Felietony

Bolał mnie ząb. Wysłuchałem Adama Kornackiego o pieszych. Teraz bolą mnie dwa zęby

Felietony 07.04.2021 317 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 07.04.2021

Bolał mnie ząb. Wysłuchałem Adama Kornackiego o pieszych. Teraz bolą mnie dwa zęby

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski07.04.2021
317 interakcji Dołącz do dyskusji

I dodatkowo głowa, od nagromadzenia tych… kontrowersyjnych twierdzeń.

Znany dziennikarz motoryzacyjny Adam Kornacki wrzucił na swój kanał Youtube taki film, w którym wyraża swoje zaniepokojenie nowymi przepisami. Chodzi o przepisy dające pieszemu pierwszeństwo przed samochodem zanim wejdzie na pasy. Pisaliśmy o tym wiele razy.

Mam nadzieję, że to co mówi Adam Kornacki, to jakiś trolling obliczony na zwiększenie popularności kanału za wszelką cenę. Nie mogę tego wykluczyć. Ale skoro już to obejrzałem, to wypisałem sobie też parę złotych zdań z tego filmu na temat pieszych i kierowców. Trzymajcie się za zęby.

Zaczyna się od porównania pieszych do świętych krów w Indiach. Podoba mi się, że zawsze jak chcesz walczyć ideologicznie z jakimś uczestnikiem ruchu drogowego, to wyzywasz go od świętych krów. Popularna Facebookowa grupa „Święte krowy warszawskie” dotyczy nieprawidłowego parkowania kierowców samochodów. Tutaj świętymi krowami są nagle piesi. No dobrze, posłuchajmy samego pana Adama. Cytaty kursywą.

Dlaczego zatem piesi starają się bez pozwolenia… bez ostrzeżenia wtargnąć na jezdnię?

A kto im miałby tego pozwolenia udzielić? Kierowca? Ewentualnie jakiego typu ostrzeżenie powinni wydawać zanim wejdą na jezdnię – może powinni gwizdać, albo machać flagą?

Bo to tak jakbym ja teraz jechał samochodem po chodniku, bo będę miał pierwszeństwo.

Co? To nie ma sensu.

Kierowca nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego.

To podobnie jak wszyscy inni ludzie. Ale może przewidzieć, że pieszy wejdzie na pasy. Od tego jest pieszy, żeby wchodził na pasy. Handluj z tym.

[będzie tak, że] pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo przed samochodem na ulicy

Nie na ulicy, a na PRZEJŚCIU DLA PIESZYCH. Uwaga, ta myląca nazwa „przejście dla pieszych” oznacza, ni mniej ni więcej, tylko to że jest ono dla pieszych. Takich śmiesznych ludzi, którzy przemieszczają się przebierając nogami. Wiem, dziwne. Też ich czasem widuję!

Kierowca zes…ny będzie zwalniał przed tym przejściem i patrzył w lewo-prawo.

To chyba dobrze? Dzięki temu może nikogo nie potrąci. Alternatywą dla powyższej strasznej sytuacji jest to, że kierowca nie będzie zwalniał ani się rozglądał przed przejściem dla pieszych.

Nagle któryś z pieszych skręci w lewo-prawo i będzie chciał przez to przejście przejść. Dlaczego?

No właśnie, dlaczego pieszy chce przejść przez jezdnię? To wymaga sprawdzenia. Może jest określona liczba powodów, które pozwalają przejść na drugą stronę ulicy? A nie tak, że po prostu sobie przechodzimy dla hecy. Tak to nie ma. Na wszelki wypadek, jak będę chciał przejść przez ulicę, to zadzwonię do pana Adama i powiem mu dlaczego.

Z jakiej racji pieszy ma mieć pierwszeństwo na jezdni?

Z takiej, że po to istnieje przejście dla pieszych, żeby pieszy czuł się na nim bezpiecznie. Chodzi o pieszego każdego rodzaju – od sympatycznych, małych dziewczynek po denerwujących starych grzybów, a nawet przemądrzałych dziennikarzy. Każdy ma mieć możliwość bezpiecznego przekroczenia ulicy w tym miejscu. Oczywiście o ile ma ważny powód, no bo przecież wypadałoby wiedzieć dlaczego, jak już ustaliliśmy…

Żeby nie przeszkadzać tym biednym samochodom, dajmy im przejechać…

Tu jest o tym, jak to pan Adam szedł piechotą do domu, po drodze spotkał przejście dla pieszych i stał długo plecami do jezdni przed przejściem dla pieszych, żeby nie przeszkadzać biednym samochodom. Bo przecież ile układów hamulcowych musiałoby zadziałać, żeby on mógł przejść? W tym momencie zacząłem nabierać przekonania, że to jednak trolling. Normalni ludzie przechodzą przez przejście, a samochody się zatrzymują. Ja tak robię. Co więcej, w ostatnich latach nastąpiła znaczna poprawa sytuacji w Warszawie. Kierowcy naprawdę hamują przed przejściami. Liczba potrąconych pieszych od lat spada. Idziemy w dobrym kierunku. I nagle pan Adam tłumaczy nam, że lepiej stać plecami do przejścia. Trolling. Tak to widzę. Szkoda, że szkodliwy.

Kierowca staje się niewolnikiem nowych przepisów

A w przypadku starych był wolnikiem?

Nie dbać o to, żeby pieszy nosił odblaski

Tu chodzi o podejście władzy do pieszych. Że nie dba, żeby nosili odblaski. Dba, nałożono na nich taki obowiązek poza obszarem zabudowanym w nocy. Jest to nawet czasem kontrolowane. Gdzie jeszcze piesi powinni nosić odblaski, w mieście? Z latarnią niech chodzą. O albo z semaforem kolejowym. Idziesz z takim semaforem, włączasz czerwone i wtedy kierowcy wiedzą że chcesz przejść. Moja córka narzeka, że strasznie ciężki ten semafor. Cicho tam, tu chodzi o bezpieczeństwo! A co jak pan Adam leci swoim Porsche?

Jestem zatrwożony tymi przepisami

Jestem zatrwożony tymi bzdurami. Myślałem, że lata 90. już minęły. A tu proszę, trwają dalej. Zakładam kolorowy dres i idę upalać Poloneza po mieście oraz trąbić na pieszych na pasach, w końcu jestem dziennikarzem motoryzacyjnym. A nie, czekajcie. Nie mam Poloneza. Ale przynajmniej mam jakieś resztki mózgu i zdrowego rozsądku, od czasu do czasu. Dlatego nie daję się nabierać na ten oczywisty trolling. Bo to trolling, prawda?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać