względnie niewiele więcej mógłbym oddać auto do warsztatu i odebrać zrobione, bez ryzyka, że coś z mojej winy pójdzie nie tak i nie będzie z kim kłócić sie o odszkodowanie. Przy czym argument finansowy jest tutaj dość dyskusyjny, bo cały zestaw można sobie skompletować prawdopodobnie dużo taniej, jeśli wie się, czego szukać.

No i oddając całość do serwisu, tracimy element zabawy z własnym samochodem. I nie możemy potem męczyć cały czas żony, żeby przyszła i popatrzyła, jak pięknie wypucowaliśmy. A to może być warte tych 140 zł.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać