F1

Oto najdziwaczniejsze bolidy Formuły 1 w historii. W niektóre rozwiązania trudno uwierzyć

F1 11.08.2019 197 interakcji
Łukasz Kifer
Łukasz Kifer 11.08.2019
F1

Oto najdziwaczniejsze bolidy Formuły 1 w historii. W niektóre rozwiązania trudno uwierzyć

Łukasz Kifer
Łukasz Kifer11.08.2019
197 interakcji Dołącz do dyskusji

Rywalizacja w królewskiej kategorii wyścigowej zawsze była bardzo zacięta. Nic dziwnego, że zespoły w poszukiwaniu przewagi nad konkurencją czasami sięgały po niekonwencjonalne rozwiązania. Fani Formuły 1 pewnie już je widzieli, ale są tak oryginalne, że zadziwiają za każdym razem. W przypadku niektórych trudno uwierzyć, że ktoś wpadł na taki pomysł, za to inne są najlepszym dowodem, że śmiałe ruchy czasami popłacają. Oto Formuła 1 i jej najdziwaczniejsze bolidy.

Williams FW07D (1982)

Zacznę od Williamsa, niech raz będzie pierwszy. Mniej znany kolega Tyrrella P34 pojawił się jesienią 1982 r. Szef zespołu Patrick Head zdawał sobie sprawę, że Williams znalazł się krok za rywalami i tym śmiałym ruchem próbował zniwelować różnicę. Era turbo zaczynała się rozkręcać na całego, a bolidy brytyjskiego zespołu ciągle miały wolnossące silniki Ford-Cosworth.

Tak naprawdę rokowania były całkiem obiecujące, mimo skomplikowanej konstrukcji i sporej masy. Dzięki większej długości Williams FW07D, zbudowany na zmodyfikowanym nadwoziu z 1979 r., lepiej przysysał się do podłoża, a cztery napędzane koła miały fenomenalną trakcję przy niższych prędkościach. W czasie testów z Jonathanem Palmerem za kółkiem ten model pobił kilka nieoficjalnych rekordów.

Jednak to był moment, gdy Formuła 1 powiedziała dość. Oficjele przerażeni wzrostem kosztów i tym co mogło się dziać w czasie pit stopów, zakazali sześciokołowych bolidów. Od tej pory bolid F1 musiał mieć dwie osie i tylko jedną z nich napędową.

Tyrrell P34 (1976)

Oto najsłynniejszy przedstawiciel dziwaków ze świata o nazwie Formuła 1. W przeciwieństwie do poprzednika Tyrrell P34 miał cztery mniejsze koła z przodu. Miały zwiększyć powierzchnię styku opon z nawierzchnią, a także poprawić opływ powietrza przez zredukowanie powierzchni czołowej. Tyrrell P34 jest taki znany, bo kierowcy startowali nim w 30 wyścigach Formuły 1 w sezonach 1976-1977. Jeden nawet udało się wygrać (Jody Scheckter, GP Szwecji, 1976 r.), ale koncepcja została zarzucona w 1978 r. Głównym problemem był brak zaawansowanych opon w odpowiednich rozmiarach. Ich projektowanie dla jednego zespołu było nieopłacalne.

Honda RA302 (1968)

Kariera japońskiej marki w roli pełnoprawnego zespołu Formuły 1 nie zakończyła się zbyt imponująco, mimo że technicznie bolid Honda RA302 był bardzo ciekawy. Miał lekkie nadwozie wykonane ze stopów magnezu i silnik chłodzony powietrzem! Dzięki specjalnie zaprojektowanym wlotom wykorzystującym efekt Venturiego (znacie to z odkurzaczy Dysona), jego chłodzenie było całkiem skuteczne.

Jednak występy na torze modelu RA302 nie wypadły dobrze. John Surtees po jednej testowej przejażdżce stwierdził, że nigdy więcej nie wsiądzie do tego samochodu, bo jest zbyt niebezpieczny. Na specjalne życzenie Soichiro Hondy zastąpił go francuski kierowca Jo Schlesser – to był jego debiut w F1. W czasie wyścigu na torze Rouen-Les-Essarts miał straszny wypadek, w którym spłonął razem z bolidem. Tragedia wydarzyła się na drugim okrążeniu wyścigu i samochód miał pełny bak benzyny. Ten incydent spowodował wycofanie się Hondy z rywalizacji w wyścigach Formuła 1 po zakończeniu sezonu ‘68.

March 711 (1971)

Ładny przedni spoiler, prawda? To z jego powodu March 711 był zwany tacką na herbatę, ale mnie bardziej przypomina deskę surfingową. Wygląda absurdalnie, ale bolid okazał się całkiem szybki. Z Ronniem Petersonem za kierownicą stanął pięć razy na podium i pod koniec sezonu 1971 uplasował się na drugim miejscu w klasyfikacji. Szok i niedowierzanie.

Ensign N179 (1979)

„Drabina” albo „tarka do sera” z przodu to oczywiście rząd chłodnic. Jak to ktoś gdzieś napisał, bolid był równie dobry jak ładny. Podobno silnik bezustannie się przegrzewał. Nie zdołał się zakwalifikować do wyścigu siedem razy w jednym sezonie, a z tych w których wystartował, ukończył tylko jeden. Stajnia Ensign zrezygnowała z tego znakomitego pomysłu po 1979 r. i Formułą 1 powinna jej za to podziękować bo, powiedzmy to śmiało – Dave Baldwin zaprojektował jeden z najbrzydszych bolidów w historii.

Lotus 88 (1981)

A teraz coś z innej beczki. Niektóre bolidy w historii Formuły 1 miały olbrzymie skrzydła, a Lotus 88 – żadnego. Koncepcja samochodu była bardzo ciekawa. Zespół pod kierownictwem legendarnego Colina Chapmana skonstruował go z dwóch oddzielnych chassis, jedno było schowane wewnątrz drugiego. Do dolnego przymocowano zawieszenie, a górny tworzył nadwozie i służył możliwie najskuteczniejszemu przysysaniu samochodu do nawierzchni. Jednocześnie był to jeden z pierwszych bolidów historii F1 skonstruowanych w znacznej części z laminatów włókna węglowego.

Kierowcy testujący konstrukcję: Nigel Mansell i Elio de Angelis, byli zachwyceniu jego możliwościami. Jednak w wyniku protestów złożonych przez pozostałe zespoły, które słusznie uznały, że górne nadwozie było jednym wielkim ruchomym spoilerem zakazanym przez przepisy, Lotus 88 nigdy nie wystartował w wyścigu.

Brabham BT46B (1978)

Samochód-dmuchawa jest jednym z najciekawszych technicznie bolidów w historii Formuły 1. Został zaprojektowany przez Gordona Murraya (tego od McLarena F1), dla zespołu, któremu szefował Bernie Ecclestone (ten od najdroższego rozwodu w historii). Konstruktor zainspirowany nie mniej słynnym Chaparralem 2J opracował skomplikowany układ sprzęgieł, który napędzał gigantyczną dmuchawę umieszczoną z tyłu bolidu.

Pomysł powstał, aby obejść wspomniany zakaz ruchomych elementów aerodynamicznych. Dmuchawa Brabhama BT46B podobno chłodziła jednostkę napędową (V12 Alfa Romeo o kącie rozwarcia cylindrów 180 stopni), ale przede wszystkim wysysała powietrze spod samochodu. Konstrukcja była nieprawdopodobnie skuteczna. W GP Szwecji – jedynym wyścigu, w którym wystartował – Niki Lauda odsadził konkurentów o ponad pół minuty.

Wkrótce potem dmuchawy zostały zakazane. Lauda twierdził, że jazda BT46B ze względu na przyspieszenia boczne osiągane na zakrętach była niesamowicie wyczerpująca, chociaż bolid prowadził się „jak po szynach”.

Eifelland March 21 (1972)

Bolid niemieckiego zespołu Eifelland to zmodyfikowana wersja wyścigówki March 721. Nadwozie zaprojektował Luigi Colani, który uznał, że najlepszym miejscem na lusterko będzie tyczka na środku samochodu. Bolid był tak brzydki, że zespół po jednym sezonie kiepskich występów wycofał się z rywalizacji. Kto by chciał sponsorować coś tak okropnego?

Tyrrell 025 (1997)

Znowu Tyrrell, który miał szczęście do awangardowych projektów. W bolidzie z 1997 r. Zwracają uwagę nietypowo zaprojektowane lusterka, dzięki którym samochód przypomina X-winga z „Gwiezdnych Wojen”. Podobno te skrzydełka poprawiały docisk aerodynamiczny na wolnych, krętych torach. Rzeczywiście jedyne punkty zespół zdobył w GP Monako z Miką Salo za kierownicą. Były to ostatnie punkty Tyrrella w Formule 1. Drugim egzemplarzem jeździł Jos Verstappen, ojciec „szalonego” Maksa.

Ligier JS5 (1976)

Peryskop, czajnik, czapka Smurfa, nazywajcie go jak chcecie. Wielki wlot powietrza przetrwał trzy wyścigi, bo potem zmieniono przepisy określające maksymalną wysokość bolidów i mierzący 140 cm Ligier JS5 ją przekraczał. W kolejnych Grand Prix już miał chwyt powietrza normalnych rozmiarów, jednak wcześniej pozwolił zdobyć pierwsze punkty w Formule 1 francuskiemu kierowcy Jacquesowi Laffite’owi.

Brabham BT34 (1971)

Następny Brabham o interesującej konstrukcji. Przednia część przypominała szczypce homara, a więc tak został przezwany. Dwie chłodnice umieszczone przed przednimi kołami były praktycznie bezużyteczne. Samochód bez przerwy się psuł i nawet tak legendarni kierowcy jak Graham Hill i Emerson Fittipaldi zdołali nim ukończyć wyścig najwyżej na piątym miejscu.

Renault RS01 (1977)

Historyczne i fantastycznie wyglądające Renault RS01 było bolidem, dzięki któremu Formuła 1 wkroczyła w erę turbodoładowanych jednostek napędowych. Również jako pierwszy francuski samochód był wyposażony w opony radialne dostarczone przez Michelina. Niestety początki jego kariery nie były łatwe, bo turbosprężarka lubiła wybuchać w czasie wyścigu. Wtedy Renault RS01 zostawiał za sobą kłęby białego dymu, w związku z czym zyskał przezwisko „żółty czajnik”. Jednostka V6 Renault-Gordini o poj. 1,5 l z pojedynczą sprężarką początkowo rozwijała moc około 600 KM. Samochód był stale modyfikowany i w następnym sezonie zaczął „dowozić” punkty, a gigantyczną turbodziurę zmniejszono montując dwie mniejsze turbiny.

Arrows A22 (2001)

Bolid Arrowsa był jednym z nowszych awangardowych eksperymentów z przednim spoilerem. Przed Grand Prix Monaco inżynierowie postanowili poprawić docisk przy niższych prędkościach w sposób uwieczniony na zdjęciu. Na szczęście FIA szybko zakazała jego stosowania, chociaż ponoć skrzydło działało całkiem dobrze. Pogarszało widoczność z kokpitu, a jego wpływ na bezpieczeństwo był przedmiotem dyskusji. W takich przypadkach sędziowie zwykle mają skojarzenia związane z gilotyną.

Brabham BT26 (1968)

Listę z cyklu dziwactwa Formuły 1 warto zakończyć jeszcze jednym Brabhamem, z czasów gdy projektanci dopiero zaczynali eksperymentować z opływem powietrza. Efekty możecie podziwiać na zdjęciach. To były pierwsze kroki inżynierów w świecie aerodynamiki bolidów i niektóre były wykonane w złym kierunku. Zamontowane skrzydła oprócz tego, że okropnie wyglądały nie działały zbyt skutecznie. Zwłaszcza w czasie wyścigu, kiedy inne bolidy wytwarzały zawirowania powietrza. Nawet tak znakomitym kierowcom jak właściciel zespołu i trzykrotny mistrz świata Jack Brabham oraz Jochen Rindt nie udało się wygrać ani jednego wyścigu przy pomocy BT26.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie