Testy aut nowych

Pierwsza jazda nowym Oplem Combo Life. Dla rodziny nie ma nic lepszego

Testy aut nowych 10.10.2018 62 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 10.10.2018

Pierwsza jazda nowym Oplem Combo Life. Dla rodziny nie ma nic lepszego

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk10.10.2018
62 interakcje Dołącz do dyskusji

Jeżeli wydaje wam się, że przyszłość motoryzacji należy tylko do SUV-ów i tylko podniesione samochody coraz częściej znajdują klientów, spójrzcie na to: w ostatnich latach sprzedaż osobowych wersji kombivanów wzrosła w Europie o 26 proc, a w Polsce – aż o 46 proc.

To pokazuje, jak ważnym modelem dla Opla jest Combo.

Historia tej nazwy ma już 30 lat. Combo „zerowe” stanowiło towarową odmianę Kadetta, ale nie było osobnym modelem – nazywało się Kadett Combo. Pierwsza generacja była małym dostawczakiem na bazie Corsy, druga miała także wersję osobową. Czwarta była dla odmiany oparta nie na miejskim Oplu, ale na Fiacie Doblo, a debiutująca właśnie piąta jest technicznie właściwie identyczna, co nowy Peugeot Partner/Rifter i Citroen Berlingo. To dobre pokrewieństwo, ponieważ to Francuzi od lat są uważani za mistrzów w tworzeniu tego typu aut.

Opel podkreśla, że to pierwsza generacja, która została od zera zaprojektowana jako samochód osobowy. To oznacza, że użytkowa wersja Cargo powstała na bazie rodzinnej wersji Life – a nie odwrotnie, jak bywało dotychczas. To ma zupełnie zmienić zachowanie Combo podczas jazdy. O jego osobowym charakterze świadczy też cała masa nowoczesnych gadżetów, które po raz pierwszy są dostępne w tej klasie. Nigdy wcześniej żaden kombivan nie mógł być wyposażony w wyświetlacz HUD (niestety, na wysuwanej szybce – ale to zawsze coś), ośmiobiegową skrzynię automatyczną czy tak szeroki pakiet asystentów jazdy.

Sprawdziłem, czy Combo Life rzeczywiście nadaje się dla rodziny.

Opel Combo Life

Miałem okazję jeździć dwoma egzemplarzami: ze 102-konnym dieslem 1.5 i z 3-cylindrowym silnikiem benzynowym 1.2 turbo o mocy 110 KM. Oba miały ręczne skrzynie biegów: w pierwszym przypadku 5-biegową, w drugim taką o sześciu przełożeniach. Oprócz tych wersji, można kupić też 75- i 130-konnego diesla. Combo dostępne jest w dwóch wariantach długości: standardowy (czyli taki, jakim jeździłem) ma 4,4 m, a dłuższy o nazwie XL ma 4,75 m. Obie wersje mogą mieć siedem miejsc.

O wyglądzie nie ma sensu się rozpisywać.

Opel Combo Life

Kombivany nigdy nie były i nie będą piękne. Combo jest jednak całkiem miłe dla oka. Niektórzy mówią, że to najładniejszy (bo najspokojniej stylizowany) samochód z „rodzeństwa” Rifter, Berlingo, Combo. I już. W takim razie wystarczy o stylistyce. O wiele ważniejsze jest wnętrze.

Opel Combo Life

Rysunek kokpitu jest taki sam, jak we wspomnianych francuskich kombivanach. Jest dość ciekawy, choć na żywo robi wrażenie dość topornego. W różnych tekstach można czasami przeczytać, że w tym czy w innym wozie w kokpicie rozpościera się „morze czarnego plastiku”. To określenie jak ulał pasuje do Combo. Plastik jest dość twardy, a spasowania nie nazwałbym zegarmistrzowskim.

Ale to też nie ma tutaj aż takiego znaczenia.

Opel Combo Life

To nie jest limuzyna, tutaj nikt nie będzie patrzył na deskę z lupą ani pukał w nią palcami (a przynajmniej mam taką nadzieję). Ważniejsza jest praktyczność. Na nią już z przodu nie można narzekać – zadbano i o uchwyty na napoje i o mnogość półeczek, kieszeni i schowków (podobno jest ich aż 28). Te w konsoli pomiędzy fotelami są większe niż bagażnik sportowego roadstera. Także przed pasażerem – w miejscu, w którym spodziewalibyśmy się poduszki powietrznej – jest duży, głęboki schowek. Gdzie w takim razie schował się airbag? Podobno w podsufitce. Na szczęście tego nie sprawdzałem. Dodatkowy schowek można też znaleźć na podszybiu przed kierowcą, ale tylko jeżeli nie zamówiliśmy wyświetlacza head-up.

Opel Combo Life

Z tyłu jest jeszcze lepiej.

Opel Combo Life

Dzięki drzwiom przesuwnym do drugiego rzędu wchodzi się wygodniej, niż do wielu mieszkań. Jest tam też przestronniej niż w kawalerce, którą kiedyś wynajmowałem. Dzięki trzem osobnym fotelom i sporej szerokości kabiny, posadzenie obok siebie trójki dzieci w fotelikach nie powinno stanowić problemu. Ciekawostką jest schowek (choć chyba powinienem powiedzieć: szafka) pod sufitem bagażnika. Jest naprawdę olbrzymi. Sam bagażnik zresztą też.

Opel Combo Life

Jak jest w czasie jazdy?

Jeżeli miałbym określić jazdę Combo jednym słowem, byłoby to „przyjemnie”. Choć oczywiście nie wszystko mi się podobało… ale po kolei.

Opel Combo Life

Do tego Opla doskonale się wsiada, a pozycja za kierownicą jest rewelacyjna. Oczywiście nie dlatego, że siedzi się nisko i sportowo. Wręcz przeciwnie – siedzi się jak na pierwszym piętrze (Można patrzeć na niektóre SUV-y z wyższością), boczek drzwiowy jest w idealnym miejscu, by można było położyć na nim łokieć, a w dodatku z wnętrza wszystko widać, bo szyby są ogromne. Dodajmy do tego wysoko umieszczony lewarek dźwigni zmiany biegów – jest idealnie!

Przyjemne jest też prowadzenie samochodu. Ponownie: wcale nie dlatego, że jest sportowe, ostre czy agresywne. Jest miękkie, układ kierowniczy działa bardzo lekko i wszystko jest po prostu relaksujące. Pasuje do tego zawieszenie. Tutaj najbardziej czuć, że to jednak bardziej osobowy niż dostawczy samochód. Na dziurach i progach zwalniających jest miękko, wygodnie i nic nie hałasuje.

Opel Combo Life

Pewne zastrzeżenia mam jedynie do skrzyni biegów – zwłaszcza do 5-biegowej z diesla. Nie grzeszy ona precyzją, wszystko działa… trochę po francusku i czasami potrafi nawet zgrzytnąć. Rozumiem, że to kombivan, ale… bez przesady!

Diesel jest trochę ospały.

Opel Combo Life

W mieście nie mam żadnych zastrzeżeń do 102-konnego silnika. W trasie jest jednak za słaby do bezstresowego wyprzedzania czy zmiany pasa na autostradzie – zwłaszcza jeśli jedzie się załadowanym samochodem. Przy większych prędkościach dużo pali, ale to akurat nie powinno być zaskoczeniem, patrząc na wymiary i aerodynamikę pojazdu. Na pewno gdyby miał szósty bieg, zarówno hałas jak i zużycie paliwa byłyby mniej dokuczliwe. Teraz jest komfortowo mniej więcej do 120 km/h. Już jazda przepisowe 140 km/h na autostradzie oznacza dużo większy huk.

Opel Combo Life

Lepiej jeździło mi się egzemplarzem ze 110-konnym „benzyniakiem”. Jest niezwykle cichy, co docenia się zwłaszcza po przesiadce z diesla. Nie żeby tamten był szczególnie głośny, ale silnika 1.2 turbo po prostu nie słychać. Nawet przy mocnym przyspieszaniu nie czuć, że to trzycylindrowiec.

Opel Combo Life

Nie miałem okazji niestety sprawdzić, jak benzynowe Combo radzi sobie, gdy jest w pełni załadowane i czy wtedy mała pojemność silnika nie daje się we znaki. Jeżeli jednak jedzie się w dwie osoby, jest… ponownie, po prostu przyjemnie. Zużycie paliwa w mieście wynosi około 8,5 litra na sto kilometrów przy spokojnej jeździe i umiarkowanym ruchu. To normalny wynik.

Dla rodziny w sam raz.

Opel Combo Life

Nowe Combo jest dopracowane i naprawdę bardziej osobowe niż dostawcze. Po doposażeniu go we wszystkie nowoczesne gadżety może być normalną alternatywą dla dużego Com… to znaczy, kombi. Oczywiście, kombi będzie lepsze na autostradzie, ale kombivan jest po prostu niesamowicie praktyczny. Dzięki odsuwanym drzwiom, wysokiej i wielkiej kabinie i masie schowków, to chyba najlepszy samochód rodzinny, jaki można sobie wyobrazić. Jest bezpretensjonalny i niczego nie udaje. Jeżeli komuś nie przeszkadza wizerunek i wygląd samochodów tej klasy, nie znajdzie nic lepszego.

Czekamy jeszcze na pełen cennik Combo Life. Wersja Cargo kosztuje co najmniej 69 550 zł brutto.

Na koniec jeszcze kilka zdjęć dostawczego Combo Cargo. Niestety nie miałem okazji się nim przejechać, widziałem go tylko z zewnątrz. Mieści dwie europalety, a w środku może mieć kamerę panoramiczną zastępującą lusterko wsteczne.

Opel Combo Cargo
Opel Combo Cargo
Opel Combo Cargo
Opel Combo Cargo

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie