Klasyki / Wiadomości

Aukcje w Monterey przyniosły słabe wyniki i kompromitację. Czy tegoroczne Pebble Beach zapowiada załamanie rynku klasyków?

Klasyki / Wiadomości 19.08.2019 48 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 19.08.2019

Aukcje w Monterey przyniosły słabe wyniki i kompromitację. Czy tegoroczne Pebble Beach zapowiada załamanie rynku klasyków?

Michał Koziar
Michał Koziar19.08.2019
48 interakcji Dołącz do dyskusji

Świat klasyków dzieli się z grubsza na dwie części. Pierwsza to miłośnicy motoryzacji o zwyczajnych dochodach, którzy kochają swoje zabytki i kupują je dla obcowania z nimi. Zupełnie inna galaktyka to bogaci kolekcjonerzy, licytujący pojazdy za grube miliony. Ta część rynku chyba zaczyna zwalniać.

Pebble Beach to odbywający się co roku w Kalifornii bardzo prestiżowy konkurs elegancji klasycznych aut, organizowany w ramach Monterey Car Week. Spośród 216 pojazdów zwycięzcą ogłoszono Bentleya 8 Litre Gurney Nutting Sports Tourer. Choć to oczywiście piękne i wartościowe pod kątem historycznym auto, prawdziwie interesujące wydarzenia miały miejsce kilka mil dalej, w Monterey, gdzie odbywała się m. in. aukcja RM Sotheby’s.

Konkurs elegancji na pewno jest dużą atrakcją, nie tylko dla najbogatszych kolekcjonerów, ale i dla zwykłych miłośników motoryzacji. To takie trochę muzeum, tylko lepsze i żywsze. Niestety, poza walorem rozrywkowym nie ma zbyt wielkiego znaczenia. To co się liczy, to aukcje w Monterey (oraz jedna na terenie samego Pebble Beach), organizowane przez 6 domów aukcyjnych. Spotykają się tam ludzie, którzy teoretycznie mówią o sobie per „kolekcjoner”, ale tak naprawdę są inwestorami. Licytują zabytkowe auta, które ich zdaniem zyskają na wartości i pozwolą im ulokować oraz pomnożyć kapitał. Czy zamierzają się nimi choć przejechać? Niewykluczone, ale mało kogo to tam interesuje. Najważniejsze są liczby. A te w tym roku nie napawają optymizmem.

Kompromitacja wieńcząca serię marnych wyników.

Pamiętacie Porsche Typ 64, o którym pisaliśmy jakiś czas temu? Licytacja tej legendy zdecydowanie nie poszła zgodnie z planem. Emocje sięgały zenitu. Według informacji na ekranach aukcja zaczynała się od 30 milionów dolarów, błyskawicznie osiągając rekordowe 70. Tłum piał z zachwytu, myśląc, że oto na ich oczach dzieje się historia, a prowadzący zaraz przyklepie sprzedaż najdroższego auta w historii. Niestety, to była tylko pomyłka. Prowadzący, Holender, wymawiał 17 zaskakująco podobnie do 70, przez co ekipa techniczna się pomyliła i wyświetlała sporo zawyżoną cenę. Kiedy poprosił o poprawienie napisu na ekranach tłum niemal zaczął gwizdać, podobno część osób wyszła z sali. Aukcja zakończyła się na kwocie 17 milionów dolarów, niższej niż cena minimalna podana przez właściciela Porsche.

pebble beach 2019
Porsche Typ 64.
Źródło: RM Sothebys

To było tylko zwieńczeniem serii nieudanych aukcji. Hagerty przewidywało, że suma transakcji z aukcji podczas Monterey Car Week wyniesie 380 milionów dolarów. Tymczasem faktyczny wynik to 245 milionów dolarów, czyli spadek o 34 proc. względem zeszłego roku. Część mediów doszukuje się w tym efektu strachu przed nadchodzącą recesją, który powstrzymuje kolekcjonerów przed inwestowaniem.

Chwila, to oni nie przyszli tam, bo np. całe życie marzyli o Porsche Typ 64? Oczywiście, że nie. Poza rzadkimi wyjątkami te aukcje to dokładnie skalkulowane inwestycje obliczone na zysk w perspektywie kilku lat, a nie radość z jazdy jakimś autem. Taka lokata kapitału z czterema kołami. Czy wobec tego zbliża się załamanie rynku klasyków? Możliwe. Czy powinniśmy się tym przejmować? Jeszcze nie. Ceny np. Fiata 131 czy standardowych Fordów Mustangów nie zaczną raczej spadać, chyba że faktycznie dojdzie do globalnej recesji. Nie musicie jeszcze wyprzedawać swoich kolekcji. Dolna półka licytowanych w Monterey aut poradziła sobie świetnie, z licznymi pojazdami kupionymi znacznie powyżej prognoz.

Inne ciekawostki z aukcji.

Zostawiając z boku kwestię liczb i prognoz, poza Porsche Typ 64 warto jeszcze wspomnieć o dwóch innych bohaterach aukcji w Monterey. Zapewne nie zaskoczę nikogo, jeśli napiszę, że ich sprzedażą zajmowało się RM Sotheby’s. Z definicji to oni oferują najciekawsze wozy.

Niewątpliwie do takich należy McLaren F1 w specyfikacji LM. Ten niezwykły pojazd z 1994 r. sprzedał się za prawie 20 milionów dolarów. Tym samym osiągnął najwyższą cenę w historii marki. Co ciekawe, ta kwota nadal była niższa niż przewidywane 21-23 miliony dolarów.

pebble beach 2019
McLaren F1
Źródło: RM Sothebys

Powyżej szacunków udało się sprzedać Astona Martina DB5 w wersji z filmu Goldfinger. Przewidywano, że cena samochodu Jamesa Bonda uplasuje się pomiędzy 4 a 6 milionów dolarów, tymczasem srebrny wehikuł zmienił właściciela za 6,385 miliona dolarów. Tym samym stał się najdroższym w historii autem agenta 007. Co ciekawe, ten egzemplarz nie grał w filmie. Brał za to udział w promocji „Operacji Piorun”.

To tyle, można się rozejść.

Jak zwykle Monterey Car Week był wielkim świętem drogich klasyków, wypełnionym pięknymi i niezwykłymi pojazdami i licznymi ciekawymi wydarzeniami. Nie zabrakło emocji, choć tym razem raczej negatywnych – zarówno przez słabą sprzedaż jak i kompromitującą pomyłkę podczas aukcji Porsche Typ 64. Póki co nie trzeba się spodziewać, że cały rynek klasyków zacznie się załamywać, a wasz ukochany zabytek zaraz straci połowę wartości. Jak na razie martwić się powinni tylko ludzie, którzy kupują wozy jako lokatę kapitału i kiszą je w garażu. Zupełnie mi ich nie żal, nie o to chodzi w kolekcjonowaniu aut.

Na zakończenie do pooglądania skrót z konkursu elegancji:

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie