Przegląd rynku

Oto najtańsze nowe samochody z automatem. Oferują miejską wygodę i ślimacze osiągi

Przegląd rynku 03.06.2021 199 interakcji

Oto najtańsze nowe samochody z automatem. Oferują miejską wygodę i ślimacze osiągi

Piotr Barycki
Piotr Barycki03.06.2021
199 interakcji Dołącz do dyskusji

Małe i tanie auto do miasta? Idealnie. Małe, tanie, a do tego z automatyczną przekładnią? Idealnie do kwadratu. Poszukajmy, co takiego znajdziemy jeszcze na rynku. 

Na początek opinia – automatyczna przekładnia w małym, miejskim samochodzie, ma jak najwięcej sensu. Ba, nawet więcej niż w większym aucie, którym regularnie jeździmy w trasy (po co innego duże auto?). W końcu to w mieście cały czas rusza się i zatrzymuje, redukuje bieg i wrzuca wyższy. A w trasie? W trasie wjeżdżamy na autostradę, drogę szybkiego ruchu czy krajówkę, wrzucamy piątkę, szóstkę, czy co tam mamy i jazda. Jeśli ruch dopisze i nie ciśniemy jak szaleni, to kolejna zmiana biegów będzie dopiero przy zjeździe do miejsca docelowego albo w jego okolicach.

Z jakiegoś jednak powodu (czytaj: finansowego) wyszło jednak tak, że to w dużych autach automaty są standardem, a w małych, które godzinami kręcą się po mieście, biegi trzeba już zmieniać ręcznie. Chociaż na szczęście nie wszystkie modele zmuszają nas do regularnego sięgania do lewarka. Oto propozycje z automatyczną skrzynią biegów w realistycznych cenach.

Kia Picanto – 49 990 zł

najtańsze nowe samochody z automatem 2021

Prawdopodobnie najtańszy – przynajmniej cennikowo – samochód w Polsce oferowany z jakąś formą automatycznej przekładni. Standardowo auto kosztuje w najtańszej wersji 39 990 zł, ale jeśli chcemy mieć zautomatyzowaną przekładnię – musimy dopłacić minimum 10 000 zł. Minimum, bo można sobie zamówić np. Picanto X Line za 66 490 zł.

Wracając jednak do najtańszej automatycznej wersji, która nas interesuje. Za zmianę przełożeń odpowiadać będzie pięciobiegowa, zautomatyzowana skrzynia biegów, a do wyboru mamy cały jeden silnik – 1.2 DPI o mocy 84 KM. Na plus – cztery cylindry. Na minus – osiągi, a właściwie ich brak. O ile bowiem wersja z manualną przekładnią na sprint do setki potrzebuje 12,5 s, o tyle z przekładnią zautomatyzowaną proces ten zajmie nam… 15,7 s. Do sklepu czy pracy pewnie można się jakoś dotoczyć, chyba że planujemy tam jechać jakąś autostradową obwodnicą – wtedy pewnie będzie problem. Co potencjalnie istotne – wersja zautomatyzowana nie powinna, przynajmniej teoretycznie, palić dużo więcej niż manualna.

Wyposażenie? Jest. Tzn. są poduszki powietrzne, elektrycznie sterowane szyby z przodu i z tyłu, elektrycznie sterowane lusterka z podgrzewaniem, centralny zamek, regulacja wysokości fotela kierowcy, czujnik zmierzchu, regulacja kolumny kierownicy i pakiet Smart, czyli manualna klimatyzacja, Bluetooth i radio DAB. Przy czym pakiet Smart dostajemy przy zautomatyzowanej przekładni za darmo – inaczej trzeba byłoby zapłacić 3500 zł, więc część inwestycji się zwraca.

Toyota Aygo – 51 200 zł

najtańsze nowe samochody z automatem 2021

I pyk, druga pozycja na liście i już przekroczyliśmy 50 000 zł. Od razu uprzedzam – dojdziemy do niecałych 60 000 zł i koniec zabawy, bo to już nie spełnia kryterium tanie. Nawet tego współczesnego.

Aygo, które nie zmusza nas do ręcznej zmiany biegów, też dostępne jest tylko w jednej konfiguracji – z 1.0 VVT-i o mocy 72 KM i automatyczną przekładnią x-shift o 5 przełożeniach. Przy czym ponownie mamy do czynienia ze zautomatyzowaną przekładnią manualną, a nie prawdziwym automatem. Znajdziemy tu jednak automatowy kickdown i opcję manualnej zmiany przełożeń.

Cena? W najtańszej wersji x-play – 51 200 zł, przy czym zgodnie z cennikiem promocyjnym rozmowy w salonie rozpoczną się od 48 200 zł. Jeśli chcemy zaszaleć, to jest jeszcze Selection x-cite i JBL Edition (63 600 zł przed rabatem), ale raczej nie chcemy szastać gotówką.

Co w standardzie? Chociażby automatyczny ogranicznik prędkości (bardzo się przyda), 15-calowe felgi stalowe, elektryczne lusterka zewnętrzne z podgrzewaniem, centralny zamek ze zdalnym sterowaniem i kierownica obszyta skórą. Do wyboru są też trzy pakiety, ale miało być tanio, więc je zignorujemy. Manualna klimatyzacja i tak jest w standardzie, więc wiele więcej nie potrzeba.

Jeśli natomiast chodzi o osiągi, to tak – w zasadzie ich nie ma. Aygo x-shift jest tylko odrobinę szybsze od Picanto i do setki rozpędza się w 15,2 s. Za to nie powinna zbyt wiele palić (okolice 5,5 l na 100 km).

Hyundai i10 – 55 800 zł

najtańsze nowe samochody z automatem 2021

Dwa lata temu (niedługo w sumie trzy) i10 otwierał podobne zestawienie, z ceną zaczynającą się od promocyjnych 39 900 zł. Teraz trzeba niestety wydać znacznie więcej – nawet w cenniku promocyjnym dla roku produkcji 2020 i10 z AMT zaczyna się od 50 400 zł. Teraz, pomijając promocje, bez 55 800 zł (52 800 zł po obniżce) nie ma nawet co podchodzić.

O dziwo do wyboru są dwa silniki. Zautomatywaną, 5-biegową przekładnię manualną można połączyć albo z trzycylindrowym 1.0 MPI o mocy 67 KM, albo z 1.2 MPI 84 KM, czyli tak jak w Picanto. i10 z 1.0 MPI pod maską jest przy tym prawdopodobnie jednym z najwolniejszych samochodów dostępnych obecnie na rynku – do setki rozpędza się w, proszę o werble, 17,8 s. Nawet nie wiedziałem, że robią jeszcze takie auta.

Wyposażenie? Centralny zamek, tempomat (?), manualna klimatyzacja, komputer pokładowy, 14-calowe felgi stalowe, poduszki bezpieczeństwa, trochę systemów bezpieczeństwa, Bluetooth i wielofunkcyjna kierownica. Razem z pakietem Tech (2600 zł) można mieć nawet CarPlaya i Android Auto.

Mitsubishi Space Star – 59 400 zł

Tak, dalej go produkują. I jak najbardziej można go kupić z automatyczną przekładnią, przy czym nie jest to ani tradycyjny automat, ani zautomatyzowany manual – to bezstopniowe CVT. I chyba wolałbym je od robota zmieniającego biegi za mnie w manualnej przekładni.

Najtańszym wariantem Space Stara, który można mieć z CVT, jest Invite – z Bluetoothem, sterowaniem z kierownicy, podgrzewanymi lusterkami zewnętrznymi, elektrycznie sterowanymi szybami z przodu i z tyłu, a także kilkoma innymi gadżetami.

Osiągi? Ponownie – żadne. 15,8 s do setki, przy czym nie jest to jakoś dramatycznie gorszy wynik niż w wersji z manualną przekładnią (14,1 s), więc może nie ma czego żałować.

Dacia Sandero – 59 900 zł

Największe auto z tego zestawienia, podchodzące już pod niektórymi względami pod segment kompaktowy. Cena? Trzeba niestety sięgnąć aż po wersję Comfort za 50 400 zł i jeszcze dopłacić do TCe 90 z bezstopniowym X-Tronikiem. Dostajemy więc względnie duże auto, z silnikiem 1.0 i CVT, to przekłada się na niezbyt imponujące przyspieszenie do setki – 14,2 s. Ależ bym oglądał drag race’y wszystkich modeli z tego zestawienia. Godzinami – dosłownie.

W kwestii wyposażenia – jest w porządku. Mamy manualną klimatyzację, Bluetooth, ekran 8″ z klonowaniem ekranu smartfona, elektrycznie sterowane boczne lusterka i… korby z tyłu, chyba że dopłacimy 350 zł. Ciekawostka: najbiedniejsza wersja Sandero ma elektrycznie sterowaną wyłącznie szybę po stronie kierowcy. W 2021 roku!

Ciekawostka na koniec

Trzy lata temu było tutaj zdecydowanie więcej aut – większość była też tańsza. Przykładowo za mniej niż 60 000 zł można było kupić Hyundaia i20 z automatem. Teraz? Nową wersję można oczywiście kupić z automatyczną przekładnią, ale jest to 7-stopniowa przekładnia dwusprzęgłowa, a najtańsze takie i20 kosztuje teraz 70 500 zł – i to w promocji. Tak samo nie upolujemy już raczej tanio Corsy z automatem. Fabia z DSG – w odmianie kombi i Classic jednocześnie – to też jakieś 70 000 zł.

Mazda 2? Było trochę ponad 60 000 zł, jest… 84 400 zł (co tu się stało)? Kia Rio? Przekroczyła już 60 000 zł w najtańszej wersji. Suzuki Swift (teraz hybryda) – też ponad 60 500 zł (chociaż w promocji – 58 500 zł).

Najgorsze, że w sumie rynek nie ma wiele do zaoferowania w zastępstwie tych znikających modeli. Idealne wydawałyby się samochody elektryczne, które biegów po prostu nie muszą mieć (chociaż coś tam mogą), ale ich po prostu w tym segmencie cenowym nie ma. Citroen Ami? Jest cudowny, ale nie ma go w Polsce. Dacia Spring? Niech ją sobie kupują wypożyczalnie – szczególnie za te prawie 90 000 zł (?!).

Czyli wniosek jest prosty – jak ktoś chce się turlać po mieście i nie machać lewarkiem, to musi kupić takie np. BMW X5. Logiczne.

A co na stocku?

Właściwie to samo – cudów nie ma. Jest Aygo, jest Suzuki Swift, jest Hyundai i10, Space Star i… to by było właściwie na tyle. Przy czym nie róbcie sobie nadziei – wybór takich aut np. na Otomoto jest niesamowicie ograniczony. Przy budżecie do 60 000 zł mamy do wyboru 45 ofert, z czego część to jakieś najmy z podaną ceną z czapy (np. BMW serii 3, gdzie 56 000 zł to raczej suma rat) albo mikrosamochody pokroju Aixama i podobne.

Albo więc wszystkie maluchy z automatami natychmiast znajdują klientów, albo klientów na nie po prostu nie ma, więc nie ma co składować niepotrzebnych egzemplarzy. Chyba nie wahałbym się długo przy wskazywaniu prawidłowej odpowiedzi z tych dwóch…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać